Idle no more

Bezruch zakończony. Tak chyba można najczytelniej przetłumaczyć samookreślenie się aborygeńskiego ruchu polityczno-społecznego kanadyjskich autochtonów. Zwanych popularnie (trzeba przyznać, że z kompletnie idiotycznych powodów) Indianami.
Idle no more – ma to oznaczać zapowiedź przebudzenia się aspiracji ludów protokanadyjskich, ich głębokie rozczarowanie i zawiedzenie istniejącym status quo, istniejącym procesem politycznym. I chyba (tak współczesne stosunki rządu kanadyjskiego wobec ‘problemu indiańskiego’ widzę ja) uczucie zmęczenia stanem stosunków autochtońsko-rządowych, jako niekończącej się nigdy formy akcji przeciwpożarowej. Coś płonie, przyjeżdża sikawka, gasi pożar. I następnego dnia jedzie do nowego pożaru.
Raz na jakiś czas pożar przybiera rozmiary poważne: kryzys w Oka (Kanesatake) w Quebecu 22 lata temu; barykady w Kaledonii w Ontario 7 lat temu; przenoszenie całych wiosek do nowych osiedli skutkiem nieludzkich warunków bytowania i masowej epidemii wąchania środków odurzających przez dzieci w wieku wczesnoszkolnym – od 7 do 13 roku życia – w Nowej Fundlandii ok. 10 lat temu; ubiegłoroczna tragedia w północnym Ontario, gdzie ludzie mieszkają w pokrytych grzybem domach. To tylko nieliczne przykłady całkowicie złamanego systemu relacji indiańsko-rządowych. Wszystko w tle katolickich i anglikańskich szkół zbiorczych, które przez ponad wiek uprawiały instytucjonalną politykę rasistowskiej asymilacji. Przy tych wielkich kryzysach-pożarach wszyscy się budzą, na uroczystych spotkaniach z wodzami i starszyzną plemienną palą tradycyjne fajki, wdychają paloną specjalną trawę, podkreślają specjalność i wyjątkowość pozycji aborygenów. Nie zapominajmy, że każda wizyta najdalszego nawet członka Rodziny Królewskiej musi mieć punkt spotkania się z ludami tubylczymi. Ma to podkreślać, jak ważne były traktaty podpisywane przez niby równe strony i jakie znaczenie miało i ma słowo dane im przez brytyjskiego Suwerena. Potem koniec. Fotoreporterzy odjeżdżają, gasną płomyki specjalnej trawy. Ktoś z rządu rzuci tu i tam milion lub dwa, może wybudują nową szkołę, może tę lub inną osadę znowu przeniesie się o 100 lub 500 kilometrów dalej. I koniec. Grzyby na ścianach i sufitach, jak rosły tak rosną. Alkoholizm i narkomania w pełnym rozkwicie. Urzędnicy w Departamencie Spraw Indiańskich zarabiają, jak zarabiali dobre pensje. Na jakiś czas cicho i dobrze. Do kolejnego pożaru. Mamy przecież zawsze w zanadrzu nowe sikawki i zawsze łatwo znaleźć kilka milionów na załatanie jakiejś dziury i współczesne kolorowe paciorki.
Panowie – tego systemu nie można zreperować! Jest nie tylko przestarzały. Jest po prostu z gruntu zły i oparty na rasistowskiej ideologii: Korona i nowi osadnicy z lepszą cywilizacją i religią versus wodzowie z piórami na głowie zamiast kapeluszy i masa pogańskich analfabetów. Po blisko 200 latach nieudanych wysiłków próba pełnej asymilacji (czyt. kulturowej anihilacji) zawiodła. Indianie pozostali. Nie znikli, nie wsiąkli bez znaku w nowy prąd życia białego człowieka, nie zapomnieli swojej historii i przeszłości. Co gorsza, w ostatnich dziesięcioleciach wzrasta ich świadomość etniczna, powstają całe ośrodki badań i wręcz ratowania zanikających języków, tradycji. A jednocześnie przerażająca bieda i obojętność całej reszty społeczeństwa. Odważę się powiedzieć głośno: Kanada i Kanadyjczycy (więc my, obywatele tego kraju) są na wskroś rasistami. Nie ma na to innej odpowiedzi. I być nie może we współczesnym kraju demokratycznym. Nie jesteśmy rasistami wobec emigrantów z innych obszarów cywilizacyjno-kulturowych, w innym wypadku by ich tu w takiej ilości nie było. Bywają przypadki, indywidualne postawy wrogie, niechętne. Ale nie ma ogólno-społecznej postawy rasistowskiej. Przeciwnie, mimo lokalnych irytantów, ogólnie Kanadyjczycy są bardzo przychylnie nastawieni do emigrantów. Natomiast jest ta postawa wobec Indian. Typowe zachowania społeczeństwa, które nie chcąc ‘zajrzeć prawdzie w oczy’ – uczucie wstydu zamienia w indygnację, w złość, w zarzucanie ofiarze faktu, że jest ofiarą. Jak to cię zgwałcili!? To po co tam poszłaś? Po co się tak wyzywająco ubrałaś? Gdybyś ich nie sprowokowała to by nie zgwałcili. Znajomy sposób reakcji?
Na widok dobrze wyglądającego, przystojnego Indianina w garniturze uśmiechamy się i ze szczerym westchnieniem żalu myślimy: czyli mimo, że Indianin, to jednak może, nie musi być i nie jest skazany na pijaństwo i nędzę. Ale właśnie to ‘mimo, że Indianin’ zdradza wszystko. Zdradza cały sposób widzenia świata i oceny świata. Jakże to bliskie słynnego wierszyka-satyry Załuskiego: „bo wiadomo, że prawdziwy Polak to alkoholik i katolik”. Ale satyra na Polaków spod pióra polskiego satyryka, to co innego niż, gdyby wierszyk ten napisał Niemiec czy Anglik. Nie, Irokezi, Mohikanie, Peiganowie czy Haidowie nie byli społecznościami zapitych i zapaćkanych nałogowców. Ale kiedy od kilku już dobrych pokoleń rodzisz się i umierasz w odosobnieniu od reszty świata, z biedą wszędzie cię otaczającą, kiedy ty lub twoi rodzice byli zabierani z domów na wieloletnie okresy do szkół, gdzie cię karano i bito za to, że byłeś kim się urodziłeś, kiedy od pokoleń słyszałeś stale określenia typu ‘stupid drank Indian’ – to powoli w to uwierzyłeś. W to, że jesteś głupi i pijak. Że jesteś nie tylko inny. Przede wszystkim w to, że jesteś gorszy. I dlatego musi istnieć ten specjalny, odrębny Indian Act, który umożliwia rządowi tych innych, lepszych ludzi tobą się opiekować. Bo sam przecież nie potrafisz.

Ale, młodzi dziś mówią głośno: bezruch zakończony. Zakończone czekanie. Chcemy zmian. Chcemy znowu być u siebie. Bo jeżeli kogokolwiek, to przede wszystkim nasze jest to miejsce zwane dziś ‘Kanadą’. Do pewnego stopnia jest to też protest wobec własnych przedstawicieli. Wobec ogólnokanadyjskiego Zgromadzenia Wodzów, wobec lokalnych wodzów i Rad samorządowych. Tych, którzy mieniąc się mianem reprezentantów – często a gęsto prócz własnych uprawnień i apanaży, o niewiele więcej dbają. Lub po prostu w głębi ducha, będąc małego serca, uważają, że i tak nic zmienić nie można. Że Mądry Biały Wódz z Ottawy i jeszcze mądrzejszy z Londynu nie zapomni w swej łaskawości i szczodrobliwości o biedakach z rezerwatów. A przy okazji da może i sakiewkę dla lokalnego wodza na nowy , wspaniały pióropusz. Bo wiadomo, jak rzeczy dzieją się źle, to nic tak samopoczucia społeczeństwa nie poprawia, jak nowy pióropusz szanowanego wodza.

Na marginesie tych refleksji nasuwają się inne. Mniej istotne, mniej dalekosiężne. Ale dla wiekszości czytelników tego blogu ważne. Akcja zbierania podpisów pod Petycją do władz RP o zmianę decyzji likwidacji Konsulatu Generalnego w Vancouverze nabiera własnego rozpędu. W ciągu niecałych czterech dni złożono tych podpisów ponad tysiąc. I dużo i mało. Zapewne będzie wiele więcej. Niektórzy dodają przy okazji swoje komentarze. Nie zawsze konieczne i potrzebne. Nie chodzi wszak o miejsce na spory, ataki na kogoś czy coś. Chodzi o zwykłą informację, czy zgadzamy i godzimy się z tą decyzją MSZ w Warszawie. Czy też uważamy ją za błędną i apelujemy o jej zmianę. To wszystko. Miejsce Petrycji to nie forum na publiczną dyskusję. Ale – w demokracji każdy ma prawo swoje ‘pięć groszy’ powiedzieć. Nie pochwalam tego stylu, bo, powtarzam – to nie nowootwarte forum publiczne. Jeśli już jednak czujemy się zmuszeni przez historię i nakaz chwili do zaanonsowania swoich na ten czy inny temat opinii – proszę przynajmniej o powściągliwość. Tyle ‘na marginesie tematu’, teraz słow kilka poważniej.
Podpisy wpływją z wielu zakątków Kolumbii Brytyjskiej. Nawet, ku memu pełnemu zaskoczeniu, kilka z Edmonton. Są z Montrealu, Toronto, a nawet z Polski. Naturalnie to przypadki odosobnione i nie masowe. Wszystkim za tą obywatelską postawę – czapka z głów. Dziękujemy m.in. Pani Zofii Cisowskiej z Kamloops, matce tragicznie zabitego Roberta Dziekańskiego. Pewny jestem, że jej bolesna sytuacja nie tak dawno temu, bardzo byłaby utrudniona, gdyby właśnie nie fakt, że Konsulat był na miejscu w Vancouverze. Dziekujemy nie tylko (choć przede wszystkim, bo to petycja obywatelska, a więc indywidualna) poszczególnym osobom ale też wielu organizacjom polonijnym, które poparcie dla tej akcji wykazały. Szanujemy decyzje tych, którzy Petycji poprzeć nie mogą – choć nie możemy z kolei my zrozumieć powodów takiej postawy. Ale, nie wszyscy wszystko i zawsze muszą rozumieć. Warte jest jednak pamiętanie, że przy dość powszechnej nadzieji olbrzymiej chyba większości Polaków w BC zamieszkałych, trudno jest mienić się jakąkolwiek reprezentatywnością Polonii w BC przy lekceważeniu tych życzeń Polonii. Na jednym koniu nie sposób jechać jednocześnie w przeciwnych kierunkach. Polonia może też wszak pewnego ranka powiedzieć swoim liderom: bezruch trzeba zakończyć, idle no more.
Ważne być może jest jeszcze jedno podkreślenie i dość zasadnicze: Petycja ta nie jest wymierzona przeciw komukolwiek – to nie jest atak ani na rząd polski, ani tymbardziej Konsulat, na pewno nie jest to atak na Polonię w Albercie. Jest jedynie obroną niezwykle ważnej i zdaniem naszym niezbędnej w tym mieście polskiej placówki konsularnej. Jeśli MSZ szczerze martwi się o stały kontakt z Polonią albertańską czemuż nie założy oddziału Konsulatu w Edmonton? Czy małe biuro regularnego Konsula bez konieczności przenoszenia całego urzędu Konsulatu Generalnego byłoby tak kosztowne? Nie zawsze muszą to być wszak przestronne gabinety w najdroższych wieżowcach miejskich.
Ale wszyscy, nawet w trakcie ważnych spraw i akcji, potrzebuja wypoczynku, relaksu. Szczerze zalecam dawkę takiego lekarstwa. I wypisuję bez zwłoki jakiejkolwiek receptę:
Przez trzy dni od 10 stycznia poczynając, codziennie wieczorem ok. 7.30 spożywać jedną dawkę kultury i rozrywki. Lekarstwo do nabycia w aptece Evergreen Cultural Centre w Coquitlam, wydaje zespół medyczny Teatru Polskiego. W tym wypadku “Chłopców’ polecam nie tylko dziewczynom.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Dziekanski's death, blog Bogumiła (polski), scena and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>