Pasterz

Franciszek. W kontekście papiestwa to imię ma tak głęboka wymowę symboliczna, że trudno ją początkowo objąć zrozumieniem. Trzeba tu dodać jeszcze ten wieloznaczący liczebnik numerowy: pierwszy. Po Benedykcie, po Janach Pawłach, po Pawle, Janie i kilku Piusach. I po dwóch tysiącach lat pewnej ustalonej już tradycji. Co prawda biskupi Rzymu w pierwszym tysiącleciu używali wielorakich imion, nie zawsze były one jednak bezpośrednio związane ani z tradycją apostolską, ani nawet świętych Kościoła. Bardzo często były to po prostu imiona rzymskie, na ogół związane z tradycją imion cesarzy rzymskich. W późnych wiekach średnich zaczęły dominować imiona bezpośrednio związane z tradycją ściśle chrześcijańską, zwłaszcza Kościoła Zachodniego. Najbardziej popularnym do dziś było imię Jan, sięgające tradycji nie tylko apostolskiej, ale i wcześniejszej (Jan Chrzciciel). Z innych popularnych był Grzegorz, Benedykt i Leon jako Ojcowie i Doktorzy Kościoła. Benedykt był zresztą twórcą słynnej reguły zakonnej, a więc dyscypliny i posłuszeństwa .
Gdzieś do roku 530 biskupi Rzymu używali chyba wyłącznie swoich własnych imion. Dopiero Jan II w 533 przyjął imię inne od własnego. Jeszcze innym popularnym imieniem był Pius, który po prostu bezpośrednio z łaciny oznacza osobą pobożną, świętobliwą. Do Grzegorzów zaś my, Polacy, nie mieliśmy szczęścia. W dobie Powstania Listopadowego ówczesny papież Grzegorz w oficjalnej encyklice nazwał powstańców polskich ‘podłymi buntownikami’ i zobowiązywał biskupów i duchowieństwo polskie do posłuszeństwa wobec cara i do nakłonienia ludu polskiego do tego samego. O czym dobitnie pamiętał Słowacki w swoim słynnym: „Polsko, […] Twa zguba w Rzymie”.
Nie dziwi to zbytnio znających historię Kościoła, który w prawie całej swojej dotychczasowej historii był prawie zawsze kościołem związanym z Władzą i możnymi tego świata. Był to dziwny, może nawet cyniczny dualizm opierany na słynnej dewizie przypisywanej Chrystusowi: Bogu, co boskie, Cesarzowi, co cesarskie. Element Człowieka, lub Ludu wyparowywał z tej dewizy w magiczny sposób. A wszak, nawet jeśli w specyficznym kontekście uznamy ważność takiej dewizy, to właśnie człowiek indywidualny (zbawienia lub potępienia można doznać jedynie w wymiarze indywidualnym) i Lud, jako zbiorowisko ubogich i słabych byli w centrum idei chrześcijańskiej. Posługa a nie rządzenie. Słowem u zarania idei chrześcijańskiej leży myśl przeciwna myśli judaistycznej. Tyle, że w praktyce Kościół bardzo szybko powrócił do judaistycznego sposobu funkcjonowania administracyjno-politycznego. Stąd przez wszystkie prawie wieki swego istnienia musiał i musi borykać się z tymi chrześcijanami, którzy tą oryginalną myśl Posługi, Miłości i Wybaczenia starali się Kościołowi narzucić lub o niej przypomnieć. Z tego zasadniczego konfliktu moralno-filozoficznego wywodzą się – odlegli dziś w czasie – arianie i katarzy, a później wszystkie kościoły protestanckie.
I oto zostaje papieżem człowiek, który przybiera imię Franciszka. Tego, który tą Posługę podniósł do cnoty centralnej, najwyższej. Który wyrzekł się własnej zamożności i wynikającej stad władzy na rzecz komuny, grupy. I ten papież w pierwszej większej audiencji publicznej oświadcza, że Kościół winien być Kościołem ubogim dla ubogich. Być może to będzie początek najważniejszej zmiany w polityce Watykanu. A może nawet, co jest dużo ważniejsze, w społecznej doktrynie Kościoła i zasadach sprawowania misji biskupiej we wszystkich diecezjach na świecie. Być może.
Nawet jeśli jest to czysto i świadomie robiony znak li tylko symboliczny, to wszak zmusza do myślenia i refleksji. Bez względu na ukłon w kierunku i spotkania z Benedyktem w Castel Gandolffo, jest to bardzo wyraźne określenie, że Franciszek stylu posługi biskupiej Benedykta kontynuować nie będzie.
Co dla Kościoła katolickiego może przynieść duże korzyści. Ortodoksja teologiczna i społeczna Benedykta XVI była dla Kościoła niebezpieczna i szkodliwa chyba. Zamykając usta wielkiemu teologowi Kościoła i całego chrześcijaństwa, jakim jest Hans Kung, otworzył jednocześnie usta faszyzującego kleru prawicowego. Ośmieliłbym się powiedzieć, że na gruncie rodzimym tą właśnie frakcję reprezentujący ksiądz Zaleski, nie odważyłby się w tak jawny i agresywny sposób lekceważyć biskupów polskich i publicznie siać nienawiść wobec państwa polskiego, gdyby nie pewne ukłony z Watykanu wobec tych silnych odłamów kleru katolickiego (generalnie rzecz biorąc ci, którzy skrycie lub jawnie odrzucają Sobór Watykański II), którzy pod pokrywką tzw. tradycjonalizmu uprawiają glebę nie ortodoksji teologicznej a bagno polityki i filozofii szowinistyczno-faszystowskiej.
Ale stare nawyki trudno wykorzenić. Zwłaszcza, że wszyscy władający Kościołem , tj. biskupi i kardynałowie, pochodzą z nominacji Benedykta i Jana Pawła II. A Jan Paweł II, mimo iż niezmiernie nam bliski i drogi – w administracji i teologicznie był zdecydowanym tradycjonalistą-konserwatystą. To za jego posługi nastąpiło zbliżenie z lefebrystami. To on nie udzielił poparcia, a przeciwnie, strofował arcybiskupa Romero – męczennika Kościoła zamordowanego później w okrutny sposób na schodach ołtarza w katedrze w San Salvador.
Czy Franciszek, sam też przecież nominat Jana Pawła II, potrafi i zechce to zmienić? Czy też na gestach poprzestanie? Trudno wyrokować. Ale w Kościele, którego olbrzymia część zasadza się na symbolice gestów – ich wymowa i siła nie może być lekceważona.
Czego od nowego papieża spodziewać się nie można, to jakichś praktycznych zmian o wymiarze rewolucyjnym; np. kapłaństwo kobiet, zmiana stosunku Kościoła wobec gejów i lesbijek, celibat księży i sprawy seksualności w ogóle. Co jest możliwe natomiast, to stworzenie atmosfery otwarcia, dyskusji, refleksji. Bez wiszącej nad głowa nahajki Świętego Oficjum. Każdy dogmat jest tak długo niepodważalny dopóki ktoś go nie obali. I nie każdy dogmat jest fundamentem Kościoła. Często a gęsto to tylko nawa boczna, kruchta, przybudówka domurowana do głównej nawy. Czasami budowlę wzbogaca. Czasami wynaturza. Doktryna Kościoła nie powstała w ciągu stu czy dwustu lat. Nie była efektem jakiejś pojedynczej wizji, jednego soboru czy jednego papiestwa. Ani Kościół Zachodni (katolicyzm) ani Wschodni (prawosławie – choć te mniej było podatne na zmiany zgodne z duchem czasu i rozwoju społeczeństw) nie są monolitami.
Monolitem niezmiennym na pewno nie jest społeczeństwo. Inne jest dzisiaj od społeczeństwa sprzed 100 ledwie laty. A cóż mówić o różnicach milenijnych?

Rzeka przez epoki płynie niezmiennie od gór ku dolinom i morskim brzegom. Ale w tej geologicznej wędrówce coraz to koryguje swój bieg, kształt, to zwalnia to przyśpiesza nurt. Zawsze w poszukiwaniu koryta optymalnego. W swych meandrach ku ujściu tworzy nowe zakola, nowe brzegi, które wyznaczają granice łąk. Dobry pasterz tak koryguje trasę swej trzody, by ku nowym łąkom drogę znalazły, miast oczekiwania trwożnego na deszcz nad łąką wczorajszą, wyschniętą. Wypatruje tej drogi w trosce i umiłowaniu swej trzody. Miserando atque eligendo.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski) and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>