Nic o nas bez nas

Znany wielu nam slogan, który w okresach obywatelskich protestów symbolizować miał podstawową zasadę demokratycznego społeczeństwa, tj. takiego, które współdecyduje o swoich losach. Nigdy nie oznaczał swawoli lub dość też – niestety – nam znanego z przeszłości i współczesności warcholstwa. Amerykanie szczycą się swoim: nie ma opadtkowania bez reprezentowania, które było hasłem ich rewolucji i uniezależnienia się od Korony brytyjskiej, my mamy mniej może górnolotne, ale dość praktyczne: szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Wszystko to bierze się z dość mądrej zasady samorządności i współodpowiedzialności za własny kraj, region, miasto, wioskę. Idea współdecydowania, ośmielenie się zwracania do Majestatu Władzy jest najefektywniejszym dowodem dojrzałości społecznej i politycznej danej grupy społecznej. Jest też dowodem samodzielnego podjęcia współodpowiedzialności, obowiązków. Nie zawsze wyrażać się to musi w skrajnych przykładach gorących, ulicznych protestów, manifestacji, czy wręcz rewolucji i wojen domowoch. W społeczeństwach dojrzałych politycznie i demokratycznych często wystarczy zwrócenie uwagi owemu Majestatowi Władzy na błąd, na źle lub niesłusznie podjętą decyzję. Bo Władza, jakkolwiek by o tym nie marzyła (a każda władza o tym marzyć lubi), nie może być wszędzie, wszystko widzieć i wszystko rozumieć. A z braku tej omnipotencji wynikają czasem jej błędne lub szkodliwe decyzje.
Społeczeństwo niedojrzałe, potulne, błędy władzy z pokorą i bez protestu przyjmie. Społeczeństwo dojrzałe i mądre, zwróci na to Władzy uwagę i zasugeruje naprawienie błędu.
Polski i Polacy w Kolumbii Brytyjskiej, oddzieleni od reszty Kanady potężnym pasmem Kordylierów, znaleźli się w takiej właśnie pozycji dojrzałych i współodpowiedzialnych za sprawy wszystkich nas, zwracając się do Majestatu Władzy Rzeczypospolitej o naprawienie błędnej, wydaje mi się z wielu względów, decyzji zamknięcia Konsulatu Generalnego w BC. Czy na zmianę decyzji warszawskiego MSZ wpłyniemy? Nie wiem. Wiem natomiast, że pytaniem dużo trudniejszym i moralnie przytłaczającym byłoby pytanie po fakcie utraty Konsulatu: czy zrobiliśmy wszystko aby ten Konsulat tu zatrzymać?
To nie jest spór o to, czy to Polonia w Albercie czy też w BC jest ważniejsza. Polacy w Edmonton absolutnie zasługują na możliwość łatwego kontaktu z reprezentatntami Państwa Polskiego. Spór polega na próbie znalezienia obiektywnego wyznacznika, że o ile jeden tylko Konsulat na tak olbrzymiej przestrzeni (Alberta, BC, Jukon) kilkakrotnie większej od całej Polski, ma być, to która lokalizacja jest dla niego właściwsza? Zastanawiając się nad tym głęboko (a Edmonton i Polaków tam mieszkających wspominam bardzo mile i z olbrzymim szacunkiem) z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że winien pozostać w Vancouverze.
Dlatego ulegając sugestiom wielu osób zgodziłem się uczestniczyć w redagowaniu powstałej właśnie Petycji w tej sprawie i wstępnych rozmowach z przedstawicielami różnych grup polskich. Na samym końcu jest to jednak kwestia nie organizacji (choć te są bardzo ważne i ich poparcie dla Petycji lub rezygnacja z udzielenia takiego swiadczyć będzie dobitnie o tym, jak czułe są te organizacje na kwestie dużej wagi Polonii tu zamieszkałej, lub jak oddalone są od tego środowiska) ale nas indywidualnych: obywateli Kanady i Polski jednocześnie. Współodpowiedzialnych. Jak by powiedział wielki nauczyciel obywatelskości społecznej, profesor Tadeusz Kotarbiński – spolegliwych, tj. takich, którzy czują się odpowiedzialni i na których można polegać.
Nie jest też ta Petycja jakąkolwiek formą ingerencji w wewnętrzne sprawy MSZ polskiego. Tu nie chodzi o jakąś biurową czy biurokratycznę reorganizację jakiegoś urzędu, działu. Chodzi o godziwą i optymalnie najwłaściwszą reprezentację Rzyczypospolitej na odległych terenach. I Polacy, i ci mieszkający w Kraju i ci, jak my, mieszkający poza jego granicami mają nie tylko prawo, a wręcz pewnien moralny obowiązek, o to się troszczyć.
Zachęcam więc Czytelników tego blogu o zajrzenie na stronę Petycji i podjęcia własnej, indywidualnej i szczerej decyzji.

Skoro już znanymi dewizami ten tekst otwierałem, niech więc jedną jeszcze, szczególnie ważną i znaną wszystkim przypomnę: pro publico bono.

Do tematów innych, a kilka wążnych dla mnie się nazbierało, obiecuje wrócic za dzień lub dwa.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Nic o nas bez nas

  1. Bogumil P-G says:

    W ciągu tego pierwszego dnia pod Petycją podpisało się ponad 120 osób. Z wszystkich kręgów społecznych i profesjonalnych. Dziekuję tym, którzy przesłali mi sympatyczne osobiste e-maile. Przypomnę raz jeszcze tu owe słynne powiedzenie Marszałka: chcięć to móc.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>