Nienawiść religijna

Czy Al-Ka’ida, lub somalijskie i pakistańskie odłamy tego ruchu reprezentują islam? Najłatwiej byłoby powiedzieć – nie. Można by określić te ruchy (ruch) że to zwyrodnienia, polityczne (Pakistan) lub rabunkowe (Somalia) awanturnictwo podszywające się pod wierzenia religijne. Załatwiałoby to kilka ważnych elementów etycznych, moralnych i nawet filozoficznych. Stawiałoby to całą kwestię poza nawias poważnej rozmowy o religii i jej skutkach.
Ale takie wyjaśnienie jest fałszowaniem rzeczywistości. Jest świadomym (wśród elit politycznych i religijnych) retuszowaniem autentycznego obrazu jednego z najpoważniejszych problemów początków XXI. Po problemie przeludnienia (gdzie religie też więcej czynią złego niż dobrego nawołując do wielodzietności) i problemie dramatycznych zmian klimatycznych – bezpardonowa wojna religijna jest jednym z trzech największych zagrożeń cywilizacji człowieka. Świadomie piszę ‘człowieka’, a nie jakiejś konkretnej cywilizacji kulturowo-historycznej, gdyż każdy z tych trzech problemów zagraża wszystkim w jednaki sposób i żaden nie jest możliwy do ‘wygrania’ przez którąkolwiek stronę konfliktu. A może zamienić się w hekatombę wszystkich.
Otóż jedyną słuszną odpowiedzią na pytanie zawarte we wstępie jest zaprzeczenie tej łatwej odpowiedzi negatywnej. Zapewne te fanatyczne odłamy islamu są pewnymi zwyrodnieniami. Ale bez najmniejszej wątpliwości są reprezentatywne dla części tej religii i jej wyznawców. Największe nasilenie terroru islamskiego nie jest dzisiaj skierowane wobec państw zachodnich ani nawet Stanów Zjednoczonych (choć, z całkowicie zrozumiałych względów, Ameryka jest zewnętrznym wrogiem nr 1 tych ruchów).
Walka zasadnicza, bezwzględna i krwawa, ma miejsce wewnątrz państw islamskich. W tej walce wrogiem podstawowym są wszyscy i wszystko, co stoi na przeszkodzie proliferacji tych ruchów. Być może nie chodzi nawet o rozwój, ekspansję ile o powstrzymania za wszelka cenę modernizacji społeczeństwa, wyhamowanie wzrostu państwa cywilnego. O wszelkie odstępstwo od ortodoksji religijnej. W tej walce wewnętrznej przeciwnikiem zasadniczym są inne, bardziej tolerancyjne odłamy islamu i wszelkie inne mniejszości religijne.
Istniejące na Bliskim Wschodzie od czasów powstawania chrześcijaństwa grupy wyznawców tych starożytnych Kościołów w ostatnim dwudziestoleciu ulegają poważnej i stałej presji anihilacji fizycznej. Skutkiem tego nasila się fala emigracji wyznawców tych Kościołów. Dotyczy to nie tylko Kościoła koptyjskiego (głównie Egipt) ale też starożytnych kościołów syryjskich i innych związanych z pierwszym biskupstwem chrześcijańskim założonym przez apostołów Piotra i Pawła w Antiochii. Prawosławny Patriarchat Antiochii – legalnego kontynuatora najstarszego Kościoła chrześcijańskiego z czasów przed biskupstwami w Rzymie i Konstantynopolu) – obejmuje swym zasięgiem tereny od Gruzji, przez Iran, Irak, Grecję i Turcję, po Syrię, Liban i Palestynę z Izraelem. Należy do tego dodać późniejsze o wieki grupy wyznawców kościołów katolickiego i protestanckich.
O pierwszych aktach nienawiści i rosnącej fali niechęci wobec chrześcijańskich sąsiadów tej samej narodowości wspomina w swej autobiografii m.in. amerykańsko-palestyński filozof Edward Said. Pisząc o przełomie dekady lat 40 i 50. ub. wieku na terenach palestyńsko-libańsko-egipskich wspomina rosnące zagrożenie wobec chrześcijan palestyńskich nie tylko ze strony Izraela, ale – ku jego ówczesnemu zdumieniu – też od wewnątrz: ze strony rosnącego radykalizmu Braterstwa Muzułmańskiego (Muslim Brotherhood). Skoczmy do przodu o ok. siedemdziesiąt lat, do lat współczesnych. Dojście do władzy b. prezydenta Egiptu Morsiego i jego zaplecza politycznego właśnie w Braterstwie Muzułmańskim zaowocowało paleniem kościołów koptyjskich w Egipcie, mordowaniem wyznawców tej religii. A przecież chrześcijanie w świecie arabskim to przede wszystkim … Arabowie. Z tych samych korzeni etnicznych i narodowych.
W Afganistanie za czasów rządów Talibanu głośnym echem było zburzenie starożytnych pomników Buddy. W czasach obecnych przedstawiciele innych religii są systematycznie pod presją fizycznej przemocy. W Pakistanie kilka tygodni temu spalono stare kościoły chrześcijańskie razem z modlącymi się w nich wyznawcami tej religii. Podobny los spotyka chrześcijan w Bagdadzie i reszcie Iraku. A przecież przetrwali na tych terenach około 2000 lat! Kilkaset lat przed powstaniem Islamu.
W Syrii, starożytnym centrum początków chrześcijaństwa od czasów wyjścia z Jerozolimy, żołnierze przeciwników dyktatora al-Assada regularnie mordują mieszkańców wiosek chrześcijańskich. Jednocześnie sprytna maszyna propagandowa stara się ukazywać ich w mediach europejskich i północno-amerykańskich, jako bojowników o demokrację. Ale demokracja bez autentycznego i aktywnego poszanowania i opieki mniejszości narodowych, kulturowych, religijnych, seksualnych jest niczym innym, jak tyranią motłochu. Tyranią bardzo często krwawą i bezwzględną.
Gdyby nie lęk przed armią, podobne do niedawnych egipskich krwawych aktów mogłyby nastąpić w Turcji, gdzie demokracja umożliwiła dojście do władzy ugrupowaniu o silnym zabarwieniu religijnym.
Wszystkie te akty, działania mniej i bardziej radykalnych odłamów islamu są dość konsekwentne. Obejmują też zasięgiem obszar bardzo różnorodny. Cóż, poza religią właśnie, łączyć może pakistańskich Pasztunów i afrykańskich islamistów w Somalii? Co skłania radykalnych duchownych muzułmańskich w Tunezji do nawoływania młodych niezamężnych dziewczyn by szły na linie frontu wojny domowej w Syrii i świadczyły usługi seksualne rewolucjonistom islamskim? W religii najbardziej chyba ze wszystkich seksualnie pruderyjnej i arcykonserwatywnej?
Można się czasami doszukiwać (i odnajdywać) elementów konspiracyjnych, czysto politycznych lub ekonomicznych we współczesnym charakterze terroryzmu islamskiego. Można ciągle zastanawiać się nad autentycznymi przyczynami i skutkami zbrodni w Nowym Jorku we wrześniu 2001. Można (i należy) potępiać niewytłumaczalne jakimkolwiek argumentem moralnym zbrodnie prezydentury Busha juniora i premiera Blaira. Można odnajdywać elementy czysto ekonomiczne (rabunek) działalności islamskich piratów w Somalii. Ale nie można w ten sposób znaleźć wystarczającej odpowiedzi na pytanie o przyczyny tego zjawiska, które kiełkowało już na dziesiątki lat przed powstaniem al Kaidy i Talibanu i im podobnych ruchów. Jedyną możliwą jest fanatyzm religijny.
Nie obcy ani naszej (państw wyrosłych na podłożach religii i filozofii chrześcijańskiej) historii ani – niestety – współczesności. Pogromy Żydów w Europie na przestrzeni ponad tysiącletniej i ich apogeum w dobie Holocaustu; mordy w Langwedocji u początków chrześcijańskiej Europy; mordy i ewangelizacja ‘krzyżem i mieczem’ Europy Centralnej i Północnej; tysiące stosów w latach Inkwizycji katolickiej; wreszcie współczesne nam walki katolików i protestantów w Irlandii Północnej i walki katolików, prawosławnych i muzułmanów na Bałkanach.
Jeżeli pozwolimy tym elementom islamu, które za tymi zbrodniami stoją tą wojnę wygrać to ziści się ich cel ‘oczyszczenia’ państw islamskich na olbrzymich połaciach Azji i Afryki z elementów nie islamskich. Nastąpi powolna i pełna homogenizacja państw o olbrzymim kapitale ludnościowym i potencjalnie gospodarczym. Zagrodzi to całkowicie drogę reformatorów islamu i tych jego reprezentantów, którzy z religii wynoszą jej najpiękniejsze elementy i przesłania.
To dzięki tym reformatorom i myślicielom religijnym udało nam się z własnych pogromów i szatanów fanatyzmu religijnego wyjść w Cywilizacji Chrześcijańskiej. Efektem ich pracy był i Drugi Sobór Watykański i jest Franciszek I. I chwała Bogu – bez względu czy nazywa się Jahwe czy Allah. I czy nazywa się w ogóle.
I nie można powiedzieć, że islam i jego wyznawcy to zwyrodnienie. Islam, jak onegdaj chrześcijaństwo, stoi na rozdrożu. Musimy dołożyć wszelkich starań by zwyciężyły w nim elementy, które uszanują innych, inne religie, inne poglądy. Bez tego nikt nie ma szansy. Ani my ani oni. Ani wy. Trzeba by wyciągać noże i zacząć się rżnąć już teraz aby nie być zaskoczonym we śnie. Albo trzeba zacząć pracować bardzo konsekwentnie i wytrwale od nowa. Można potajemnie zlikwidować kilku radykalnych imamów, dowódców wojskowych. Ale nie można po prostu wybić całych wiosek, miasteczek i regionów, gdzie fanatyzm religijny jest chlebem powszednim. A z tych wiosek i miasteczek przyjdą nowi przywódcy duchowni i wojskowi. Zemsta rodzi zemstę. To już wiemy od mileniów. Potrzebna jest nowa strategia oparta nie na chęci zdobycia i wybicia a na chęci porozumienia i rozmowy. I wzajemnego szacunku. Ale nie dobierać do rozmów szarlatanów i fanatyków. Tych się nie zmieni, co najwyżej zamieni w islamskich Konradów Wallenrodów. Nie wystarczy też otwierać drzwi i granice dla uciekinierów z pogromów religijnych. O to ich prześladowcom wszak chodzi. Użyć każdej możliwej akcji – bez względu na koszta finansowe – dla zapewnienia im bezpiecznego życia w ich własnej ojczyźnie.

I nie popierać bezmyślnie każdej ‘demokratycznej rewolucji’. Do demokracji każdy naród i państwo muszą dojrzeć samodzielnie. Demokracja nie wyszła z kościołów i nie wyjdzie z meczetów. Wychodzi z ludzkiej potrzeby i dążenia do godności osobistej i zbiorowej.

  • I z edukacji.
  • Ta zaś winna być naszą bronią najpotężniejszą i najważniejszą w walce z radykalizmem islamskim.

    About Bogumil P-G

    publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
    This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski) and tagged , , . Bookmark the permalink.

    Leave a Reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *

    *

    You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>