Teatr Polski nie zawiódł

Dzis ostatnia szansa pójścia na spotkanie ze Sławomirem Mrożkiem, który prosi do “Tanga” w teatrze w Evergreen Cultural Centre w Coquitlam.
Naprawdę warto. Głębiej i bardziej szczegółowo na ten temat wypowiem się w następnym wydaniu “Takiego Życia”, dość jednak powiedzieć, że kolejna premiera Teatru Polskiego z Vancouveru nie zawiodła. Ani zamysł reżyserski inscenizacji “Tanga”, ani wykonie na scenie.
“Tango” dostarczyło dobrych wrażeń na wielu płaszczyznach: bezpośredniej, dobrej rozrywki, bogate w sytuacje komediowe, rozbawiające; w refleksji nad problemem moralnym tzw. zmiany czasu, wymiany epok i sposobów zachowań.
Ten temat, który jest zasadniczym przekazem Mrożka jest tematem, z którym każde pokolenia styka się nieodwołalnie. Tematem, który jest wyzwaniem dla każdego z nas. I wcześniej czy później każdy z nas musi mu stawić czoło.
Tradycja czy współczesność? Normy znajome, stare, czy też poszukiwanie nowych? Zbyt gwałtowne i bezceremonialne odrzucenie norm zachowań może spowodować zagubienie się, chaos. Wiemy przecież, że rewolucje jakiekolwiek (czy te olbrzymie, polityczne, czy też rewolucje małe, tylko w naszym prywatnym życiu) potrafią być bezwględne, potrafią wywalić nasz świat do góry nogami i przestawic system wartości do tej pory nam znany.
W “Tangu” ciekawym chwytem jest wprowadzenie jeszcze większej konsternacji poprzez odwrócenie typowych ról: to nie generacje starsze są za obroną tradycji – to generacja młodego Artura domaga się powrotu norm, zasad i konwenansów.
Opis ten jest szalonym uproszczeniem treści “Tanga”. Tak autor sztuki, jaki reżyser Marek Czuma nie stawiają nigdzie ‘kropki nad i’, nie dają żadnej definitywnej odpowiedzi. Zadają pytania i kiedy już wydaje się nam, że znamy odpowiedź – jednym zaskakującym zdaniem przestawiają reguły zabawy.
W tym wszystkim nigdy nie zapominając, że scena teatralna to nie szkolna klasa. I zwykłe moralizowanie potrafi widza szybko znudzić i zniechęcić, tak samo, jak młodego ucznia. Więc Mrożek nie daje prostej odpowiedzi, podsuwa jedynie sugestie, uczy drogi do własnego jej szukania. Tak, jak mądry nauczyciel w szkole. Stąd “Tango” dobrze zrealizowane na scenie to też (przede wszystkim może?) dobra rozrywka, to satyra chwilami ostra ale nigdy nie nachalna, nie głupia.
I takie “Tango” przedstawił nam zespól Teatru Polskiego.
Olbrzymie brawa dla całego więc zespołu. Trudno i niesprawieliwe byłoby wyróżnienie tu kogokolwiek z obsady. Nie było też w nim ról w pełnym tego słowa znaczeniu drugoplanowych. Każda z nich miała pierwszorzędne znaczenie i każda oferowała inny punky widzenia świata. Do pewnego stopnia najważniejsze (jesli już były) to naturalnie rola Artura i Stomila. Artur (syn Stomila) reprezentuje bunt wobec odrzucenia starych zasad i zwyczajów, wobec nowego świata. Natomiast Stomil, wbrew pozornego abnegactwa i nihilizmu rysuje przed Arturem najbardziej spójny moralnie i filozoficznie wybór moralny. Czy to może kontrewolucja Artura, domagająca się przywrócenia starych konwensów nie jest niczym innym, jak zachowaniem się konwensowym właśnie? A więc płytkim, pozbawionym głębi i moralnej siły? Czy Artur przypadkiem nie jest chwilami podobny do swojego sojusznika i podwykonawcy, wuja Eugeniusza? Postaci mało szlachetnej, słabej wewnętrznie, nieco zniewieściałej i pełnej zwykłego lęku i żalu za utraconą młodością, którą wydaje mu się, że może przywrócić przez zwykły nawrót ‘starego świata’.
W roli Stomila absolutnie nie zawiódł Ryszard Kopplinger. Jego Stomil to postać przekonywująca, smutna chwilami ale autentyczna. De facto (poza postacia Ali) jedyna, ktora jest szczera i robi wybory świadome i zadaje pytania oraz sugeruje wybory oparte na przemyśleniu, na realnej szansie przetrwania tego bałaganu, jakim jest życie. Życie, w którym gramy, jako bezmyślne kukiełki. I w którym jedyną ucieczką od tej bezmyślności jest ucieczka w abstarkcję sztuki (eksperymenty artystyczne Stomila).
Wielkie brawa dla młodego aktora Filipa Karwowskiego, który wcielił sie w postać Artura. Z punktu widzenia scenicznego, jest to rola-kolubryna. Artur na scenie przebywa prawie bez przerwy, wiec wymaga to kolosalnego wysiłku fizycznego i psychicznego, skupienia. Stworzył postać bardzo przekonywującą, autentyczną. Nie jest to jego pierwszy występ na scenie Teatru Polskiego ale pierwszy raz w roli pierwszoplanowej i to bardzo trudnej. Więc de facto debiut aktorski w pełnym słowa znaczeniu. Panie Filipie – egzamin zdał pan bardzo dobrze! Drobne błędy, jakie sa udziałem najwiekszych, w niczym pana sukcesu nie uszczuplają. Mam nadzieje, że to początek bardzo obiecującej kariery scenicznej.
Julia Siedlanowska – przyznaję, że jestem pod olbrzymim wrażeniem jej talentu scenicznego. Jej postać Ali – jedynego ‘normalnego’ charakteru “Tanga” – była majstarsztykiem prostoty scenicznej. Ala od początku jest poniekąd na zewnatrz tego rozgardiaszu, tej kontrewolucji socjalnej i rodzinnego spisku. Nie chce bawić się w filozoficzne spory – chce budować normalne życie ze swoim ukochanym. Pozwala mu na młodzieńcze bunty, na ekstrawagancje, wojny. Ale chce być pewna, że on nie traktuje jej i ich wspólnej miłości, jako kolejnej batalii w tej filozoficznej wojnie. Nie chce być pionkiem w tej grze. Owszem, z pewnym wyrafinowaniem podejmuje się sama pewnej podstepnej gry demistfikującej cały te zamieszanie w duszy Artura – ale robi to z pełną swiadomościa celu. I to jej właśnie decyzje i działania decydują o tragicznym i nieprzewidzianym (również dla niej) finale tej gry. Jest elementem spoza konfliktu, ale elemntem, który decyduje o wyniku tego konfliktu. Reprezentuje niejako niewiadomą ale prawdziwą, nie wydumaną siła życia. Siedlanowska wprowadza na scene pewną świeżość i pewną niewinność charakteru. Nie jest to niewinność infantylna – to po prostu pewne zawierzenie naturze. Rosjanie taką obecność sceniczną określali, za swoim wielkim reformatorem teatru Stanisławskim, mianem ‘naturszczyka’. No, wot i wy natrurszczyk, mademoiselle Siedlanowska.
Elizabeth Kozłowski, jako Bacia nie zawiodła i tym razem. Po Ali, bogdaj najsympatyczniejszy charakter “Tanga”. Bacia chce po prostu jeszcze troche pozyć i pocieszyć się życiem. Doskonale zdaje sobie sprawe z kurczącego się czasu – ale póki co, chce trochę jeszcze niwinnego joie de vivre pokosztować. Nie chce po prostu na tą smierć czekać i stąd jej paniczny lęk przed katafalkiem, na który w formie kary każe jej się kłaść wnuk Artur. Po prawdzie ten wymyślony przez Stomila-artystę zwariowany dom bez zasad i norm jej zwyczajnie odpowiada. W tym bałaganie Babcia nie musi udawać i grać roli matrony czekającej na śmierć. Może zwyczajnie jeszcze trochę pożyć, póki ma szansę. Choćby z kieliszeczkiem wódeczki i przy karcianym stole. I kiedy nagle ten stary świat z naftaliny ma wrócić, Babcia wcale na tą tradycję nie ma ochoty. Jak już ma umierać przez lata to woli umrzeć teraz. I tym razem sama kładzie się na katafalk, jednocześnie śmiejąc się z tej dziecinnej gry, którą jej dzieci i wnuk prowadzą. Nie ma już ochoty na nowe rewolucje i kontrewolucje. Mówi: a dajcie mi już święty spokój!
Jak zawsze u Kozłowskiej, jej najwiekszym atutem aktorskim jest zdolność do stwarzania dobrego rysunku komediowego. Pewna wyniosłość, władczość ale i jednocześnie przechera i podstępność.
Marek Walczuk – do tej pory znany głównie i lubiany bardzo przez publiczność w charakterystycznych rolach drugoplanowych. Też (jak Ala) nieco z zewnatrz, nigdy nie wplątany bezpośrednio w główną nić intrygi. Facet z ulicy. Jego nieskomplikowane procesy myślowe często dają kapitalne riposty wobec filozoficzno-etycznych labiryntów głownych postaci. W “Tangu” reprezentuje niepokonaną siłę zewnętrzną. Siłę prostej, bezwględnej ulicy. O, to wy się kłóćcie, wymądrzajcie. Ja tam się panie do waszej polityki pchać nie będę. Ja się zgadzam. A jak wolicie, to się nie zgadzam. Ja nie wiem. Wy zadecydujcie, a ja zrobie, jak mi powiecie. Ja nie mam własnego zdania.
Tyle, że ulica, ‘lud’, potrafi być cwana, przekrętna. I bezwględna. Będzie się kłaniać i królowi i dykatorowi. Służyć Kościołowi i Rewolucji. I przy pierwszej okazji zaprowadzi i króla i biskupa i dyktatora na gilotynę. Po to, by samej zasiąść bezwstydnie na złoconym tronie. W zasadzie, w inscenizacji Czumy, Edek nie ma ani jednego znaczącego, wybijającego sie monologu, szczególnie wartych zapamiętania dialogów. Mimo to, jego obecność sceniczna, jego bycie na scenie są niezbędne. To symbolicznośc jego postaci demaskuje lub uwierzytelnia zachowania innych. Być może to najlepsza rola, jaką Marek Walczuk do tej pory zagrał. Bezwględnie najtrudniejsza. I myślę, że przy obsadzaniu ról, Marek Czuma podjął w tym wypadku idealną decyzję.
Naturalnie nie sposób pominąć milczeniem Eleonory – żony Stomila i matki Artura. Kobiety z pozoru nieciekawej, moralnie podejrzanej. No, jako matka przecież egzaminu nie zdała. Suma summarum synem się jakby wogóle nie przejmowała. Jako żona, no, co tu dużo mówić – ostatecznie z Edkiem nie gra tylko w karty! Mimo to, nie jest postacią niesympatyczną. Przeciwnie, jej słabość i ukrywane ale szczere rozterki są nam wszystkim bliskie i znajome. Na Eleonorę można się ostentacyjnie oburzać – ale nie sposób jej po cichu nie lubić. Kamila Marczyk stworzyła postac ciepłą, ludzką. Nie jest to konterfekt narysowany prostą kredką, jednoznaczny. W całej tej pozornej niemoralności, w przyzwalaniu na panujący w jej życiu i otaczającym ją świecie nieład zachowuje najbardziej ludzkie i najzwyczajniejsze marzenia, pragnienia i słabości. Pani Kamila Marczyk potwierdziła tą rolą swoje miejsce w zespole Teatru Polskiego. Ma teatrowi i nam, widzom, dużo do zaoferowania.
Ach i ten słabiutki, budzący i żal i odrazę wujek Eugeniusz! Być może obok Ali najbardziej jednoznaczna postać sztuki. Eugeniusz Marka Czumy (tak, sam mistrz-reżyser w tą rolę się wcielił, co zadanie bardzo niebezpiecze!), to człowiek, który nie ma własnego świata. Jego świat zniknął, gdy Stomil i Eleonora odrzucili tradycję i wprowadzili królestwo nihilistycznej awangardy. On tego świata szczerze nienawidzi, nieznosi, dusi się w nim. Ale nie ma siły by z niego odejść. Poza tym światem jest jeszcze gorsza rzeczywistość – jest obcy świat na zewnatrz, w którym samemu trzeba grać role piewrwszoplanowe. Być właścicielem swojego losu. A Eugeniusz nie potrafi, Eugeniusz potrafi tylko wykonywac rozkazy. I czasem lubi być chwalony, głaskany. Eugeniusz to duże, trochę zniewieściałe dziecko. Dziecko epoki, która minęła. I do której strasznie tęskni. Więc nadarzająca się okazja podjęcia kontrewolucyjnego spisku z siostrzeńcem daje mu na to szansę. O, Eugeniusz czuje, że to szansa ostatnia i chwyta się jej, jak tonący brzytwy. Staje się głownym policjantem i katem jednocześnie na ołtarzu tej kontrewolucji. I być może ponosi w niej największą klęskę. Bo Artur przynajmniej ginie skutkiem nieprzewidzianego zamachu Edka. Nie ma czasu ponieśc ani ostatecznej klęski ani ostatecznego zwycięstwa, ginie na polu bitwy. Nie odchodzi w kajdanach. Natomiast Eugeniusz odchodzi z bitwy w kajdanach, pokonany. Nie jest mu dana nawet godność więźnia. Nie, los zmusza go do symbolicznego tańca. Oto ten brutal, ten ‘lud’ bierze go w objęcia zwierzęcego tanga, tańca sybolizującego najbardziej prymitywne ale i najbardziej szczere pasje człowieka, jego żądzy, chuci. I Eugeniusz nim ulega. Staje się niewolnikiem dobrowolnym. Traci nie tyle wolność ile godność. W każdym razie godność taką, jaką sobie do tej pory (być może falszywie) wyobrażał. Rola Eugeniusza jest być może najbardziej teatralna ze wszystkich postaci “Tanga”. Wymaga właśnie przerysowania, sceniczności. Wymaga grubej kreski charakteryzatorskiej. Myslę, że Marek Czuma-reżyser winien być zadowolony z Marka Czumy-aktora. Z powierzonego mu zadania wywiązał się bardzo dobrze.

(załączone zdjęcia wykonane przez Andrzeja Manuskiego)

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Literatura, blog Bogumiła (polski), scena and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>