Letnie festiwale i rozrywki

Lato dość leniwe bywa w naszym, umiarkowanym klimacie. Pewnie z tego ciepełka, pewnie z wrodzonego zamiłowania do leżakowania, plażowania, lub po prostu długiego spaceru przez las, wzdłuż plaży, brzegu wijącej się leniwie rzeczki.
Aliści, aby zupełnie się nie rozleniwić i rozleżakować, już od pradziejów różnorakie imprezy wczesnym latem są szykowane. Zaczyna się to, nieco religijnymi w charakterze, obchodami ku czci słowiańskiego boga Kupały. A że ten Kupała mniej był surowy i ascetyczny niż późniejszy bóg chrześcijański, przeto Noc Kupały pełna jest erotycznych zapowiedzi i romantycznych marzeń dziewek rzucających wianki w nurty rzeki z nadzieją pochwycenia ich przez urodziwych młodziaków. Potem Kościół porobił małe czary-mary kalendarzowo-rocznicowe i ochrzcił to mianem Nocy Świętojańskiej (od św. Jana Chrzciciela). Zachowało się jednak sporo w tych obchodach fragmentów starych, przedchrześcijańskich wierzeń i rytuałów. Dzisiaj, nikt chyba po prawdzie ani słowiańskiemu ani chrześcijańskiemu bóstwu hołdów nie zanosi, a po prostu lubi się bawić w ten wieczór
przesilenia dnia i nocy. Te obchody, które drzewiej przetrwały głównie na oddalonych od miast i nowinek cywilizacyjnych wioskach, dziś są regularnym wydarzeniem wielu dużych miast w Polsce i przyciągają tysiące widzów i uczestników.

Kupala w obrazie Gersona (z zasobów Wikimedia Commons)


Na tym kontynencie Noc św. Jana obchodzi się wesoło w la belle province, jako Fete de la Saint Jean Baptiste. Zaś na dawnym Dzikim Zachodzie prerii amerykańskich popularne były letnie popisy z okazji spędu bydła. Rodea. Jeśli już spęd (czyli stampede), to naturalnie największe i najsłynniejsze z nich Stampede w Cowtown w Albercie. Tak, tak panowie szowiniści. Potoczna nazwa Calgary to nie miasto wyżłów i ogierów a … Miasto Krowie.
Od 100 lat już trwająca tradycja stampidowska ma swój ciekawy przyczynek polski (no, polonijny bardziej); jednym z najbardziej znanych i charakterystycznych budynków Stampede Grounds jest słynne Siodło (Saddledome), które posiada bodaj największy na świecie dach paraboidalno-hiperboliczny. Otóż wybudowany w 1983 Saddledome , autorstwa architektów z Biura Graham McCourt, był przygotowany przez Biuro Konstrukcyjne znanych polskich inżynierów pod kierownictwem Jana Bobrowskiego. Jednym z głównych inżynierów był, aktywny w polskim środowisku kalgaryjskim, inżynier Tadeusz Maciąg. Pamiętam go dość dobrze ze spotkań związanych z budowanym niemal równolegle budynkiem Polsko-Kanadyjskiego Centrum Kulturalnego i późniejszych burzliwych losów tego polonijnego Centrum, które zasłynęło niemal w równej mierze łączeniem, jak i dzieleniem środowiska polonijnego. I nie jedną burdą pod płaszczem ‘zebrania polonijnego’. Ale to już inne sprawy, manowce w zasadzie. Tegoroczne Stampede kalgaryjskie było wyjątkowo fetowane, bo też doczekało się sędziwego wieku Złotych Godów. Pan Maciąg już tego nie dożył, niestety. Zmarł w wieku 80 lat w 2007. Były więzień łagrów sowieckich zasłużył się nowej ojczyźnie, a zwłaszcza Calgary, w sposób wyjątkowy i istotny.

Saddledome (z zasobów Wikimedia Commons)


A po drugiej stronie Wielkiej Wody, w Londynie, za tydzień otwarcie największego festynu narodów: Letnich Igrzysk Olimpijskich. Słowem monstrualnych hocków-klocków za setki miliardów dolarów (lub funtów) by se chłopaki i dziewczyny mogli poskakać, porzucać, pokopać, pobiegać i popływać. Citius, altrius, fortius… ja bym tam dodał obecnie jedno jeszcze: drożej. Czyli nowe motto olimpijskie: Citius, Altrius, Fortius, Carius.
Na mniejszą skalę lokalną (no, może ciut mniejszą…) – lato na całego w Miejskim Parku w Surrey. Od lipca impreza prawie za imprezą. A ukoronowaniem naturalnie bogato zapowiadający się Festiwal Fusion. Od samego zarania z istotnym polskim uczestnictwem. Głównie za sprawa niezmordowanej Krystyny Połubińskiej i tych, którzy na jej uparte apele odpowiadają i wspomagają swoimi talentami. Nie jest łatwo przygotować ciekawą ekspozycję ponad 1000letnich dziejów i osiągnięc kraju nad Wisła w ciągu dwóch ledwie dni i … w ciasnych ściankach cyrkowego namiotu. Zwłaszcza, gdy słowo ‘cyrkowy’ oddaje tu tylko kształt namiotu, nie jego rozmiary. A za każdym razem to się organizatorom udaje.

przed Festiwalem (fot. własna)

Wieczornym spacerem zawieruszyłem się w okolice polskiego namiotu (jeszcze pustego) i pstryknąłem zdjęcie polskich plansz festiwalu. Jutro pokażą się tu już autentyczne rekwizyty tegorocznego wystroju wnętrza pawilonu. Z ciekawością oczekuję nowej ekspozycji.

namiot jeszcze pusty... ale pojutrze już gotowy (fot. wł.)

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski). Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>