Amicus Poloniae

Klub Książki Europejskiego Stowarzyszenia Narodowych Instytutów Kultury (EUNIC), przy pełnym wsparciu finansowo-organizacyjnym Konsulatu Polskiego w Vancouverze zorganizował spotkanie z czołowym tłumaczem literatury polskiej na język angielski, profesorem Billem Johnstonem.
Spotkanie miało miejsce 17 listopada w uroczej sali Coach House przy Green College Uinwersytetu Kolumbii Brytyjskiej.
Zanim przejdę do opisu moich wrażeń i refleksji z tegoż spotkania, dwa może słowa o sprawach ogólnych, towarzyskich, organizacyjnych i tych bezpośrednio z tematem spotkania nie związanych.
Cała rzecz na tyle egzotyczna na ile (niestety) ciągle jeszcze w popularnym znaczeniu egzotycznym jest temat literatury polskiej. Przymiotnik „popularnym” ma tu znaczenie pierwszorzędne. Nikt z poważnych badaczy literatury europejskiej ani tych, którzy może nie akademicko, ale z czystego zamiłowania literaturą się zajmują, nie może bez zażenowania i wstydu trochę, przyznać się do niewiedzy na temat literatury polskiej, ograniczonego o niej pojęcia, słowem do jej ‘egzotyczności’ właśnie. No tak, ale to już wąskie grono czytelników. Jakkolwiek by to naszą narodową pychę nie kuło, faktem niezaprzeczalnym jest jednak, że w szerokim kręgu czytelnika północnoamerykańskiego jest to wszak temat egzotyczny, jeśli już nie zgoła ezoteryczny. W dodatku ta popołudniowa szarówka listopadowa, puste uliczki i parkingi Green College (niedziela, więc brać studencka nieobecna), trochę hollywoodzka atmosfera pseudogotyckiej architektury całego collegium, no i naturalnie samo miejsce – powozownia, tuż przy głównych zabudowaniach . Już by się zdawało, że to stary uniwersytet europejski … Blisko, w collegium pod opieką Departamentu Muzyki, do niedawna stał fortepian Paderewskiego i metaloplastyczny portret Mistrza ręki Ryszarda Wojciechowskiego. Po czym, bezmyślną decyzją władz uczelni, fortepian usunięto. Temat to inny jednak, już przeszły i zamknięty.
Cała rzecz związana z tym spotkaniem zaczęła się od pani Elżbiety Schneider, swoistego spiritus movens tego spotkania. Ona też uroczo prowadziła spotkanie. Nie zapominajmy, że to ta sama pani, która miała tak olbrzymi wkład w łagodnej perswazji, która skłoniła profesora Schneidera nie tylko do fascynacji polską szkołą archeologii śródziemnomorskiej, ale też jego bardzo dobrej znajomości języka polskiego. Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że jest małżonką tego szwajcarskiego archeologa … Coś w tych wpływach żon na mężów być musi bo, jak sie okazało, bohater niedzielnego spotkania, prof. Johnston żone swoja poznał w … Warszawie. I tego tematu jednak rozwijąć nie będziemy. Choć może nad wyraz ciekawy.
Wśród słuchaczy dostrzec można było znane osoby polskiego życia kulturalnego w Vancouverze:
Krzysztofa Czaplę, Konsula Generalnego RP i głównego patrona spotkania; prof. Bożenę Karwowską, która od lat prowadzi zajęcia na UBC z literatur wschodniej i centralnej Europy; prof. Andrzeja Buszę, znanego poety, który właśnie wrócił z Konferencji Naukowej na Śląsku poświęconej literaturze polskiej w Północnej Ameryce (mimo zaproszenia do udziału w Konferencji, inne zobowiązania nie pozwoliły mi na wyjazd, mam mimo to nadzieję zapoznania czytelników Strumienia z opisem Konferencji od jednego z jej uczestników); prof. Andrzeja Wróblewskiego z Małżonką; poetkę Grażynę Zambrzycką; aktora i reżysera Jerzego Kopczewskiego oraz szereg innych znajomych twarzy.
Dużą część słuchaczy tworzyło grono członków Klubu Książki Unii Europejskiej pod auspicjami EUNIC.

prof. T. Schneider, E. Schneider, Konsul Gen. RP, prof. B. Johnston


Po wprowadzeniu w temat, powitaniu gości, gospodyni spotkania Elżbieta Schneider naświetliła nam nieco sylwetkę profesora Johnstona i jego ciekawą drogę do polskiej książki i jej angielskich tłumaczeń.
Bill Johnston akademicką przygodę w zasadzie zaczynał od lingwistyki. I po harcach z językiem francuskim i rosyjskim, w pamiętnym roku 1981 korzystając ze stypendium z Oxfordu (jego Alma Mater) znalazł się w Warszawie na kursie języka polskiego. Rok 1981 w Warszawie. Wrzało wtedy wszystko i wszędzie, a szczególnie w środowiskach studenckich. Zrozumiałe, że ten socjalny ferwor porwał też młodego studenta z Anglii. Ogromnie dużo też się wówczas działo w środowiskach twórczych. Jak zawsze w Polsce, literatura i jej twórcy odgrywali w tym wszystkim niepoślednią rolę.
Od tamtych czasów można wywieść genezę zainteresowania Johnstona polską twórczością literacką. Nie tylko zresztą w przekładaniu. Odniosłem z jego wykładu wrażenie, że z autentycznej pasji do tej twórczości. Złożyło się, że ów pamiętny rok był też rokiem mojego wyjazdu z Kraju. Jak wówczas mylnie byłem przekonany, na kilka miesięcy tylko. Słuchając krótkiego wykładu wprowadzającego Johnstona i wcześniejszych słów pani Schneider o jego biografii łatwo skonstatowałem, że Johnston spędził w ostatnim 30. leciu dużo więcej lat w Polsce niż ja. I że jego znajomość współczesnej literatury polskiej jest głębsza niż moja. A nie jest to konstatacja ani łatwa ani po prawdzie przyjemna, dla kogoś, kto jest Polakiem i literaturą się nieco zajmuje. Tym większe moje uznanie dla tej wiedzy, tych zainteresowań. Uderzyło mnie też jego zrozumienie nie tylko realiów kulturowo-politycznych współczesnych twórców polskich z Kraju, ile zrozumienie pokładów filozoficzno-twórczej rozterki wobec której ci twórcy stanęli. Ponownej próby samookreślenia się. Samookreślenia w wielu wypadkach generacyjnego (Tulli, Stasiuk, Tkaczyszyn-Dycki, Pilch) ale i też konfrontacji z wcześniejszym samookreśleniem (Różycki, Myśliwski, Szczypiorski). W pracy przekładowej nie wahał się cofnąć do okolic odległych, aż po początki literatury narodowej (Kochanowski), co wszak wymaga nie tylko ‘czucia’ języka polskiego dziś, wymaga poznania i zrozumienia j. polskiego doby odrodzenia. Był też i Żeromski i Prus i Gombrowicz, a nawet Baczyński. Wszystko to razem wzięte spina klamrą olbrzymią przestrzeń kulturową Polski. A Billa Johnstona czyni dziś jednym z najwybitniejszych tłumaczy literatury polskiej na język angielski.
Innym, bardzo ciekawym nurtem wykładu Billa Johnstona były jego próby analizy wybranych utworów i autorów współczesnych od strony lingwistycznej, od materii samego języka i sposobu jego używania w dziele literackim. Różne są formy i szkoły użycia języka w twórczości literackiej. Dwie skrajne dążą albo ku pewnej kolokwializacji, dziś nazwałbym to ‘gazetoizacji’, lub ku zbytniej estetyzacji, parnasizmu językowego. Pomiędzy tymi granicami istnieją całe pokłady świadomej manipulacji językowej, która ma nie tylko cele czysto formalno-literackie, ale też i filozoficznego sui generis, a więc samookreślenia się. W ten obszar wkracza temat bardzo oryginalnych prób umiejscowienia się w dyskursie narodowościowym i w specyfice regionalizmów, owej ‘małej ojczyzny’, o której pisała już przed wielu laty Maria Dąbrowska. Regionalizmy etniczne, lub wręcz innnokulturowe nie są niczym obcym polskiej literaturze. Cały jej obszar tzw. literatury kresowej zasadza się właśnie na podkreśleniu inności, specyfiki odrębności. Wszak narodowy kanon literacki zaczyna sie od słów “Litwo, ojczyzno moja …”. Ponad 40 lat forsowania sztucznego monolitu narodowo-kulturowego PRL poczyniło tu jednak poważne spustoszenia. Spustoszenia i zamieszania, które starają się wypełniać pisarze współcześni pytaniami zasadniczymi: “skąd jestem” i wynikającym z tego “kim jestem”. Idąc dalej tym tokiem, otwiera to jeszcze głębsze obszary. Obszary etnicznej niezależności, na nowo (lub wręcz kompletnie od nowa) szukane drogi do ślaskości, kaszubskości, że dwa tylko najbardziej znane zagadnienia wymienię. Odnowiony (po raz pierwszy chyba w takim natężeniu od niepamietnych czasów Narcyzy Żmichowskiej) wątek feminizmu. I po raz piewszy w ogóle wątek społeczności i osób LGBT. Słowem zawłaszczania obszarów do tej pory milczących, niemych.
Po wykładzie i przerwie na poczęstunek (za sprawą Konsulatu polskiego) był czas na rozmowy kuluarowe. A potem część druga z samą już dyskusją na temat książki, która była wyborem Klubu Książki EUNIC, tj. In red (W czerwieni) Magdaleny Tulli. Trudno spisać zasadnicze, tymbardziej luźne wątki ciekawej dyskusji. Zwłaszcza, że była siłą rzeczy na bardzo różnych płaszczyznach tematycznych. Inaczej nieco widział ją czytelnik znający historię Polski, inaczej czytelnik kanadyjski. W dodatku książka Tulli W czerwieni nie jest typowym przykładem powieści historycznej. Nie jest w ogóle przykładem powieści tradycyjnej. Jako, że sam czytałem ją tylko w przekładzie (Johnstona) na angielski, wolałbym przed zapoznaniem się z oryginałem nie wydawać własnej opinii. Poza szczerym zachęceniem do jej przeczytania. Choćby z przyczyny pewnej inności.

W 2003 ambasador Polski w USA nadał Billowi Johnstonowi zaszczytny tytuł Amicus Poloniae. Zaiste, Przyjaciel. Tytuł adekwatniejszy niż wszelkie ordery, medale i bardziej formalne zaszczyty.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), reflection on culture and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>