Kto jest twoim właścicielem?

Sąd Najwyższy Kanady pierwszy raz od ponad 20 lat stara się na to pytanie odpowiedzieć. Specyficznie mówiąc, Sąd stanął przed zagadnieniem prawa do skorzystania z pomocy przy zakończeniu swego życia (assisted end of life right) lub, jak inni to określają, prawa do pomocy przy decyzji samobójstwa (the right to assisted suicide). Jeszcze bardziej uściślając, chodzi o decyzje zakończenia życia w sytuacjach przewlekłej i nieuleczalnej choroby, która powoduje narastające i nieustępujące cierpienie fizyczne oraz skorzystania w tej materii z pomocy medycznej (aplikacja środków uśmiercających lub przyśpieszających zgon w trybie prędkim i możliwie bezbolesnym). To temat, o którym nie bardzo lubimy w sposób szczery rozmawiać, mimo że dotyczy bezpośrednio wszystkich z nas bez wyjątku i wobec tego pytania wielu z nas stanie nieuchronnie. Pytanie jest bardzo szczegółowe i nie generalne, tzn. nie sugeruje jakiegoś trendu do masowych samobójstw osób, które z jakichkolwiek bardzo lub mniej ważnych przyczyn chciałyby odejść z tego świata i nie chcąc robić tego w sposób gwałtowny i związany z przemocą. Nie otwierałoby to drzwi do wizyt u lekarza osób zmęczonych, załamanych życiem z prośbą o bezbolesny zastrzyk śmiercionośny. Dotyczy jedynie osób skazanych na nieustanne cierpienia fizyczne lub zwiększającą się nieuchronnie utratą władz umysłowo-mentalnych i fizycznych jednocześnie przy niemożliwości medycyny powstrzymania degradacji życia. I tylko i wyłącznie wobec osób będących w stanie samodzielnie i jasno takie żądanie postawić. Chodzi jednocześnie o zapewnienie śmierci łagodnej i godnej, bez dramatycznych i brutalnych usiłowań samozadawania sobie śmierci (samobójstwo tradycyjnie rozumiane) i często z fizycznej nieudolności niemożliwe do samowykonania. Jest to temat jednego z największych tabu. Większość kultur współczesnych, nawet tych opartych na daleko posuniętych wolnościach osobistych od tego się odżegnuje. W dodatku nie tylko nie lubimy mówić o własnej śmierci (i często żyjemy tak, jakbyśmy zapomnieli, że umrzemy kiedyś bez najmniejszej wątpliwości) to, de facto boimy się jej. Lęk przed nią jest jakby częścią naszego kodu genetycznego. I poniekąd jest. Dochodzą do tego kwestie etyczne wynikające z wierzeń religijnych (olbrzymia większość współczesnych religii zakłada, że bóg lub bogowie są jedynymi dawcami życia, więc jedynymi decydentami o czasie śmierci) lub przekonań filozoficznych. Ale w świecie narastających uprawnień wolności osobistych i poszerzania zakresu państwa cywilnego (a więc praw stanowionych poza dogmatem religijnym) nieuniknionym jest żądanie absolutnej własności własnego życia. Słowem dogmatu świeckiego – ja jestem jedynym właścicielem “ja”. Znamy stare powiedzenie| nic o mnie beze mnie”. Państwo i tak często o życiu i jego końcu swoich obywateli decyduje – każde wysłanie żołnierza do jakiegoś dosłownego czy symbolicznego okopu – jest świadomym ryzykiem, że te jego życie kończymy. Każdego dnia na oddziałach palliatywnych zagładzamy na śmierć dziesiątki osób. To nie jest śmierć ani naturalna ani łagodna. Jest brutalna wobec konających i brutalna wobec najbliższych. Wydaje mi się, że raz postawione, takie pytania będą powracać tak długo, aż pewnych uprawnień do medycznie wspomaganego zakończenia życia nie ustanowimy. \nie wiem, jakie decyzje bym podjął, gdybym sam kiedyś stanął wobec takiego, ostatecznego, dylematu. Lub inaczej, prawdziwiej – wydaje mi się, że wiem teraz ale nie mogę być pewny czy decyzji nie zmienię, gdy wobec tego problemu stanę, o ile stanę. Co wiem, to fakt, że jest dla mnie nieznośnym by ktokolwiek inny mógł odmawiać mi prawa do mojego życia i MOJEJ śmierci. Jeżeli moje wierzenia religijne lub przekonania filozoficzne mi takich decyzji podejmować nie pozwolą, to znaczy takich decyzji nie podejmę.
Podobnie było przed laty, gdy padały pierwsze decyzje o małżeństwach osób tej samej płci. Też od nielicznych ale głośnych, padały ostrzeżenia o zagrożeniu ‘tradycyjnej’ rodziny i ‘tradycyjnego’ małżeństwa. I nic. Patrzę dziś przez okno i dalej stosunkowo normalni ludzie chodzą ulicami, drzewa rosną koronami do góry. Trochę więcej młodych zakochanych, szczęśliwych, że resztę życia spędzą ze sobą wspólnie. I niektórzy, tak jak to było w tych typowych małżeństwach, przekonują się z czasem, że nie. Wcale nie do końca. W każdym razie nie do końca życia. W międzyczasie są jednak szczęśliwi. A to chyba ważne. No i niektórym udaje się tej przysięgi dotrzymać. Powstały nowe tradycyjne małżeństwa. I nie słyszałem ani jednego wypadku z setek milionów ludzi w państwach, w których te zmiany małżeńskie wprowadzono o przypadku zmuszenia do ślubu mężczyzny z mężczyzną faceta, który tego nie chciał i który wolałby wziąć ślub z dziewczyną. Dać ludziom prawa, których się domagają a na ogół potrafią z nich korzystać rozsądnie.
Obecny dylemat przed Sądem Najwyższym w Kanadzie wydaje się być początkiem długiej dyskusji, która nas, jako społeczeństwo, czeka. O ile Sąd przychyli się do wydania orzeczenia, że obecne prawa w tej kwestii są niekonstytucyjne, ta dyskusja będzie krótsza i dotyczyć będzie głownie limitów i ograniczeń takiej wolności. O ile utrzyma status quo – dyskusja nie zamilknie a będzie jedynie dłuższa i być może trudniejsza. Wolność i demokracja nie są łatwe. Przez swą naturę właśnie maja tendencje poszerzania się, zwiększania. Czasami jakiś ruch, prąd czy partia zatrzymuje ten bieg wydarzeń. Ale tylko na chwilę. Każde prawie dziesięciolecie w krajach demokratycznych otwiera nowe obszary wolności osobistych. Być może to jest ten nowy, nieopanowany jeszcze obszar.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski), society and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>