Żydki i Polaczki ….

Jakiś omam na masy polskie opadł, niczym tumany piasku wzniesione kopytami kawalerii narodowej pędzącej przez pustynię martwą ku mirażowi zielonej oazy krystalicznie czystej polskości. Nic to, że pędzą ku fatamorganie. Nic, że prócz opadającej z boków i pysków wycieńczonych rumaków płachty piany – ni kropli wody świeżej i zimnej nie obaczysz. Wszak na widnokręgu oaza-zjawa! Więc w bok konia ostrogą, niech broczy krwią słodką, patriotyczną. Jeśli wody nie stanie, krew tą będziem pić …

Przeglądałem dziś byłem nieco tytułów różnych i blogów z prasy krajowej. Pan Tusk wszak raz to zwija, raz rozwija żagle państwowego żaglowca zwanego Rzeczypospolita, więc chciałem troszkę się zorientować, jaki kurs żaglowiec przybiera, kto w kadrze oficerskiej, zmiany omasztowania …
A już trochę noży się w walce o fotel (wszak jeszcze nie wolny) premierowski zza pazuchy ukazuje. Pan Tusk, stateczny szef PO, niczym dobry gospodarz, stwierdził zdecydowanie (po mniej zdecydowanych tygodniach poprzednich), że gospodarstwa nie opuści. Znaczy nie stanie w szranki o najwyższy fotel Europy. Co trochę szkoda. Podejrzewam, że gdyby mu się udało, to więcej korzyści (już nawet niech tylko symboliczno-prestiżowych) z Brukseli Polsce może przynieść, niż z Warszawy… . Jakoś tak nijakoś się ta nadzieja na stateczne i mądre rządy ekipy pana Tuska rozwiała. Może nie potrafił dobrać mądrej ekipy, może koalicjanci zbyt chwiejni? Nie wiem. Inny to zresztą temat, może innego dnia czekający słow kilku.
Wracając do tytułu jednak: nie bez kozery napisałem “Żydki” miast “Żydzi” i “Polaczki” miast “Polacy”. Jedno i drugie nieco pogardliwe, z satyrycznego folkloru gwary miejskiej. O nas tak mawiali Rosjanie, my tak o Żydach. Zawsze większy o mniejszym nieco pogardliwie. Ale zaiście coś w tych nazwach obiegowych jest. Powiedziałbym, że wśród Żydów są ‘Żydki’ i wśród Polaków – ‘Polaczki’. W pewnych okresach historycznych nawet dość liczni. Nie lubię ani Żydków ani tych drugich. Pisałem już o tym tu kiedyś i o trudnych koligacjach polsko-żydowskich. Zawsze na to patrzę z punktu widzenia uczciwości i minimum jakiś zasad postępowania międzyludzkiego. Przede wszystkim jednak staram się oddzielić te sprawy od kwestii tzw. światowego żydowstwa i państwa izraelskiego. Dla mnie stosunki polsko-żydowskie są częścią historii Polski. Naszej. Nie w Nowym Jorku, nie w Moskwie i nie w Tel Avivie. W Warszawie, w Rzeszowie, w Jedwabnem.
W związku z nowym, pełniejszym dostępem do żródeł i dokumentów z czarnego okresu II wojny światowej ciągle jeszcze wychodzą na światło dnia nowe, szokujące często informacje o wydarzeniach z tamtego okresu. Ale szokujące dla kogo? Że były polskie szakale i hieny, które wykorzystując terror niemiecki najohydniejszych zbrodni się dopuszczały – przecież wiemy. Że antysemityzm do dziś w pewnych środowiskach jest nie tylko akceptowany ale wręcz hołubiony, podsycany – też wiemy. Z tym większym wigorem człowiek uczciwy i godny musi to potępiać. Tak, jak potępiać trzeba te środowiska żydowskie, które za hasło naczelne przyjęły koncepcję potępiania wszystkiego, co polskie. Jakby stawiając znak równania między zbrodnią niemiecką a polską. Otóż nie tylko nie ma znaku równania. Jest kompletne przciwieństwo. Państwo polskie i jego szczątkowe struktury podziemne w okupowanej przez Niemców Polsce starało się o swoich obywateli żydowskiego pochodzenia dbać i im pomagać, chronić. Starali się też tak postępować prywatnie obywatele polscy (więc głównie polskiego pochodzenia) o innych etnicznie korzeniach. I dla szacunku wobec tego państwa, dla szacunku i wdzięczności wobec tych, którzy własne i najbliższych życie ryzykując wyciągali pomocną dłoń swoim współobywatelom wyznania mojżeszowego – musimy jasno i twardo potępić (a gdzie możliwe, ukarać) tych Polaków, którzy zbrodnie niemieckie wspomagali bez bezpośredniego przymusu lub sami się zbrodni wobec swoich współobywateli dopuszczali. Słowem wobec Polaków, którzy zasłużyli na określenie ‘Polaczki’. Mierżą mnie oni, napawają ohydą. Ale mierzi mnie też dość popularna postawa zasłaniania oczu i uszy. Postawa taka – komu ma służyć to rozgrzebywanie przeszłości?, to kolejny atak żydokomuny i temu podobne skargi. – jest postawą szkodliwą. W każdym zdrowym społeczeństwie wymagane jest potępienie jego elementów parszywych, złych, kryminalnych.
Czemu do tego wracam ponownie? Bo w tym dzisiejszym przeglądaniu prasy krajowej natknąłem sie w portalu “Wiadomości.pl” na krótki tekst informujący o rozpoczęciu dochodzenia w sprawie, jakichś zbrodniczych postępowań chłopów polskich (lub ziemian, bo rzecz miała mieć miejsce w związku z ‘wypożyczaniem’ Żydówek do robót na majatku ziemskim), gdzieś na Podlasiu, wobec Żydówek. Sprawa już sprzed kilku lat. Ani też dziś pamiętam wyniku (czy był?) dochodzenia i nie o to chodzi. Chodzi o komentarze na dole strony
od czytelników. Ani jednego zdroworozsądkowego, ani jednego uczciwego i godnego. Jeden, dwa podłe lub głupie mógł nie dziwić. Wszystkie – to napawa smutkiem. I obrzydzeniem. I z wiekszym jeszcze szacunkiem wspominam życie i działalnośc Ireny Sendlerowej i tysięcy tych, którzy w czasach upodlenia nie przestali być ludźmi. Uczciwymi i godnymi.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Żydki i Polaczki ….

  1. pierre zwolinski says:

    czy naprawde pan wierzy, ze pani Sendlerowa wlasnorecznie uratowala 2 i pol tysiaca zydowskich dzieci?
    technicznie czy to bylo mozliwe? w jakim czasie? ile dziennie? przez jakie bramy getta ktore bylo strzezone od wewnatrz przez policjantow zydowskich a na zewnatrz przez dwoch policjantow polici granatowej nadzorwanej przez uzbrojonego zolnierza niemieckiego.
    Czy naprawde jest to “ludzko-mozliwe” zeby ktos komu przed podobno rostrzelaniem ze zlamanymi dwom nogami i rekami ktos mugl sie doczolgac gdzies i byc uratowanym. W jej wspomnieniach nigdy nie pisala jak sie doczolgala, gdzie, kto jej te zlamania nastawil, gdzie przebylala po tym, bo zlmanie to niezbut szybkie uzdrowienie, chyba ze uznany to za cud. czy zdaje sobie pan sprawe ile potrzeba byloby wagonow kolejowych w ktorych transportowano zydow do miejsc zaglady,
    Liczac ze w kazdym takim budlecym wagonie mona bylo stloczyc ololo 80 osob.
    Biorac pod uwage ze conajmiej za jednego doroslego mozna wepchnac do wagonu troje dzieci, to ile wagonow trzebabyloby aby zmiesic 2 i pol tysiaca dzieci. Pomoge panu, trzeba bylobu 10 wagonow a w kazdym z wagonow nich 250 dzieci zydowskich.
    Abstarcyjna cyfra dwoch i pol tysiaca staje sie przez to porownanie troche bardziej zrozumiala.
    To ze niewatpliwie ma pan talent , pisze pan zgrabnie , czytelnie, nie zwalnia pana od odrobiny krytycznego myslenia. Pozdrawiam serdecznie, bo wydaje mi sie ze jest pan milym rozsadnym, swietnie piszacym czlowiekiem. Ale pawlem jasiennica pan nie jest

  2. Bogumil P-G says:

    Nie, Pawłem Jasienicą nie jestem istotnie. Co łatwo sprawdzić (moja metryka opiewa na inne nazwisko). Wszak nie o to chodzi. Dziekuję za Pańskie uwagi i refleksje. “Cudów’, jak też zapewne Pan wie, wiele się zdarzyło w nieludzkim czasie 2 wojny ś. Ja o szczeółach rehabilitacji zdrowia pani Sendlerowej nic więcej niż Pan nie wiem. Wiem natomiast, że tak ona, jak i wspomagający działanie właśnie takich bohaterów, jak ona, wypracowany przez konspiracyjne (w oparciu o dyrektywy rządu polskiego w Londynie) Podziemie program Żegota tym tysiącom obywateli polskich wyznania mojżeszowego pomógł i uratował życie. Z ‘final solution’ nie wychodzono żywcem przez przypadek lub łut szczęścia. Wychodzono dzięki pracy i bezgranicznego oddania się takich ludzi, jak Irena Sendlerowa. Pierwszy raz też słyszę o ‘transportach kolejowych’ z getta z uratowanymi dziećmi. Wydaje mi się to zupełnie nie realne. Ale naturalnie istniały dziesiątki mniej spektakularnych a bardziej możliwych metod szmuglowania dzieci na stronę aryjską. Zawsze z wielkim wszak ryzykiem i poświęceniem. Tak, jak udawało się dzięki mądrym zabiegom i uporowi Andersa, wyrywać polskie dzieci z łap śmierci w obozach stalinowskich po 1941.
    Dzięki takim ludziom, jak m.in. Irena Sendlerowa udało nam się z tej przeklętej wojny (i wielu innych) uratować coś dużo ważniejszego nawet niż bezbronne dzieci – uratowaliśmy człowieczeństwo i godność.
    Blog ten nie jest ani studyjnym prezentowaniem poważnej eseistyki, ani wyważonych, okrojonych i okastrowanych felietonów. Jest ‘zapisem na żywo’ myśli i uczuć, jakie w danej chwili targają moją duszą. Chwilą szczerości wobec nieznanego Czytelnika. Staram się być obiektywny, nigdy jednak za cenę owej szczerości. A wobec pewnych zdarzeń, sytuacji – obiektywnym się nawet nie staram być. Pomyłkę, błąd można starać się zrozumieć, wytłumaczyć. Szukać obiektywnych przyczyn. Czyste zło na to nie zasługuje.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>