Podkomorzy w pierwszą parę rusza …

W jednej z ulubionych przez nas operze Moniuszki, „Strasznym Dworze”, jest taka scenka w której słyszymy słynną arię kurantową. Była to jedna z ulubionych arii Bernarda Ładysza, bo basy na ogól mają role posępne, tragiczne a ta jest trochę zabawna, humorystyczna – mimo gróźb duchów i zjaw, które mogą pojawić się na dźwiek kurantu o północy. Jako, że Ładysz rodem z Nowowilejki i przed wojną dziadkowie często zabierali rodzinę na majówki tamże do gospodarstwa zamożnych chłopów, rodziców pana Bernarda, a w czasie wojny spędził wspólnie z moim ojcem i stryjem ciężką dolę niewoli rosyjskiej w Kałudze i na wyrębie olbrzymich lasów rosyjskich – o tym właśnie ‘koncerciku’ myślałem podczas wczorajszego prywatnego wieczoru wśród przyjaciół. No bo i połowa, co najmniej, gości (i gospodyni sama) silne związki z Wielńszczyzną miała. Gość z Polski, pani Elżbieta, nawet uroczy śpiewny akcent wileński zachowała. Poza tym wspomnienia z Gdańska, Szczecina – miejsca osiedleń tysięcy rodzin polskich z Wileńszczyzny wlaśnie. Jeszcze w w latach 60. i początkach 70. pewnymi dzielnicami tych miast chodząc nic prócz słodkiej mowy wileńskiej usłyszeć nie można było. No ale czemu muzyczne wspomnienia? No to proszę sobie wystawić taki obrazek: bigosik i polskie kiełbaskie zajadamy, potem łakocie, wódeczki polskiej tudziez butelczyn węgrzynów zacnych nie brakuje, nastroju wesołego ale i wspomneniowego też. A gdzie dobry nastrój, jadło staropolskie i trunki przednie, to jak bez muzyki się obejść? Waść Ryszard Wrzaskała wyłogi kontusza zarzucił i do pianoli zasiadł. Posypały się mazurki, koncerciki, pieśni miłe uchu i sercu … Więc i spiewać nocną porą zaczeliśmy. Zwłaszcza, że w tekście jednej z pieśni żywe echa Adamowe się znalazły i o t tej tęsknocie i o potrzebie opisywania piękna tej ziemi lat dzieciństwa i wizje łąk kolorowych przeplatanych zbożem rozmaitem … . No i jak tu nie uciec oczami duszy nad Niemen mruczliwy, błękitny? A jeszcze podkomorzyni Kozarowa z gościem z Polski (typowym obrazem animuszu szlachcianki kresowej!) w parę pierwszą do poloneza staje!
Ot, prywatny i bez społecznego znaczenia prywatny zajaździk na … Surrey. A ileż miłych wrażeń. Jako, że nie tylko światem wielkim i ważnym żyjemy – pomyślałem, że warto to tu wspomnieć.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Gadki, Uncategorized, blog Bogumiła (polski) and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>