Drogi i bezdroża


Jeżdżąc, chodząc, stale się przemieszczamy. Przez miejsca, czasy, przez ludzi napotykanych po drodze. Wychodzimy ze swoich skorup i poznajemy nowe światy. Czasem piękne, czasem okrutne. Każdy poznany człowiek to okno na jego świat. Nieznany, egzotyczny, podniecający. Czasami podobny, zbliżony do naszego. Nigdy jednak identyczny. Całe piękno tej wędrówki na tym się zasadza. Na nieoczekiwanych vistach. Czy będzie to świat wartości etycznych czy świat wrażeń. Duchowy czy cielesny. I zawsze w jakiś sposób podważający nasz świat. Czasami wywołuje to pewne zachwianie wartości własnych, zaniepokojenie wewnętrzne. Czasami sprzeciw. I to jest OK. Nie ma w tym nic złego. Przeciwnie – czasami dobrze jest być zachwianym w poczuciu własnych wyborów i własnego domku zwanego ‘mój’. Nieprawdą jest, że tylko młodość buduje silne fundamenty na całe życie. Życie do końca, do kresu jest bezustanną budową siebie. Bezustannymi, niekończącymi się remontami, przeprowadzkami, przemeblowaniami. I nie wszystkie przemeblowania muszą być remontami generalnymi. Wystarczy przestawić krzesło, zmienić kolor firanek w oknach. I już świat staje nowszy, interesujący.
Spacer kilka dni temu w piękny, słoneczny dzień po Long Beach koło Tofino na wyspie Vancouver. Szalone, spienione fale chłoszczące gołe, zmarznięte nogi, fioletowe i pomarańczowe rozgwiazdy. Potem półsen między wybielałymi od morskiej wody kłodami potężnych pni i ten bezustanny, monotonny szum oceanu obok. Kilka godzin wcześniej, późna nocą, spacer w tym samym miejscu, w strugach deszczu zmieszanego z miriadem kropel morskiej, słonej wody, rozgwieżdżone niebo nad nami. Omal mistyczny, niesamowity. Inny świat, inny od znajomego świata urbanistycznej dżungli, w której żyjemy na co dzień. Która jest naszym domem. A tu dom inny. Ale bliski.
W międzyczasie inny spacer w znajomy niegdyś świat. Za pomocą mediów elektronicznych. Dziś prawie obcy, niezrozumiały. Świat Polski. Świadomie nie piszę ‘polski’, bo moje rozumienie ‘polskości’ niekoniecznie równa się jej pojęciom wśród dużej ilości osób zamieszkujących Polskę. Onegdaj jakiś Polak został przez kogoś gdzieś w Polsce napadnięty i zaatakowany fizycznie i słownie. Interweniowała policja. W trakcie przesłuchań wyjaśniających policjant polski zwracając się do poszkodowanego bez żenady używał określeń ‘ty pedale’. W ten sam sposób, jak przed laty, z czasów, gdy ja tam mieszkałem, nie było szokiem niezwykłym, gdy do dziewczyny, która zgłaszała gwałt mówiło się: trzeba było chłopaka(ów) nie prowokować. Słowem zasłużyłaś na to. A teraz przez ciebie s… niewinni chłopcy mogą mieć zmarnowane życie.
Tym razem znieważony przez funkcjonariusza bezpieczeństwa publicznego zwrócił się z oskarżeniem o obrazę godności osobistej do niezawisłych sądów Rzeczypospolitej Polskiej. Kilka dni temu zapadł wyrok (nota bene policjant nie zaprzeczył używania tych obelg). Sędzina sprawę odrzuciła w wyroku uzasadniając, że to, że pewne (sic!) środowiska niektóre określenia uznają za obraźliwe nie oznacza, że są nie przyjęte i nie akceptowane przez większość społeczeństwa. A tym samym nie powinny być traktowane, jako przestępstwo. Jednym słowem powtórzyła, co powyżej napisałem, zmieniając słowo „suka” na „pedał’. Niezawisły sędzia wymiaru sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej. W Europie. W 2014 roku. Oczywiście, można ze smutkiem wzruszyć ramionami i powiedzieć: głupia chamka w todze sędziowskiej (co, używając stalowej logiki pani sędziny, nie powinno ją obrazić). I tym samym zniżyć się do przeraźliwie niskiego poziomu tej pani sędziny. Ale nie można. Nie jesteśmy dziećmi w piaskownicy wykrzykującymi do siebie zasłyszane ale niezrozumiałe wyzwiska. Może faktycznie ta pani jest prostacką kobietą (są prostacy z dyplomami uczelni, choć zjawisko to smutne) nie rozumiejącą współczesnego świata. Może jej moralność i etyka nie wyszła poza bardzo ciasne granice pewnych środowisk przedmieść niekoniecznie bogatych i kolorowych. Ale ta pani w momencie zakładania togi sędziowskiej nie ma prawa być „zośką z Pipidówka” – jest oficjalnym i prawomocnym reprezentantem Rzeczypospolitej. A to jest przerażające. Obca, wroga i nieznana jest mi taka Polska. Nie chcę z taką Rzeczpospolitą mieć nic wspólnego. Moja Polska taką Polskę będzie zawsze zwalczać, potępiać. Curiosum prawnym tej sprawy był fakt, że już wcześniej inny Sąd wyższej instancji (a ostatecznie sądy niższych instancji są zobowiązane opierać się na interpretacjach prawa sądów wyższych instancji) w osobnej ale podobnej sprawie uznał używanie takich obelg za przestępstwo podlegające sankcjom prawnym. Ale to szczegóły techniczne w tej chwili przy tych rozważaniach nie istotne. Istotne i olbrzymie w wymiarze społecznym jest to, że niezwisły Sąd Rzeczypospolitej Polskiej został agresorem i instytucjonalnym homofobem. Łamiącym podpisane przez tą samą Polskę konwencje międzynarodowe, obowiązujące nas prawa człowieka i obywatela i bardzo jasne w tych kwestiach konwencje i prawa europejskie. A w końcu europejczykami , jako Polacy jesteśmy. Czy też nie?
To są też efekty podróży. Podróży wśród ludzi i podróży między światami. I umiejętności (lub patologicznego braku tejże) wynoszenia z tych spotkań, tych podróży doznań i wiedzy.
Hans Christian Andersen napisał był kiedyś w jednej ze swoich baśni, że Życie każdego człowieka jest baśnią napisaną przez Boga. Tymczasem niektórzy stale chcą pisać horrory…
Więc chodźmy na długie, pozornie bezcelowe spacery, oglądajmy mijające obok inne światy. To tak wzbogaci nasz własny.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), reflection on culture, society and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>