Nazywam się (tu wstaw swoje imię)

Czy jesteśmy w stanie wojny? Nie, nie mówię teraz o jakiejś egzotycznej wojnie w Afganistanie czy Iraku. Gdzieś, gdzie dzieją się jakieś okrutne rzeczy, które oglądamy ze zgorszeniem w telewizji, gdzie być może giną lub zginąć mogą nasi żołnierze ale to ciągle jakieś nie w pełni realne, jakby nie dotykające nas bezpośrednio. Giną na tych frontach masowo żołnierze naszych wrogów w pokaźnej ilości, giną dzieci i kobiety ale to nie nasze dzieci, nie nasze kobiety. Gdyby te nasze straty były masowe, gdyby w bitwie zginęło 200-300 naszych żołnierzy może by nas ta rzeczywistość bardziej przebudziła z fikcji normalności.
Wypadki w Paryżu, w pewien sposób nas z tego błogiego snu zbudziły. Być może najbardziej od czasów tragicznych dni w Nowym Jorku, we wrześniu 2011. Nie przez nieporównywalną skalę ofiar ludzkich, ale przez symbolikę. Zresztą, po prawdzie— wiele osób z tym się może nie zgodzić) – w specyficznej logice wojennej atak na Wall Centre był logiczny. Ameryka prezydenta Busha była w stanie wojny z poważnym odłamem społeczeństw muzułmańskich, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Pax Americana, podobnie, jak wcześniej Pax Britania były tam i są od końca I wojny światowej przyczyną niezliczonych niesprawiedliwości i zbrodni. Ale efekt naszej (Zachodu) na to reakcji doprowadził do jeszcze większej radykalizacji środowisk muzułmańskich. Doprowadził do wyciszenia lub wręcz do fizycznego zlikwidowania muzułmańskiego nurtu umiarkowanego, kompromisowego, skłonnego do negocjacji i koegzystencji. W konsekwencji stanęliśmy de facto wobec opcji: my albo wy. Twarzą w twarz z czystą nienawiścią. Ideową, religijną i kulturową. To już nie tylko krytyka i zwalczanie tego, co— zdaniem naszych przeciwników—jest im obce. Wrogie i obce jest im wszystko, co nam jest bliskie i—zdaniem naszym—najważniejsze, najwartościowsze. I to legło u podstaw ataku paryskiego. To atak na nas. Zgodzić się muszę—będąc ostrym przeciwnikiem szeregu decyzji USA i jej sojuszników (m.in.. udział Polski w haniebnej akcji okupacji Iraku) – z oświadczeniem premiera Kanady Stephena Harpera: jesteśmy w stanie wojny. I nie rozumiem małostkowego i nierozsądnego oświadczenia pani premier Kopacz, że Polska nie jest zagrożona bezpośrednio tym, co stało się we Francji. Jest. Bo jesteśmy częścią cywilizacji i kultury europejskiej. Bo nam, Polakom też te idee wolności są drogie i bliskie. Bo też mamy na imię Charlie. Je suise Charlie.

Plac Republiki w Paryżu (fot. JeSuisGodefroy Troude)


Jest szósta rano i oglądam właśnie w tej chwili Marsz Jedności w Paryżu. W pierwszej linii, w centrum Prezydent Francji, po jego lewej stronie Kanclerz Niemiec, następnie Przewodniczący Unii Europejskiej Donald Tusk, przy nim, trzymający go pod ramię, Abbas, Prezydent Palestyny. To jest ważna symbolika. Francja w środku, obok niej jej historyczny wróg, a od wielu, wielu lat bliski sojusznik, Niemcy, następnie Europa symbolizowana przez Tuska (byłego premiera Polski, też historycznego wroga Niemiec, obecnie jednego z najbliższych sojuszników), przy Tusku – Palestyna. Po prawej stronie Prezydenta Francji, Prezydent Algierii, obok niego premier Izraela. Wszyscy trzymają się pod rękę, tworząc nieprzerwany łańcuch. Tworzą, z wieloma szefami innych państw europejskich, pierwszą linię wielomilionowego marszu Paryżan. Przyjaciele Francji. Tej Francji, której syn, Voltair powiedział: nie zgadzam się z tym, co mówisz ale będę bronił Twojego prawa do mówienia tego. I to jest najlepszy opis współczesnej, politycznej demokracji europejskiej. Demokracji, której zasadniczy kształt filozoficzny zrodził się właśnie we Francji. Poprzez krwawe rewolucje, przez morze krwi. Ale głód wolności jest silniejszy niż lęk przed barykadą lub śmiercią. Trójkolorowa kokarda Francji i jej trójczłonowe hasło: Wolność, Równość i Braterstwo. Tylko ta wolność musi być pierwsza. Bez wolności jednostki mowy być nie może o jakiejkolwiek równości. I potrafi być trudna, niewygodna. Ale niezastąpiona. Czym jest dla mnie, Europejczyka, Polaka, Kanadyjczyka?
Nie może chyba nikogo, kto zna moje pióro lub zna mnie osobiści budzić wątpliwości, że np. nie znoszę pana Kaczyńskiego, szefa polskiej partii PiS, że reprezentują to, co mnie często mierzi i czego w polskiej tradycji nie znoszę. O skrajnych grupach prawicowo-nacjonalistycznych nie wspomnę—są dla mnie, jako Polaka , obrzydliwe. Ale gdybym miał jakąkolwiek szansę czy możliwość zakazu ich działalności—nigdy bym takiego dokumentu nie podpisał. Ich prawo do wyrażania własnych przekonań, do argumentacji jest wielokroć ważniejsze niż moja niechęć czy sprzeciw wobec tego typu przekonań. Demokracja i wolność nie zasadzają się na mojej wygodzie. Polega właśnie na ustawicznym ścieraniu się poglądów. PiS w Polsce reprezentuje pokaźnych rozmiarów fragment polskiego społeczeństwa, jest niemożliwym by ta część nie miała prawa do głoszenia swojej wizji kraju. Do pewnego stopnia dzięki PiSowi tą część Polski poznałem, może nawet rozumiem. A to ważne. Dzieki temu wiem, kto jest i dlaczego jest moim przeciwnikiem. Jako młody człowiek miałem w głowie jakąś nierealną, utopijną wizję Polski. I byłem pewny, że gdy tylko obalimy komunę, ta właśnie Polska powstanie z popiołów. Naturalnie powstała w wielu wymiarach kompletnie inna od mojej utopii. Zachowała jednak najważniejszy element tej mojej utopijnej wizji: moje prawo do wyrażania moich poglądów, do przekonywania prywatnego i publicznego do tej wizji. Przekonywania w argumentacji, bez używania noża, karabinu czy pałki. To jest różnica między współczesną demokracją, która ma bardzo silne korzenie w tradycji francuskiej właśnie, a państwem komunistycznym, faszystowskim czy wyznaniowym. Państwo oparte na jednej filozofii, ideologii lub jednej religii nie może być taką demokracją. Ani państwo muzułmańskie, ani katolickie, ani zydowskie. Nie może być państwem wolnego obywatela. Dlatego, że „równość” nie jest synonimem „każdy taki sam”. A wszelkie dogmaty ideologiczne i religijne tego własnie wymagają.
Miało być o wojnie z ideologią obcą, wrogą. Wojnie z zamachowcami na wolność. Potem miało być o Marszu Jedności w Paryżu, który z Marszy Jedności Francuzów zamienił się w wielki Marsz Jedności Międzynarodowej. A pisałem o Polsce i Polakach. Ale to dobrze. Bo to jedno i to samo. Je suis Charlie może być i jest de facto: je suis Janek, je suis Zośka, je suis Stasiu.
Więc tym razem ta wojna jest też moją wojną. Inaczej bym zaprzeczył wszystkiemu, w co do tej pory wierzyłem. W człowieka i jego niezbywalne prawo do wolności osobistej i obywatelskiej. Celem i marzeniem moim jest ciągłe poszerzanie tej wolności, tak by faktycznie w każdym kraju zachodniej cywilizacji wszyscy obywatele byli równi wobec prawa i państwa. A ciągle tak nie jest. Bez wolności wypowiedzi, wolności słowa mowy być nie może o osiągnięciu tego ideału. Mowy być nie może o rozwoju społeczeństwa. Mowy być nie może o rozwoju nauki i myśli. O dobrowolnym wyborze.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>