Polityka zastraszania

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! – krzyczą polscy politycy z dumą, wzorem przodków z pod Grunwalda wypinając waleczną pierś. Nie będzie też Europejczyk z Brukseli. Zaklinają się, mrugając znacząco do wyborców, że przejdziem Wartę a będziem Polakami. Tyle, że nie zauważają, jak przechodzą tłumnie tą Wartę w odwrotnym kierunku. Na Niemcy. Nie żeby prastare ziemie słowiańskie wokół Hamburga odbierać, którymi ongiś potężne plemię Obodrytów połabskich władało. Raczej aby w Hamburgu i Berlinie talerze sprzątać lub na zasiłek niemiecki (lepszy wielokroć od polskiego) przejść. Ale polscy politycy na takie szczegóły migracyjne uwagi nie zwracają. Im chodzi o inną migrację. Nie znad Wisły do Europy Zachodniej, a z Damaszku, znad Eufratu i Tygrysu. O tych strasznych innowierców, którzy wzorem Dżingis Chana chcą nas w jasyr porwać. A my już to wiemy, znamy. Na Psim Polu doświadczyliśmy. I może on i Dżingis był ale żaden Chan, tylko zwykły Cham. A nam, wykształconym w mowie i piśmie (od dziecka matula na Żywotach Świętych i Katechizmie czytać uczyła) tego tłumaczyć nie trza. My wiemy. I niech nam też własne, na polskim chlebie wychowane lekkoduchy nie tłumaczą, że tak trzeba, że to nasza tradycja prastara, że sami uciekaliśmy (i uciekamy) falami uchodźców w inne kraje, które nas przyjęły. Lekkoduchy o błękitnej duszy może ale bez jaj! A tu trza chłopa, co z widłami będzie grobli polskiej bronić a nie poetę-cherlaka. Niech lepiej pójdą i posłuchają samego arcybiskupa Hosera, który natchniony widać od Pana Boga, z ogniem w oku, niczym prorok biblijny krzyczy, że Europa będzie muzułmańska już jutro. O nie, nie nasza Europa, nie ta nad Wisłą! A jeszcze przyjdą i ci znad Szprewy i Łaby i ci znad Sekwany nas prosić. I kto wie, może jak za Janka Sobieskiego pod Wiedniem i księdza Skorupki w 1920 pod Radzyminem raz jeszcze Europę uratujemy. Itd, itp. siała baba mak i w koło Macieju
No, można i tak, satyrycznym tekstem o tym rozmawiać. Ale chyba nie wypada. Nie wypada wobec niesamowitego i skomplikowanego problemu tragedii ludzkiej. I jej ogromu.

Szczęśliwy młody ojciec z synem - syryjscy emigranci po dotarciu do Niemiec


Setki tysięcy ludzi ucieka od bomb, napadów, gwałtów. Od plutonów egzekucyjnych. Nie wiadomo kto i w kogo już strzela w Syrii. I wojska rządowe z Damaszku, i radykalni szaleńcy od ISIS i cały szereg innych uzbrojonych grup raz z sobą skłóconych a raz w koalicji. I jeszcze nagle, niespodziewane ostrzały rakietowe z lotnictwa USA i zachodnich państw, które się do akcji USA przyłączyły ( w tym z Kanady). Konflikt trwający już kilka lat. I bez widoku realnego na jakiekolwiek rozwiązania polityczno-militarne. Konflikt, nie wolno o tym zapomnieć, którego geneza i natężenie nie jest jedynie wynikiem lokalnych waśni, aneksji czy chęci podboju. Jest też pośrednim i bezpośrednim wynikiem polityki Zachodu wobec Syrii i Iraku. Jest do pewnego stopnia pochodnym braku zdecydowania Zachodu (głównie za sprawą USA) wobec zmuszenia Izraela do sprawiedliwego pokoju z Palestyńczykami; jest bezwzględnie pochodnym podbicia Iraku i konsekwencji tego. Te sztucznie utworzone granice państw prawie całej Arabii utrzymywały się względnie spokojnie dzięki pewnemu balansowi siły i potęgi lokalnych mini-mocarstw: Iraku, Iranu i Syrii właśnie – przy aktywnej zgodzie na ten balans Egiptu i Saudii Arabii. Zniszczenie jednego z tych gwarantorów (najpierw Irak a obecnie Syria) wszystko to zachwiały, otworzyły bramy dla od dziesięcioleci (w zasadzie od czasów upadku Imperium Osmańskiego z Konstantynopola) istniejących ruchów skrajnie ortodoksyjnych, czego dzisiejszym efektem są właśnie ruchy al Kaidy a na skrajnym ‘Kalifacie’ ISIS kończąc. Olbrzymią cenę płaci za to od dawna Liban – dawniej kraj zamożny i stabilny. Czterdzieści lat temu rozsadzany od wewnątrz olbrzymia migracją Palestyńczyków skutkiem kolejnych podbojów izraelskich, dzisiaj ponownie olbrzymią masą napływających Syryjczyków. To są niekończące się pochody ludzi uciekających przed śmiercią i głodem. To nie grupy przedsiębiorczych lub zaradnych uciekinierów szukających po prostu lepszego życia. Nie stosunkowo małe grupy mniejszości narodowych lub religijnych unikających kolejnego pogromu – to tłumy zwykłych ludzi z miast i miasteczek i wiosek, które bezustannie są w strefie frontowej. Chrześcijan, żydów, a przede wszystkim muzułmanów. Bo prawie cała Syria i część Iraku są jednym wielkim frontem wojennym. Ludzi, którzy naturalnie chcieliby lepiej żyć i wiedzą doskonale, że życie jest łatwiejsze w Europie czy Ameryce. Ale którzy nigdy nie podjęliby się trudu i ryzyka skomplikowanej emigracji, gdyby nie byli zmuszeni do tego lufą karabinu i pociskiem lotniczym czy artyleryjskim. Oni po prostu ratują swoje życie i życie swoich dzieci. Nie, to nie wyprawa krzyżowa idąca ewangelizować ogniem i mieczem na islam, to nie armia janczarów maszerująca by pobrać w jasyr młodych Europejczyków. To nieprzebrane tłumy matek i ojców z dziećmi, z tobołkiem na plecach lub zwykła, plastykową reklamówką w ręku. Nie ma w tych torbach karabinów – jest trochę jedzenia, kilka szmatek, może nieco pamiątek rodzinnych: ich cały dobytek pokoleń. Resztę pochłonęła wojna. I ceny przewoźników i szmuglerów, którzy ich przeprawili przez morze, doprowadzili do niestrzeżonego przejścia granicznego. A po drodze gubili tysiące najbliższych w toniach morza Śródziemnego, Egejskiego: synów, matki, żony, ojców, braci, siostry, kochanków. Oto ta armia zagrażająca przyszłości etnicznej narodów europejskich. Czy nie ma wśród nich złodziejaszków, kryminalistów? Może nawet kilku terrorystów? Bardzo możliwe. Jak w każdym wielkim tłumie. Na każdej licznej manifestacji pro czy kontra czegokolwiek w Warszawie, Łodzi, Wilnie czy Hamburgu tacy są też. Polacy, Litwini, Niemcy. Czy należy „na wszelki wypadek’ wszystkich uczestników manifestacji aresztować lub po prostu wystrzelać? Ofierze jakiego napadu, rabunku czy gwałtu jest lepiej, gdy atakuje, gwałci lub okrada Polak czy Niemiec niż Syryjczyk? Ile trzeba uchodźców innego pochodzenia etnicznego i innej wiary by zagrozili kulturowej jedności i tożsamości blisko 40-milionowego narodu (Polska)? Pięć milionów, jeden milion, 50 tysięcy czy pięciu tysięcy Syryjczyków lub Irakczyków? I czy to iraccy żołnierze byli, jako oddziały okupacyjne, pod Bydgoszczą czy Białymstokiem, czy też polscy w Iraku, pod Karbalą? Czy Niemieccy osadnicy sprowadzani do polskich miast od czasów średniowiecznych zgermanizowali w tych 900 lat Polaków? Czy zrobili to Rusini lub Litwini i inne narody, z którymi tworzyliśmy jedno państwo w olbrzymiej większości naszego istnienia? Lub czy nam, silniejszym i liczniejszym udało się to zrobić wobec nich? Wynaradawiają się tylko narody, które tracą wolę pozostania przy swoich wartościach. Zresztą temat ten (wynarodowienia) jest tak nierealny w perspektywie małej grupy kilkutysięcznej, że bezsensem jest z nim dyskutować. To straszak tak absurdalny, że nie warty argumentacji. Czy łatwo oni by się u nas zasymilowani? Mam nadzieję, że nie (choć wątpię by po kilku latach większość z nich, mimo prawa pozostania, powoli by ‘wyciekła’ w kierunku północno-zachodnim…), że ich własna tradycja i przywiązania do kulturowej przeszłości pozwolą im ich własna odrębność zachować. Choć zapewne drugie, a z pewnością trzecie pokolenie (o ile niektórzy jednak pozostaną) różnic się będzie już tylko odcieniem skóry od polskich sąsiadów.

Najważniejszym pytaniem pozostaje więc pytanie moralne: czy warto i stać nas na wyciągnięcie pomocnej ręki tysiącom nieszczęśników, którzy ryzykując niebezpieczeństwa wędrówki w nieznane, podjęli tą wędrówkę by ratować życie swoje i swoich najbliższych?

Na to czy ‘warto’ chyba nikt, kto jest w miarę porządnym człowiekiem nie może szczerze wobec siebie odpowiedzieć przecząco. Tych, którzy nie są porządnymi ludźmi – przekonywać jest bezcelowo, bo dla nich dylematy i nakazy moralne nie istnieją.
Czy ‘stać’ nas na to? Mnie się wydaje, że tak. Polska nie jest tak zamożna jak Niemcy czy Francja (ale i też nikt nie spodziewa się, że Polska może podobnej ilości imigrantom pomóc, co te kraje), ale nie jest krajem ekonomicznej nędzy. Jest stosunkowo zamożna, choć z szerokim marginesem ludzi biednych. Tylko ten margines wynika ze zgody samych Polaków na powstanie tej przestrzeni biedy ekonomicznej i nie zmuszenie kolejnych rządów do godziwej polityki socjalnej. I ten zakres niesprawiedliwości socjalnej w Polsce powstał na długo przed jakimkolwiek ‘problemem syryjskim’. Oni go nam nie narzucili i oni go nam nie rozwiążą – przyjeżdżając czy nie przyjeżdżając. 50 tysięcy uchodźców mogłoby naruszyć budżet państwa w sposób zauważalny. Pięć lub dziesięć tysięcy nie jest w stanie. Nie zapominajmy też zasadniczej reguły ekonomicznej: ludzie biedni (i Polacy i Syryjczycy) wydają prawie wszystkie pieniądze (zarobione lub otrzymane – to bez znaczenia) lokalnie na bieżące potrzeby. A więc pomagają tym samym lokalnej ekonomii i gospodarce. W dużo większym stopniu niż ludzie zamożni, których kapitał w dzisiejszych czasach jest nadzwyczaj ruchomy i nie zna granic nie tylko miast i powiatów, ale i państwowych. Wydaje mi się więc, że (w autentycznym i rzetelnym rozrachunku) przyjęcie kilkutysięcznej grupy do Polski przyniosłoby nam w krótkim stosunkowo czasie (poza pierwszymi wysokimi kosztami administracyjno-logistycznymi) korzyść ekonomiczną.
Podnoszone przez niektóre media, działaczy politycznych i religijnych tematy ‘czystości genetycznej’, etnicznej czy zmiany religii – są poniżej pasa. Trudno o nich spokojnie, bez przekleństw lub ostrej ironii i szyderstwa rozmawiać. Od rozmów (awantur raczej) z rodzimymi faszystami lub choćby tylko szowinistami – wolę rozmowy z inteligentnymi Arabami, Murzynami czy Azjatami. Skutkiem polskiego przysłowia, że lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć. Bez względu na narodowość czy pochodzenie lub wyznanie głupiego.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>