Prasa i kneble

Stary zwyczaj – nie pożyczaj. Zwłaszcza dobrego imienia. Inny dobry zwyczaj (w demokracji) to była niezależność prasy. Zwodna i trudna do utrzymania w najlepszych warunkach, bardzo trudna w nieco gorszych. Jakkolwiek nasza prasa polonijna raczej na psy poważnie zjechała w ostatnim 20 leciu – to jednak niedobitki się jeszcze gdzieś zachowały i niektórzy w miarę uczciwie starają się lokalne życie komentować tudzież służyć przynajmniej, jako forum informacyjne o nowościach lokalnych i krajowych. Psia to robota i za psie pieniądze.
W dobie wolności typowym oskarżeniem prasy i dziennikarzy jest: jesteś prawicową zakałą i nic ci nie można wierzyć (oskarżenie z kręgów lewicowych) oraz: jesteś czerwoną zakałą i nic ci nie można wierzyć (oskarżenie z kręgów prawicowych). Pozostaje strzelić sobie w łeb albo przestać pisać i wydawać. Co masa ludzi i tytułów zrobiła. Lub – robić swoje. Być przede wszystkim uczciwym wobec własnego sumienia. Rola piszącego nie jest działać i rządzić. To rola działaczy i aktywistów. Rolą piszącego jest próba spojrzenia na tych działaczy i rządzących przez szkło powiększające. Oczywiście ani rządzący ani aktywiści tego nie lubią (no, chyba, że w formie pochwały i laurki. Ale, że laurki sobie sami przyznają często a gęsto – prasa tego robić nie powinna) i na krytyczną ocenę odpowiadają albo bojkotem i oskarżeniem właśnie o „prawicowe” lub „lewicowe” skrzywienie gazety albo zniżają się do najniższego poziomu i w ripoście odpowiadają atakiem personalnym. Taki merytoryczny dyskurs wygląda mniej więcej tak: redaktor X bada sprawę zbudowania pomnika Jana Cwietwierczykowskiego na głównym placu przy cmentarzu komunalnym. Budowy podjęła się organizacja społeczna Związek Pamięci Jana Cwietwierczykowskiego. Bez uzgodnienia z członkami i społecznością szerszą wydano na ten cel dużą sumę pieniędzy organizacji i urządzono publiczną zbiórkę. Nota bene pomnika jeszcze nie postawiono. Redaktor pyta się kto podjął i na podstawie czego decyzję, ile pieniędzy zebrano i gdzie jest rozliczenie z pieniędzy organizacyjnych i społecznych. Odpowiedź władz Organizacji Pamięci JC brzmi: dlaczego gazeta „Igrek” jest szmatą lewacką i nie uznaje szacunku należnego osobie zmarłej (Jana Cwietwierczykowskiego w tym wypadku)? Poza tym redaktor X w 1969 roku zwymiotował podczas Mszy Świętej w kościele parafialnym w Zerzydłowicacykach. I znaleźli się świadkowie tej oczywistej profanacji. Jako, że nikt już później redaktora X rzygającego nie widział – jest jasne, że w 1969 roku w Zerzydłowicacykach zrobił to celowo. Jesteśmy przekonani, że te wyjaśnienie odpowiadają zgodnie z prawdą na wszystkie zarzuty i pytania gazety „Igrek”.
O tempora, o mores, jak ci już nie raz drogi Cyceronie mówiłem. A ręki i ręce opadają same … No, niektórym składają się w kułaki, aliści to już inny temat.
Nie, nie jest to jedynie problem maleńkiej prasy polonijnej. Dotyczy to (w bardziej dyskretnej – na ogół – i rozbudowanej formie) wszelkiej prawie prasy. Kto ma czas czytać mądre może ale długie bardzo eseje czy inne artykuły, gdy może się wszystkiego (?) dowiedzieć z dwóch zdań na Twiterze lub Fejsbuku? Lub załapać się na jakimś 2-3 minutowym klipie video na Jotubie? Oczywiście jeśli rząd prawicowy (jak w Kanadzie na przykład od 8 prawie lat) zarzuca prasie i publicznej telewizji i radio (CBC), że krytykują rząd, bo są zgniłymi liberałami (lub co gorzej – socjaldemokratami), to pomija wygodnie fakt, że prawie wszystkie poważne gazety kanadyjskie są w łapach jednej-dwóch rodzin. Bardzo z prawicą kanadyjską związanych oligarchów. Czasami w ataku na dziennikarzy i ich niezawisłość nie trzeba kłamać – wystarczy przytoczyć tylko pewne, wybrane fakty i wyrwane z kontekstu informacje.

Stąd to, co wolno Czytelnikowi indywidualnemu nie przystoi władzy i jej reprezentantom. Czytelnik może po prostu napisać własną opinię i nie kupić więcej tej gazety. Władza i aktywiści władzy na krytykę winni najpierw sumiennie odpowiedzieć przytaczając fakty z tą tylko krytyką związane. To jest cena bycia na świeczniku życia publicznego. Nawet jeśli ten świecznik od dawna wypalony.

Naturalnie (jeśli ktokolwiek miałby jakieś watpliwości) informuję, że nie ma (o ile wiem, ha ha) ani organizacji pamięci jana cwietwieiczykowskiego ani zamiaru budowania mu pomnika, ani gazety “Igrek, choć zapewne istnieje gdzieś redakto X – słowem to fikcja wymyślona na prędce dla zobrazowania poruszanej kwestii.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), reflection on culture, society and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>