Tańcząc walca Lehara o zmierzchu …


Zmierzch. Światło powoli gaśnie, nadchodzi mrok. Dzień się ma ku końcowi. Jeszcze gdzieś, zza dalekich wzgórz godzin przeszłych, przy szklance wina ktoś nuci balladę o ranku, o gorączce dnia nagrzanego słońcem, marzeniem. Ktoś gra na gitarze. Śpiewa o miłości, o młodości. Ale tu i teraz dzień gaśnie. Życie kładzie się długim cieniem, zmierzcha. Może brzmią jeszcze cykady za oknem, może mgłą pokryty wzrok nie dostrzega jeszcze zapadającej nieuchronnie nocy, może pokryte kłębkiem gęstej waty ucho nie słyszy kroków Straży Grodowej nawołującej do snu głębokiego. Może te oczy widzą już tylko sokolim zmysłem prężną wiotkość ranka, może te uszy słyszą tylko dźwięczny, jak krople wiosennego deszczu, śmiech przyjaciela czasu wczesnego popołudnia? A może już ani widza ani słyszą, tylko zmysłem przednocnym czekają na coś, na kogoś? Na co? Na kogo? A może to już nie ważne. Wszak zapada mrok. Nadchodzi Sen, a ze Snem może ukojenie… . Kurtyna opada.

Oto i ostatnia scena „Chłopców” Grochowiaka w wersji Marka Czumy. Widzowie jeszcze nie są pewni czy już można klaskać. Może jednak jeszcze się ruszą na scenie, może jakiś dramatyczny gest któryś aktor zrobi, ktoś może dostanie w końcu ataku serca, coś się zawali, ktoś się zbuntuje. Kurtyna jednak zapada. Tym razem dosłownie. Koniec Aktu II, trzeciego nie ma. Typowy dla Stanisława Grochowiaka, poety zwyczajności i piewcy szarzyzny codzienności, antyklimaks dramatu życia.
Ten epilog jest równie symptomatyczny, jak scena pierwsza „Chłopców”. Obie sceny spinają, niczym magiczną klamrą, cały dramat lub raczej tragikomedię rezydentów Domu Starców. Rzecz może dziać się w latach 30. ubiegłego wieku, może dziać się dzisiaj. W tej Pierwszej Odsłonie, z Kalmitą (Ryszard Kopplinger) siedzącym w bezruchu, niby w jakiejś malignie, na krawędzi łóżka, Kalmitą-rezydentem, który nie jest pewny czy sens jest wstawać z tego łóżka, czy w ogóle jest sens czegokolwiek, łącznie z życiem. Który wie, że w zasadzie nie ma żadnej różnicy czy będzie w tym nowym dniu życia uczestniczył czy też obojętnie się mu przyglądał. W tym właśnie Kalmicie rozpoznałem dobrze mi znane twarze i ich wyrazy znajomych mi rezydentów takich Domów, w których na co dzień prawie bywam. Rezydentów, których lubię, żałuję. I których się boję. Bo przypomina mi to nazbyt wyraźnie bajkę o magicznym zwierciadełku, które ma ukazywać przyszłość. Bo tych Rezydentów nigdy nie zabraknie. Nigdy po prawdzie naprawdę nie umrą. Któregoś dnia po prostu my się w nich przemienimy. Niezauważalnie. I już z tych Domów nie wyjdziemy. Chyba, że nogami do przodu, jakby pewnie sarkastyczno-racjonalnie warknął Pożarski (Marek Jabłoński). Być może w tym tkwiło źródło wyrozumiałej pobłażliwości Matki Przełożonej (Elizabeth Kozlowski)), która wiedziała, że ta niezauważalna przemiana w Rezydenta zbliża się i do niej?
Wczorajsza premiera „Chłopców” była kolejnym zwycięstwem scenicznym Teatru Popularnego. Całe ensemble stanęło na wysokości zadania. Łącznie z kilkoma debiutami aktorskimi, wyjątkowo udanymi. Z debiutów tych szczególne uznanie należy się Kamili Marczyk, która wystąpiła w poważnej roli żony Kalmity, podstarzałej gwiazdy wodewilowo-teatralnej.

Nie ujmując w niczym pozostałym aktorom Popularnego, na szczególne uznanie sceniczne zasługują ulubione tuzy teatralne: Kozłowska, Kopplinger i Walczuk, przy wyjątkowo udanej asyście debiutu Marczyk. Elizabeth Kozlowski w roli Matki Przełożonej, roli bardzo odmiennej od charakterystycznych dla niej poprzednich kreacji była jakby wcieleniem naszych wyobrażeń o mądrej, dobrej Matce Przełożonej. Jej kontrpartnerka, wracająca na scenę Anna Ślążkiewicz, stworzyła bardzo przekonywujący konterfekt suchej i pełnej ukrytych ambicji ‘wiedźmy klasztornej’. Obok Kozłowskiej, wystąpił jej wielokrotny partner sceniczny, Ryszard Kopplinger. Kalmita w jego interpretacji to postać prawdziwa, smutna, acz przekonywająco sympatyczna. Bardzo sympatyczny wizerunek starszej damy, która marzy jeszcze o niewinnym romansie, flircie, pewnej zalotnej dziewczęcości, stworzyła kolejna debiutantka sceniczna, Grażyna Kapuścińska. Gratuluję. Odmalowała pani postać nader sympatyczną, ciepłą i ludzką w swej kruchości. No i naturalnie – least but definetely not last – reżyser, Marek Czuma – chapeau bas!
Jako, że i u mnie, po tym spektaklu wieczornym, w trakcie pisania tych wrażeń ‘na gorąco’ już pierwsze blaski świtu za oknami (jeszcze nie rezydentowskiego zmierzchu, uff …) tym zakończę te wrażenia. Niepełne, bardziej emocjonalne niż recenzenckie. Do szczegółowej recencji jeszcze może wrócę. Teraz te wrażenia pierwsze spisać chcę, by z czystym sumkjeniem polecic gorąco tym, co jeszcze spektaklu nie widzieli – warto obejrzeć. Obiecuję, że ze wszech miar warto.
Sala była prawie pełna. Miła recepcja z przekąskami po sektaklu. Pan Konsul Generalny Krzysztof Czapla z bukietem kwiatów dla Zespołu (nie stracone jeszcze szanse, że uda sie go – i Jego następców – tu na długie lata zatrzymać, bo i w kuluarach teatralnych widzowie Petycje o ratowanie Konsulatu podpisywali), inni zacni Goście. Prezes Teatru, pan Andrzej Gajos w miłej uroczystości przekazał dla Szpitala Dziecęcego 1000 dolarów i zapowiedział kolejney dla nich benefis teatralny (“Baszyliszka”).
A skąd walc Lehara w tytule? Ano z podglądania przez okno, jak w ogrodzie tańczyła go z Profesorem-Rezydentem właśnie delikatna w swej gasnącej kobiecości hrabina de Profundis. Usta milczą, dusza śpiewa, kochaj mnie , czyż nie tak hrabino, śpiewała Pani marzycielsko w duecie z Kalmitą?

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), scena and tagged , , , . Bookmark the permalink.

3 Responses to Tańcząc walca Lehara o zmierzchu …

  1. Kamila Marczyk says:

    Slicznie napisane, czuc, ze prosto z serca!

  2. Malgosia Kowalczuk says:

    Dziekuje za przybycie na spektakl i mile recenzje.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>