Sztuka i jej znaczenie dla Kultury czyli cogito ergo sum

Sztuka i jej znaczenie dla Kultury. Zgrabny tytulik do wypracowania szkolnego lub pracy doktorskiej (różnica polega głównie na długości tekstu i starannym przygotowaniem bibliografii oraz większą dojrzałością życiowo-profesjonalną piszącego). Ale temat wcale nie szkolny czy akademicki li tylko.
Oczywiście można zacząć od wywodów czym jest sztuka i czym jest kultura. Nie kończących się nigdy i poniekąd zbędnych. Więc założyć trzeba, że rozumiemy o co chodzi. I właśnie wchodzenie w szczegóły, dzielenie włosa na czworo doprowadzić może tylko do mętliku i awantury.
Zakładam, że zgadzamy się z faktem, że sztuka jest nieodzownym pokarmem dla kultury. Nie jedynym, ale niezbędnym dla właściwego jej rozwoju. Coś w rodzaju witamin, bez których, już wiemy z biologii, organizmy nie rozwijają się właściwie, są chorobliwe i wątłe. A w końcu wymierają przedwcześnie. No więc koniec tekstu. Teza, odwrotnie, jak w dobrym wypracowaniu – postawiona na końcu, nie na początku, a materiał dowodowy ‘zebrany’ a priori, bez potrzeby przypisów i odwołań.
Tylko … A, no właśnie, te „tylko”.
Tylko czym jest kultura? I czy kultura ogólnie, czy Kultura ta tzw. ‘wysoka’? Kultura (przez małe ‘k”) to między innymi sposób, w jaki pijemy piwo lub wino. Z małego naczynia czy też zanurzając głowę we wspólnej kadzi, beczce lub po prostu korycie? Słowem podstawowe funkcje zachowań społecznych, norm lub nawet zwykłych konwenansów. Tu po prawdzie ta rola Sztuki, jako witamin kultury nie zupełnie jest jasna. Dla tej kultury wysokiej – tak, to jasne. Trudno się określać człowiekiem kulturalnym (a więc obcującym z kultura wysoką), a jednocześnie drwiąco negującym znaczenie sztuki (typu: bo poezja to gryzmoły starych panien i zgorzkniałych kawalerów; oglądanie jakiś wydłubanych w glinie czy kamieniu figurynek to strata czasu, a często lepsze struga w drewnie byle chłopak wiejski; słuchanie rzępolenia jakiejś muzyki, która i tak ni do śpiewania ani tańczenia się nadaje jest równie przyjemne, jak wizyta u dentysty) – o takim osobniku powiemy słusznie, że to prostak. Owszem, obeznanym i respektującym normy obowiązującej kultury (pije piwo z kufla lub puszki a nie z koryta), ale osobnikiem kulturowo i ewolucyjnie słabym, schorowanym. Jedyne, co na ogół po sobie pozostawia to – niestety – geny.
Jednak … A, no właśnie, te „jednak”.
Otóż kultura wysoka przenika do kultury w znaczeniu antropologicznym, behawioralnym. Stąd sztuka ma pośredni wpływ na życie i zachowanie wszystkich żyjących w obrębie danej kultury cywilizacyjnej, a w dzisiejszym świecie błyskawicznego przepływu nie tylko informacji ale i mieszania się kultur specyficznych (masowa emigracja wszystkich i wszędzie) – ma znaczenia dla całej ludzkości.
W krajach demokratycznych podstawą rozwoju społeczeństw jest aktywny dyskurs polityczny. To on decyduje o najbardziej podstawowych zakresach funkcjonowania nie tylko państwa ale i społeczeństwa. A więc, kto kształtuje ten dyskurs polityczny, kto nadaje tego ton i zasięg – ten o kształcie społeczeństwa decyduje najbardziej. Stąd Sztuka, jej twórcy i animatorzy (zarządy i kuratorzy galerii, dyrekcje teatrów, oper, filharmonii, zarządy wydawnictw, redaktorzy naczelni pism kulturalnych, a nawet tygodników i gazet popularnych) mają w tym dyskursie nie tylko prawo ale i obowiązek uczestniczyć. Zwłaszcza ci animatorzy. Dawniej zasadniczymi autorami i uczestnikami dyskursu były dwory panujące (władza) i kościoły (religia). Te dwa czynniki i osiągany przez nich kompromis (lub konflikt rozwiązywany siłowo poprzez wojny lub zamachy) decydowały o kształcie społeczeństw i norm zachowania. Etycznego i ekonomicznego. Dziś ilość dyskutantów powiększyła się niewspółmiernie. Ale nie oznacza to, że wszyscy mają równie ważny lub równie słyszalny głos. Rolę, którą odgrywały kościoły (ciągle w dyskursie politycznym obecne ale z dużo już słabszej i nie jedynej platformy) przejęły siły ekonomiczne (koncerny, oligarchia przemysłowo-bankowa). Artysta, twórca i propagator kultury nie tylko powinien w tym dyskursie uczestniczyć – ma moralny obowiązek to robić. Niekoniecznie poprzez promowanie ideologii, politycznych prądów czy ruchów (de facto lepiej by od tego stronił i zachował pełną niezależność) – raczej przez bezkompromisowy komentarz społeczny. Nie trzeba pisać, malować, komponować utworów pisanych językiem polityki. Wystarczy uczciwie i bez oglądania się na mody i tzw. ‘opinię społeczną’ tworzyć. Nawet wbrew oburzeniem większości, pewnych grup społecznych, religijnych, politycznych. Niech się oburzają – mają do tego prawo w demokracji, niech protestują. Paradoksalnie to właśnie wolność wypowiedzi artystycznej umacnia to ich prawo do protestu. A obowiązkiem animatorów kultury (teatry, galerie publiczne, radio, prasa, wydawnictwa, sale koncertowe) jest tą wolną twórczość pokazywać, udostępniać społeczeństwu. Bez względu na to, że czasem jest kontrowersyjna. Dlatego, że kontrowersja często wymusza myślenie. A myślenie jest zawsze przeciwne status quo, zagraża zastanemu porządkowi rzeczy. I to dobrze. Państwo, Instytucja to trudno określony moloch, który zawsze zasadza się na obronie ustanowionego porządku. Nawet, gdy porządek ten jest jawnie niesprawiedliwy. Natomiast Sztuka i twórczość to okrzyk indywidualny. Jednostki. I nie wolno zapominać, że Państwa i Instytucje powstały oryginalnie po to, by tej jednostce służyć, by zapewnić jej optymalnie w danym czasie możliwe bezpieczeństwo i szanse na rozwój. Tylko, że Państwo i Instytucja to mają do siebie, że się szybko wynaturzają i zaczynają bronić bardziej struktur niż indywidualnego człowieka. Ich mowa staje się językiem propagandy a nie komunikacji. Wtedy jedynym obrońcą tej oryginalnej genezy zakładania społeczności i instytucji społecznych pozostaje zawsze indywidualny artysta, twórca. Mówienie o arte pro arte, o parnasizmie, o abstrakcji, konstruktywizmie, estetyzowaniu, jako prądach twórczych kompletnie apolitycznych jest bzdurą do n-tej potęgi. To były też sposoby podjęcia dyskursu politycznego. Artysta mówiący do Władzy i Społeczeństwa: mam was w d..ie, będę pisał, malował, komponował sobie a muzom składa tym samym nie tylko filozoficzne oświadczenie. To oświadczenie na wskroś polityczne, wręcz wywrotowe, rewolucyjne. Więc o tą wolność twórcy dbajmy, bo jest to zapewnienie sobie prawa do zachowania własnej indywidualności. I podmiotowości. Do cogito ergo sum.

W. Smolarek, styl konstruktywizmu

Canada's Golgotha, art. F.D. Wood (1918)

Te trzy przykłady powyżej pokazują odmienne rodzaje sztuki kontrowersyjnej i jej prezentacji. Nie tylko przez styl (kierunek) ale czasami temat lub nawet samą postać artysty (ubiór, zwyczaje, wystąpienia publiczne). A) Konstruktywizm polski repreznetowany przez Smolarka to nie tylko odmienna, w pewnym stopniu abstrakcyjna forma malarstwa. Nie wolno zapominać o okresie i miejscu tej twórczości: doba sowieckiej kontroli państwa w Polsce, ciągle żywy i odmienny estetycznie (i politycznie) kierunek socrealizmu i brak mozliwości wystawiania w jedynych istniejących wtedy, wszystkich pod kuratela partii komunistycznej, galeriach. A wiec styl malarski wymykający się typowej interpretacji cenzora, galeria ‘pod chmurką’, na ulicy (pod Barbakanem warszawskim) niepotrzebująca glejtu urzędu komunistycznego. Czy więc z pozoru absolutnie wizualnie apolityczna twórczość nie była aktywnym udziałem w dyskursie politycznym? Naturalnie, że tak!
B) Dwie głośne i kontrowersyjne plastyczki niemieckie , Ewa i Adel, urządziły w Mediolanie wystawę połączoną z tematyka homoseksualizmu w sztuce. Sam temat kontrowersyjny, zwłaszcza w kraju katolickim (Włochy), w dodatku prezentujący inne od uznanych interpretacje głośnych dzieł z przeszłości. Pisanie historii na nowo czy teź po prostu odfałszowywanie tejże? Same wyzywające i ekstrawaganckie ubiory artystek też służyły właśnie kontrowersyjności. Czy to jest ‘sztuka dla sztuki’ czy aktywny dyskurs polityczny?
C) Bardzo tradycyjna w formie i temacie rzeżba z 1918 roku angielskiego artysty F. D. Wooda, “Kanadyjska Golgota”. Miała być hołdem wobec ofiary złożonej przez żołnierzy kanadyjskich na frontach I WŚ. Ale fakt, że ukrzyżowany żołnierz kanadyjski w oczach bardzo chrześcijańskiej Kanady był profanacją wizerunku Chrystusa (człowiek nie może uosabiać boga) spowodował że rzeźba nie mogła być wystawiana w Canadian War Museum aż do 1989 roku. Przez 70 lat! W tym wypadku nie ma dowodów, że artysta celowo wykonał rzeźbę, by wywołac kontrowersje. Kontrowersja powstała, gdy zareagowały na charakter rzeźby oficjalne środowiska kościelne. Ale efekt był ten sam – próba kontroli sztuki i jej prezentacji otworzyła temnat dyskursu światopoglądowego, a tym samym politycznego.
Każda twórczość autentyczna jest swego rodzaju komentarzem artystycznym wobec otaczającego nas świata. A taki komentarz zawsze może być argumentem w dyskusji politycznej. Gdyż sama wolność wyrażenia tekiego komentarza, a już zwłaszcza wyrażenia publicznego, jest w samej swej istocie argumentem politycznym. Warto byśmy wszyscy to rozumieli. Mówiąc ‘wszyscy’ mam w szczególnej uwadze samych twórców i tych, którzy wystawianiem i drukowaniem twórczości się zajmują. Dobrze jest wyjąć głowy z piasku. Pojęcie twórczości apolitycznej jest absurdem.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Gadki, Literatura, blog Bogumiła (polski), reflection on culture and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>