Po wyborach miejskich

Ciekawa rzecz z tymi wyborami. Gdzie mieszka olbrzmymia wiekszość Kanadyjczyków? W miastach. Przeważnie dużych i średnich. Poza wydarzeniami wyjątkowymi (naturalny kataklizm, wojna, raz do roku podatki), z jaką formą rządów miaszkaniec Kanady styka się najczęściej i jakie przepisy, zarządzenia mają najwiekszy wpływ na jego codzienne życie? Rządy lokalne, miejskie i przepisy oraz gospodarka miejska. Nie są to zagadnienia życia i smierci, ale zwykłe, codzienne funkcje bez których byłoby trudno funkcjonować. Które nam codzienne życie ułatwiają lub czynią nieznośnym: gdzie, za ile i na jak długo możemy zaparkować; czy mamy możliwość stosunkowo łatwego poruszania się po mieście; jak gęsta jest zabudowa, character tej zabudowy (wieżowce, niskie domy apartamentowe, domy jednorodzinne?), kiedy wywożą śmieci i jakie są ograniczenia w ich ilości i rodzaju; ilośc parków, placów zabaw i innych terenów rekreacyjnych i ich użytkowość, estetyka; przestępczość i wiele innych, codziennych ułatwień lub utrudnień, które decydują o charakterze naszego życia. O tym wszystkim decydują rady miejskie i zarządy miast.
Jak wielu z nas głosuje w tych wyborach? Najmniej z pozostałych (które też cieszą się niską frekwencją), bo około co czwarty obywatel. W dodatku specyfiką czysto kanadyjska jest fakt, że te rady i mayorowie miast mają minimalny zakres faktycznej władzy. Prezydent Warszawy lub Londynu czy Paryża w porównaniu z mayorem Surrey, Vancouveru czy Ottawy to prawie udzielny książę. Głównie ze względu na konstytucyjny podział federacji kanadyjskiej i silne uprawnienia prowincji, które swych uprawnień na miasta przelać nie chcą. Więc typowy mayor jest takim po trochę żebrakiem, który(a) większość życia politycznego stoi z kapeluszem w ręku przed gabinetami różnych ministrów prowincjonalnych i federalnych. Głównie prowincjonalnych. Powinniśmy starać się to zmienić. I uświadomić polityków prowincjonalnych i federalnych, że chcemy na naszym podwórku mieć tej samodzielności nieco więcej. Na tym ostatecznie dobry model demokracji polega. Na władzy lokalnej, władzy, do której obywatel ma łatwy dostęp i dużo silniejszy wpływ niż na odległych władyków, gdzieś hen, daleko.
W Vancouverze Gregor Robertson został wybrany mayorem po raz trzeci z rzędu. Co sygnalizuje kontynuację jego planów na przyszłość dla tego pięknego miasta. Powiem szczerze, że przypomina mi stylem nieco Baraka Obamę: piękne oratorskie wizje, górnolotne słowa – ale trochę krucho w rezultatach, zwłaszcza tych, które zajmują się polityką socjalną miasta. Przede wszystkim sprawą mieszkaniową i brakiem mieszkań dostępnych dla przeciętnie zarabiającego i a już absolutnie poza możliwościami ludzi biednych. I stałym odkąd pamiętam problemem z bezdomnymi. Którzy w dalszym ciagu bezdomnymi pozostają.
W Surrey z zadowoleniem przyjąłem wiadomość o zwycięstwie Lindy Hepner, co zdecydowanie oznacza kontynuacje planów popularnej poprzedniczki, Diany Watts. Plany, które gruntownie zmieniają charkter tego błyskawicznie rozwijającego się miasta. Z olbrzymiej i brzydkiej wiochy, w nowoczesną metropolię. Z galeriami, teatrami (miejskimi, co niesamowite w Kanadzie!) i w końcu z planem transportu miejskiego, gdyż istniejący w ramach Translink jest zupełnie nie adekwatny. Pamietam, gdy przed laty brałem udział w specjalnym spotkaniu zorganizowanym przez nowego wówczas mayora, Dianę Watts z jednym pytaniem: jak wyobrażasz sobie Surrey za 20 lat. W długiej (i nie przeywanej, LOL!) prezentacji rozciągnęłem wizję starszego pana (to był jedyny pewny element tej wizji), który wychodzi z domu na krótki spacer do parku obok, potem idzie na przystanek tramwajowy i jedzie trochę dalej do biblioteki po nową ksiązkę, a potem do teatru miejskiego na ciekawą sztukę. W międyczasie siada w ulubionej kawiarni i czyta gazetę przyglądając się spacerującym chodnikiem ludziom. Ci, którzy Surrey sprzed kilku ledwie lat znali wiedzą, że takiej ulicy ani nawet dzielnicy w Surrey nie było. Wszystko to się już powoli zmienia. Pojawiły się lepsze parki, skwery, można już spacerować (z kawiarniami jeszcze krucho), nowe bilblioteki, coraz aktywniejsze Surrey Art Centre, nowa sala teatralna w sercu Whalley. A od 2018 mamy mieć początek kilku przewidzianych linii tramwajowych! A tramwaje uwielbiam. I brak mi ich strasznie. To najlepsze i najtańsze modus operandi transportu miejskiego. Stała rozbudowa skytrain jest kosmicznie droga i trudno sobie wyobrazić miasto pokiereszowane betonowymi wiaduktami. Natomiast tunele są tak ekonomicznie realne, jak budowa mostu z Vancouweru do Victorii. Od zero do minus zero.

miejski tramwaj lub kolejka (LRT) w Surrey w wizji grafika

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>