Prymas Trudnych Czasów


Zmarł b. Prymas Polski, Józef kardynał Glemp. Nie mnie kategoryzować postać tego Dostojnika Kościoła, który przewodniczył Kościołowi polskiemu w momentach olbrzymich przemian w Kraju. Niełatwo by było nikomu zostać następcą Kardynała Tysiąclecia, Stefana Wyszyńskiego. Wedle tradycji, miał to być zresztą osobisty wybór i testament konającego Prymasa Wyszyńskiego, który w lęku o życie Jana Pawła II (Wyszyński umierał w dniach po zamachu na życie papieża) chciał następcy spokojnego i opanowanego administratora. Wielu z nas było wówczas zaskoczonych tym wyborem. Spodziewaliśmy się, że naturalnym następcą Prymasa będzie arcybiskup metropolita Franciszek Macharski (Józef Glemp nie był wówczas nawet arcybiskupem), ewentualnie arcybiskup Henryk Gulbinowicz. Stało się inaczej. Inna wersja głosi, że Wyszyński chciał właśnie uniknąć zbyt silnych indywidualności a bardzo cenił umiejętności administracyjne Glempa w diecezji warmińskiej. Coś z tych cech (zwłaszcza administratorskich) niewątpliwie dominowało u Józefa Glempa. Był Prymasem w trudnym nadzwyczaj okresie. Wydawało się, jakby Stefan Wyszyński podjął decyzję, że rząd dusz i serc polskich oddaje w ręce papieża, a Prymasowi zostawia sprawy administracyjne Kościoła polskiego.
Łatwo było wówczas prymasa Glempa krytykować (sam to robiłem pod wrażeniem aresztowań i prześladowań czynionych przez juntę Jaruzelskiego), oczekiwać od niego pełnych ognia i patriotycznych wezwań kazań. Łatwo, zwłaszcza gdy się miało dwadzieścia lub trzydzieści kilka lat. Glemp wydawał się sterany PRL-owską rzeczywistością. Jedyną praktycznie, jaką znał. Ale łatwiej krytykować i oczekiwać gorących orędzi, gdy nie spoczywa na naszych barkach olbrzymia odpowiedzialność. A po grudniu 1981 na barkach Prymasa Polski ciężar takiej odpowiedzialności spoczywał bez najmniejszej wątpliwości. Po latach, sam Glemp wspominał, że głównym jego lękiem i wysiłkiem było usiłowanie uniknięcia przelewu krwi. I – na pewno nie tylko za jego przyczyną – tego przelewu uniknęliśmy. Innym wyrzutem, który go dręczył i do którego pod koniec życia wracał szczerze i bez ukrywania, była śmierć księdza Popiełuszki z rąk morderców SB. Żałował, że nie potrafił go przed tym uratować, uchronić. Że zbyt może go strofował i upominał przed czynną aktywnością poza duszpasterską.
Kardynał Nycz w kilka godzin po śmierci kardynała Glempa nazwał go ‘Prymasem Trudnych Czasów’. Myślę, że to określenie bardzo słuszne i pasujące do lat prymasowania kardynała Glempa. Kościół polski na pewno, ale chyba i Polska zachowają go w dobrej pamięci. Temu Kościołowi i nam służył szczerze i najlepiej, jak potrafił.
Z ks. Józefem Glempem miałem możliwość poznać się i nawiązać bezpośredni kontakt kilkakrotnie. Po raz pierwszy jeszcze jako arcybiskupem, przed otrzymaniem godności kardynalskiej w Rzymie w 1981. Widzieliśmy się wówczas dwukrotnie: raz w Watykanie przed audiencja u Jana Pawła II (pierwsza audiencja publiczna Ojca Świętego po wyjściu z kliniki Gemelli dla stu zaproszonych gości); po raz drugi podczas wizyty prymasa w obozie dla uchodźców w Latinie. Szczególnie wizyta w Latinie, gdzie go po obozie oprowadzałem dała nam możliwość dłuższych rozmów, dyskusji. Glemp (podobnie, jak Jan Paweł II) niechętnie patrzył na emigrację. Widział to, jako olbrzymią stratę dla Kraju. Uważał, że powinniśmy do Polski wrócić. Nie mógł lub nie chciał zrozumieć prawa do indywidualnych wyborów. Ale było to jeszcze przed ogłoszeniem stanu wojennego, może się jeszcze łudził, że Jaruzelski się na to nie zdobędzie, Nie oznacza to, że był uchodźcom nieprzychylny. Przeciwnie, była w nim praktyczna troska o losy tych ludzi. Na pożegnanie przekazał mi sumę kilku (lub kilkunastu, dziś nie pamiętam, bo liry wówczas były w jakiś absurdalnych nominacjach) milionów lirów dla zorganizowania czegoś dla Polaków w obozie. Zorganizowaliśmy za te pieniądze autobusy i wyjazd wszystkich chętnych na uroczystą mszę polową na Monte Cassino. Ostatni raz widziałem się z kardynałem podczas jego wizyty w Kanadzie w drugiej połowie lat 80. Ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Pokoju w Calgary, gdzie Prymas się zatrzymał na kilka dni, poprosił mnie o spożywanie posiłków z Prymasem. Sprawiał na mnie wrażenie człowieka bardzo rzeczowego, praktycznego, nieskorego do wylewnej serdeczności. Być może wpływała na to jego chłopska natura. Spokojna, z pozoru flegmatyczna, na pewno pragmatyczna. Być może w niebezpiecznych momentach po ogłoszeniu ‘wojny jaruzelskiej’ była to postawa najlepsza. Do historii Polski przejdzie nie z przyczyn osobistej charyzmy czy czynów heroicznych. Przejdzie z samego faktu, że był u steru Kościoła polskiego w okresie burzliwych przemian i i odzyskiwania suwerenności państwowej. I bez wątpienia, już choćby ex officio, w tych przemianach brał czynny udział.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), society and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>