Demokracja – system, który nas zobowiązuje

Ostatnie wydarzenie na lotnisku w Vancouverze, z odwiedzającym (lub raczej: usiłującym odwiedzić) rodzinę w Kanadzie gościem z Polski, spowodowały małą lawinę wydarzeń, korespondencji, apeli.
W zasadzie sprawa jest już rozwiązana. I – nie przesadzajmy – bez olbrzymich kosztów, tragicznych w konsekwencjach wypadków. Tyle, że to tylko powierzchowna warstwa problemu, jaki to wydarzenie zarysowało. Indywidualna, jednostkowa. Na samym końcu dość szybko (w kontekście nieprzewidzianych konsekwencji) rozwiązana.
Warta jednak głębszej refleksji i, wydaje mi się, bardziej systematycznych i zorganizowanych działań.
Gdyby nie fakt, będący splotem kompletnie niezależnych przypadków i sytuacji, że odpowiednie osoby podjęły szybką i szeroką akcję ad hoc – można z dużym prawdopodobieństwem, omal pewnością, powiedzieć, że ten Pan byłby już dziś w Polsce. Po błyskawicznej deportacji z lotniska w Vancouverze. Z uczuciem (całkowicie słusznym) dużej krzywdy, szkody moralnej i fizycznej. I poważnej finansowej. Mały (piszę to w przenośni i bez jakiejkolwiek ironii) człowiek, nikomu nie znany. Nikt by o tym pewnie, poza gronem bliskich, nie usłyszał. Warto by może zrobić małą sondę wśród Polaków w Kolumbii Brytyjskiej (całej Kanadzie?) ile takich nieznanych sytuacji było w ostatnich plus minus pięciu latach? Taką małą, nieformalną statystykę. Może być zdumiewająco ciekawa. I, podejrzewam, bulwersująca. Być może w ‘państwie duńskim’ istotnie źle się dzieje?
Służby graniczne są specyficzną organizacją. W wielu państwach tą rolę (w Polsce) wypełnia bezpośrednio armia, w innych (Stany Zjednoczone) to organizacja paramilitarna, trochę na wzór policji. Dodatkowym curiosum i specyfiką tych służb jest fakt, że działają do pewnego stopnia poza prawem. Tzn. w zgodzie z przepisami ich obowiązującymi ale trochę na zewnątrz konstytucji i praw cywilnych danego kraju. Są, jakby w specyficznym pasie już wewnątrz a jeszcze na zewnątrz kraju. Ostatecznie osoba, o wjeździe której decydują, legalnie rzecz biorąc granicy jeszcze nie przekroczyła. Formalnie to ktoś, kto dopiero stoi na progu. Jeszcze go do domu nie wpuszczono. Więc i zwyczaje obowiązujące w danym domu przestrzegane być nie muszą. Nie od parady Amerykanie otworzyli po Afganistanie niesławny obóz w Guantanamo Bay na Kubie. Mogli tam robić z więźniami to, co wewnątrz Stanów byłoby karalne.
Doprowadza to czasami do sytuacji, gdy psychologiczny i mentalny charakter takiej organizacji ulega wykrzywieniu, demoralizacji. Wedle zasady: jestem ponad prawem, mogę zrobić, co chcę. Mam władzę.
To legło chyba u podłoża kardynalnego wykrzywienia się kośćca RCMP w ostatniej dekadzie (ciągle mam poważne wątpliwości czy kanadyjska policja federalna jest w stanie wyjść z niesławy wynikającej z jej głębokiego zepsucia) i kolosalnego upadku zaufania wobec polityków na całym prawie świecie.
Otóż jest możliwe, że skutkiem zbiegu wielu okoliczności taki kryzys moralny przechodzi kanadyjska służba graniczna na lotnisku wankuwerskim. Pewnym elementem może tu być chęć ‘odbicia sobie’ za złą prasę i niesławę, jaką ta organizacja zyskała skutkiem tragedii Roberta Dziekańskiego. Dziekański był Polakiem, grupa polsko-kanadyjska była najgłośniejsza w oskarżeniach i domaganiu się ukarania winnych tej tragedii (a byli tej tragedii winni przecież nie tylko oficerowie RCMP), więc postawa taka byłaby dość ludzka, mimo, że wysoce nieprofesjonalna. Czy tak jest? Nie wiem. Wymagało by to głębszej analizy i większej ilości przykładów.
Jedno jest wszak jasne i zrozumiałe: chcemy czuć się we własnym kraju bezpiecznie; chcemy by nasze służby graniczne nie otwierały szeroko drzwi dla potencjalnych złoczyńców. Ale czy chcemy by używane metod takich, jakie spotkały Grzegorza Majewskiego? Czy chcemy, by Kanady zasłynęła z sowieckiego modelu służb granicznych? Czy też chcemy by była przykładem kraju gościnnego, otwartego, przyjacielskiego?

Warto się nad tym zastanowić. I warto naszym politykom dać jasną odpowiedź. Nawet, jeśli nie jest to odpowiedź, jaką chcieliby usłyszeć. Ostatecznie żyjemy w demokracji. A to zobowiązuje.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>