i przyszła, wywalczona, upragniona – wolność

Prezydent Narutowicz i Naczelnik Piłsudski

Oczywiście nie mogę nie złożyć hołdu Człowiekowi, pod którego dowództwem i wizją Polska odzyskała niepodległość i zajęła należne Jej miejsce na mapie Europy i świata – Józefowi Piłsudskiemu.
Wspominam też dziś z serdecznością dużą, nieżyjącego od wielu, wielu lat generała Tadeusza Alfa-Tarczyńskiego, z którym u schyłku Jego życia połączyły mnie więzi przyjaźni i wzajemnego szacunku. Pan Generał (tak się do niego zwracałem, mimo Jego protestów) był oficerem Pierwszej Brygady Kadrowej w szeregach, której obalał w imieniu Polski, pierwszy raz od 120 prawie lat, szlabany graniczne zaborców. W latach przebywania Marszałka w Sulejówku, był Jego szefem sztabu. Po Kampanii Wrześniowej i upadku Francji znalazł się w Wielkiej Brytanii. Przez jakis czas przebywał w Szkocji na Wyspie Węży, gdzie mściwy i zazdrosny o popularność Legionistów premier generał Sikorski de facto uwięził wielu wyższych polskich oficerów z obozu sanacyjnego. Po wojnie Alf-Tarczyński poświęcil sie trzem pasjom swojego żołnierskiego, prostego życia: pracy nad udokumentowaniem życia i dzieła Marszałka; opieką nad rodziną Marszałka (tj. Panią Marszałkową Aleksandrę Piłsudską i córkami Marszałka: Wandą i Jadwigą, które nazywał po prostu Wandzia i Jagódka), z którą związany był faktycznie od samego popczątku; i wreszcie prywatnej pasji lierackiej. Kiedy go poznałem (na spotkanie zaprosił mnie publicznie przez ogłoszenie w prasie polskiej w Londynie, bo nie mieliśmy innego kontaktu!) był Prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego w Londynie, w POSK-u. Ku mojemu zdumieniu i wielkiej radości poprosił też by przyszła na nie dr. Wanda Piłsudska – córka Marszałka. Owa “Wandzia”, jak się do niej zwracał (” Wandziu, podejdź tu bliżej proszę, chcę Ci przedstawic pana Bogumiła, młodego obrońcy Twojego taty z kraju”), była już panią nie pierwszej młodości, trzymającą się bardzo prosto i skromnie ubraną w czarną, prosta garsonkę, z ciemnymi, upiętymi w tył siwiejącymi włosami. Mówiła mi bardzo dużo, wspominając ojca i naświetlając pewne szczegóły związane z plotka krążąca w Warszawie, jakoby zwróciła się do reżymu o pozwolenie na przyjazd na mszę w katedrze św. Jana poświęconą Marszałkowi. W tej mszy brałem naturalnie udział (było to wielkie wydarzenie z tłumami ludzi, biskupstwem – ale bez Prymasa – i z plutonem oficerów Marszałka pod komendą generała Romana Abrahama). W Londynie brałem udział w jakiejś dyskusji prasowej na ten temat (na łamach Tygodnia Polskiego i Dziennika Żołnierza) i w trakcie tej polemiki wyłoniła się właśnie kwestia domniemanej prośby Wandy Piłsudskiej o przyjazd do Kraju na tą uroczystość w Warszawie (okazją była 40. rocznica śmierci Marszałka w 1975 roku). Naturalnie, będąc ‘młodym a dumnym’ byłem najświęciej wyznawcą tej pogłoski, z zacięciem argumentując (w co ja i koledzy absolutnie w Polsce wierzyliśmy), jak to lękliwe władze PZPR-u (partia bolszewicka) córce Marszałka wjazdu zabroniły! Pani Wanda z dobrotliwym uśmiechem i rozbrajającą serdecznościa wyjaśniła, jakim absurdem byłoby, gdyby ona, córka głównego filara niepodległości Polski, de facto twórcy tej niepodległości i Naczelnika Państwa miała się zwrócić do rządu reprezentującego wrogie mocarstwo o pozwolenie na przyjazd do … Polski! A gdyby nawet zrobiono to dyplomatycznie poprzez osoby trzecie – kto mógłby jej gwarantować, że nie wykorzystano by to dla niecnych celów propagandy komunistycznej? Wyjasnienie to wydało mi sie (i de facto było w samej rzeczy) tak proste i oczywiste, że sam pojąć nie mogłem, że w tą romantyczną plotkę wierzyłem! No, ale młodość do logicznych przemysleń nie zawsze pasuje. Pod koniec spotkania pani Wanda Piłsudska zniknęła, by wrócić po chwili z pieknym dla mnie prezentem – dedykowaną osobiście dwutomową wielką biografią Józefa Piłsudskiego autorstwa Wacława Jędrzejewicza, współpracownika Marszałka, dyplomaty i historyka. Jędrzejewicz był wówczas prezesem Instytutu J. Piłsudskiego w Ameryce.

dedykacja dla mnie od gen. T. Alfa-Tarczyńskiego (1981)


W cieniu legendy Piłsudskiego żyłem przez cały okres młodości w Polsce. Był dla mnie uosobieniem najlepszych cech patriotyzmu, wielkich zdolności militarnych i wizji dla Polski. Znałem Piłsudskiego-mit, Piłsudskiego-legendę. To wizyta w Londynie i zadzierżgniete tam znajomości pozwoliły mi zobaczyć Piłsudskiego-człowieka. Wielkiego ale odbrązowionego, naturalnego. Jedną z najtragiczniejszych postaci współczesnej historii polskiej. Historii kraju o wolność, którego poszedł sie bić z przeważającymi armiami potężnych mocarstw w 1915 i potem w 1920. I wojny te wygrał. Po to, by tenże Kraj pokonał go sam. Tak widzę dziś decyzje Piłsudskiego dokonania zamachu stanu w owym tagicznym maju.
W grudniu 1922 Piłsudski przyjął w Belwederze pierwszego Prezydenta niepodległej Polski, Gabriela Narutowicza. Przyjąl go nie w mundurze Naczelnika Państwa a w szarej kurtce legionowej, symbolicznie tym zaznaczając, że w tej kurtce do Belwederu wszedł i w niej wyjdzie, bo nie o honory i nagrody o Polske walczył. A w toaście dla nowowybranego Prezydanta powiedział: Panie Prezydencie Rzeczypospolitej!
Czuję się niezwykle szczęśliwym, że pierwszy w Polsce mam wysoki zaszczyt podejmowania w moim jeszcze domu i w otoczeniu mojej rodziny pierwszego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej.

Panie Prezydencie, jako jedyny oficer polski służby czynnej, który dotąd nigdy przed nikim nie stawał na baczność, staję oto na baczność przed Polską, którą Ty reprezentujesz, wznosząc toast: Pierwszy Prezydent Rzeczypospolitej niech żyje!. Tenże sam Pisłsudski zmuszony był kilka lat później przejąć władzę i na moście Poniatowskiego odebrać ją od legalnego, drugiego Prezydenta, Stanisława Wojciechowskiego. Osobistego przyjaciela i druha lat PPS-skiej konspiracji i walki z caratem. Ta decyzja zamachu, do której zmusiła go historia, była ciosem, z którego głęboka rana już nigdy się nie zagoiła. Przypuszczam, że to właśnie przyczyniło się do jego przedwczesnej śmierci bardziej niż rak. A początkiem tej osobistej i politycznej klęski Marszałka nie były bagnety bolszewickie a nagonka skrajnej prawicy polskiej na Narutowicza, której efektem było zamordowania pierwszego Prezydenta RP w Zachęcie. Tak, jak dziś największym wrogiem ojczyzny są popłuczyny tamtej ideologii. Ci, którzy znieważają pamięć żołnierzy polskich z I i II wojen światowych; tych, co ginęli za jej woilność na barykadach powstań, frontów i bitew Europy, Azji i Afryki. Ci, którzy idąc fałszywie nazwanym Marszem Niepodległości biją szyby w warszawskich sklepach, niszczą i demolują mienie publiczne i sieja nienawiść do wszystkiego, co w Polsce wyrosło z pieknych, szlachetnych a nie zbrukanych i zakalanych tradycji.Gardze nimi. Sa pomiotami Targowicy i szabrowników polskich, a nie potomkami bohaterów.

Chylę więc czoło wobec pamięci tych prawdziwych i wielkich Polek i Polaków a Rodakom składam najlepsze życzenia w Dniu Niepodległości naszej ojczyzny

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>