Znaczenie polskich placówek

Jedną z niewymiernych a jednocześnie wyraźnie odczuwalnych zmian, jakie zaszły po 1989 było odtworzenie suwerennych placówek dyplomatycznych i konsularnych Rzeczypospolitej Polskiej. W placówkach już istniejących za czasów państwa ‘Demokracji Ludowej’ zmiany te były głównie natury personalnej i nie natychmiastowej. Ostatecznie dyplomaci to zawodowi pracownicy wykonujący wytyczne i polecenia rządu a nie politycy te wytyczne tworzący. Naturalnie otwierało to też szansę pewnej reorganizacji sieci placówek RP w wielu krajach. Efektem tego ostatniego było bardzo dalekowzroczne i mądre utworzenie polskiej placówki konsularnej nad samym brzegiem Pacyfiku, u wrót do Azji z jej wzrastającą potęgą ekonomiczno-polityczną. Wybranie Vancouveru, głównej metropolii Kanady nad Pacyfikiem i jedenego z największych portów całego pólnocno-zachodniego Pacyfiku Ameryki Północnej było strzałem w dziesiątkę.
Dla samych Polaków i Kanadyjczyków polskiego pochodzenia w Kolumbii Brytyjskiej miało to znaczenie pierwszorzędne. Oddzielona pasmem Gór Skalistych od reszty Kanady prowincja, nigdy przedtem nie miała możliwości bezpośredniego i codziennego kontaktu z placówką rządu polskiego. Po prawdzie, miała też niezbyt bogate i ‘życiodajne’ kontakty z resztą polonijnych ośrodków Kanady. O ile już sąsiadująca z Kolumbią Brytyjską, Alberta cieszyła się od dziesięcioleci sprawną organizacją własnego życia polonijnego, ożywionymi kontaktami z Toronto, Montrealem i Winnipegiem, o tyle tradycyjne organizacje polonijne w BC, na czele z lokalnym oddziałem Kongresu Polonii Kanadyjskiej ledwie zipiały w swoim własnym sosie i osiągnięciami organizacyjnymi, zwłaszcza w działalności ogólnopolonijnej.
Konsulat RP w Vancouverze zmienił to w sposób zasadniczy. Nie tyle może jakimś odgórnym, nakazowym kierownictwem, ile szansą i możliwością patronowania wielu działaniom mądrym. Byciem, do pewnego stopnia, ponad małostkowymi swarami środowiskowymi. Naturalnie, nie mogło obyć się bez pewnych jednostkowych zgrzytów, czasami napięć i nieporozumień. Powiadają, że ten tylko błędów nie robi, który nic nie robi. A ‘nierobienia niczego’ placówce konsularnej w Vancouverze zarzucić nie można. Wszystko to musiało opierać sią zawsze na inicjatywie i pracy lokalnych działaczy, liderów polonijnych. Ale bez wsparcia, choćby moralnego, Konsulatu – wiele z tych inicjatyw nie zobaczyłoby tu światła dziennego. Lub miały by zakres i wymiar o wiele skromniejszy. A wiele rzeczy ważnych w ostatnich dwudziestu latach tu się zdarzyło. Otóż przekonany jestem, że ta obecność Konsulatu w Vancouverze jest w dalszym ciągu Polakom w Kolumbii Brytyjskiej niezbędna. Dużo bardziej niż Polakom w Albercie. I nie na zasadzie: my ważniejsi. Odwrotnie, niestety. Polonia albertańska jest ciągle o niebo lepiej zorganizowana i mimo własnych lokalnych kłopotów i wstrząsów – takiej opieki, jak Polonia w Kolumbii Brytyjskiej nie potrzebuje.
Stąd z takim żalem i przekonaniem o błędności tej decyzji czytałem dziś informacje o planowanym zamknięciu placówki konsularnej w Vancouverze. Zapewne z wielu powodów, z których, podejrzewam, ekonomiczne były najważniejsze. Ale czyż niezbędnym jest wynajmowanie tego absurdalnie drogiego lokalu w samym centrum Vancouveru, gdzie tylko największe firmy bilionerów mają swoje urzędy? Ileż Kosulatów w Vancouverze jest w nieco skromniejszych lokalach i miejscach niż konsulat Rzeczypospolitej. Zapewne niejakie znaczenie wyboru Edmonton (personelowi konsularnemu szczerze radzę dobre walonki i kożuchy kupić, wierzcie mi – zimy w Edmonton wyglądają zupełnie innaczej niż w Vanouverze!) ma też przemysł bitumiczno-olejowy. Nie sądze jednak by obecność polskiego Konsulatu w w dalekiej prerii miała uo jakieś zasadnicze znaczenie dla ekonomicznych (w tym energetyczno-naftowych) interesów Polski. Jestem natomiast przekonany, że porty zachodnio-północnego Pacyfiku będą miały coraz wzrastające i kolosalne znaczenie dla ekonomii światowej. A więc i polskiej.
Nie wiem jak toczą się tryby decyzji ministerialnych w MSZ-cie w Warszawie. Ministra Sikorskiego zawsze uważałem za jedną z ciekawszych i mądrzejszych osób polskiego Gabinetu. Czasami miarą mądrości decydentów jest ich umiejętność zmiany własnych decyzji. Bez cienia wątpliwości uważam, że polska placówka konsularna w najdalej wysuniętym na zachodzie Kanady dużym mieście metropolitarnym, jest bardzo ważna i przynosi Polsce więcej korzyści niż strat. Może warto na to panu ministrowi Radosławowi Sikorskiemu zwrócić na to uwagę od nas, Polaków i Kanadyjczyków polskiego pochodzenia tu zamieszkałych?

Zapewne nie znamy wszystkich arkanów i potrzeb polskiej Racji Stanu. Natomiast znamy doskonale i lepiej niż w Warszawie arkany i potrzeby tu, nad Pacyfikiem. Warto też popatrzeć na innych. Z pobieżnego rozeznania wynika, że Vancouver mieści ok. 40 Konsulatów , w tym aż 32 Konsulaty Generalne. Edmonton – ok. 9 placówek konsularnych, w tym dwie na szczeblu Konsulatu Generalnego. Czy oni wiedzą coś, o czym my nie wiemy?

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Uncategorized, blog Bogumiła (polski) and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>