Nowy ‘Strumień’ i dwujęzyczność

Od lat wielu zmagałem się z pytaniem o językową dualność pism polskich ukazujących się poza granicami Kraju. W zasadzie (i z zasady) byłem temu przeciwny. Ale świat sie zmienia. Alas, only very stubborn person continues in a way as things were not moving. Uparty , po prawdzie, jestem. Wolałbym jednak w uporze nie trwać bezpodstawnie. Pantha rei. Z odejściem do lamusa historii tzw. literatury emigracyjnej, pisarza-wygnańca, poety-tułacza – zmienia się rola tejże literatury powstającej z dala od polskiego matecznika. Częściej niż drzewiej bywało, polski literat, mieszkający w Kanadzie, Anglii czy Francji, będzie pisał w języku kraju przebywania. Może (miejmy nadzieję) nie wyłącznie. Ale będzie. Zwłaszcza ten, który kraj opuścił będąc bardzo młodym. Który ukończył lokalne szkoły, uczelnie. Czy to gorzej czy lepiej? Nie wiem. Pewnie za wcześnie jeszcze na jakiekolwiek oceny. Jedno jest pewne: sięganie po język inny (zwłaszcza, nolens volens, angielski) otwiera nowe bramy ‘zaistnienia’ nie tylko na rynku wydawniczym, ale przede wszystkim – w świadomości lokalnego, nie polskiego, czytelnika. Literatura emigracyjna była z tysięcy powodów lieteraturą dla innych hermetyczną. Poza bardzo nielicznymi (palców jednej ręki by chyba starczyło, by zliczyć) i wyjątkowymi przypadkami (casus: Miłosz). Nie sądze też by szczególne straty poniosła tu literatura polska ogólnie rozumiana. W dobie swobody intelektualnej i politycznej, literatura emigracyjna nie musi niczego ‘przechowywać’, ‘ratowac od zapomnienia’. Stąd w ostatnim wydaniu Strumienia dużą część literackiej twóczości (lub badań literaturoznawczych) prezentowałem w języku angielskim. Łącznie z z czołowym esejem krajowego (sic!) badacza literatury, Janusza Pasterskiego. Czy będziemy to dalej w roczniku kontynuować – też nie wiem. Zależy oczywiście w dużej mierze od odzewu wśród czytelników. Stąd zapraszam serdecznie do uaktualnionej witryny Strumienia na internecie. I oczekuje uwag i opini Czytelnika. Prosze pisać na adres redakcji (pocztowy lub elektroniczny) lub zostawić komentarz tu, na stronach blogu.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski) and tagged , , . Bookmark the permalink.

4 Responses to Nowy ‘Strumień’ i dwujęzyczność

  1. M. Szymanski says:

    Szanowny Panie – jak słusznie Pan zauważył , od roku 1989-go zmieniła się rola polskiej literatury emigracyjnej. Tak jak zmieniła się rola polskiej emigracji. Dlatego Miłosz wrócił do Polski i dlatego przestała wychodzić paryska KULTURA. Powody były oczywiste i nie muszę ich przypominać.

    Dzisiejsza emigracja, ta masowa do Anglii, Irlandii, Holandii i Niemiec, tak jak ta nieliczna do Kanady – jest emigracją zarobkową, którą literatura piękna w najmniejszym nawet stopniu nie interesuje. Nie zdziwi to nikogo, kto zna szokujące dane statystyczne dotyczące czytelnictwa w Polsce. Przeciętny Polak w Kanadzie ( w tym miejscu mała dygresja : kim jesteśmy ? Polakami mieszkającymi w Kanadzie czy Kanadyjczykami polskiego pochodzenia ?), ani polskich ani angielskich czy francuskich książek nie czyta. Tygodniowe, polskojęzyczne gazety, przypominająca reklamowe broszury, nie są oczywiście literaturą i całkowicie zaspakajają potrzeby ich czytelników. Drugie pokolenie (dzieci tych polskich emigrantów), choć zachęcane w szkole do czytania książek, coraz częściej zastępują je komputerowym monitorem czy „tabletem” – oczywiście w języku angielskim. Jest to zjawisko nieuniknione i prowadzące do prostej konkluzji : Jeśli ktoś mieszka w Kanadzie, chce pisać książki i chce być czytanym – musi pisać po angielsku albo francusku.

    Oczywiście jest jeszcze internet. Zbliża on czytelnika w Polsce tym, którzy piszą w Kanadzie – pozbawia ich jednocześnie należnych im profitów, które daje książka. Internet w Polsce mimo, że rozwija się w sposób dynamiczny – służy jednak głównie wymianie informacji, a nie kontemplacji literatury.

    Na zakończenie chciałem się podzielić z Panem własnymi w tym względzie doświadczeniami : Otóż parę lat temu napisałem wspomnienia (pamiętnik) przeznaczony w pierwszym rzędzie dla moich kanadyjskich wnuków nie znających języka polskiego. Wspomnienia pisałem po polsku, jako że mimo 60-letniego pobytu w Kanadzie ciągle myślę w tym „języku”. Przetłumaczyłem to na angielski i umieściłem „side by side” na CD.

  2. autor says:

    To też jest smutna, lub po prostu inna od naszej-wczorajszej, rzeczywistość. Wiec, mimo wszystko, chyba najlepiej trochę ‘miksu’ polsko-angielskiego? Lepiej chyba każdym sposobem próbować zainteresować niż zwyczajnie oddać pole nieczytelności i niepisalności. pozdrawiam, autor

  3. Dariusz Pacak says:

    Łaskawi Panowie,
    jakże mdłym mógłby stać się mój głos w dyskusji, gdybym tylko zgadzał się z wypowiedziami Panów. Oprócz respektu dla powyższych wniosków, być może nie okazałoby się błędnym spojrzenie z nieco odmiennego punktu widzenia na sytuację poddaną pod rozwagę na kartach rocznika Strumień przez red. Bogusława Pacak-Gamalskiego…
    Co by stało się, kim zostalibyśmy, i jak zareagowałby świat, gdyby nie tylko przestał funkcjonować żywym j. polski, lecz jeśli zniknęły w ogóle wszelkie zasoby literatury polskiej?! Czym byłaby polska emigracja, czy nadal nazywałaby się polską? Czy miałaby równie gorących orędowników, tak jak ma współcześnie nieistniejąca, np. Asyria?
    Historia ukazała nam spalenie Biblioteki Aleksandryjskiej… czy z tego powodu uklęknęła choć jedna palma, czy M. Śródziemne choć jedną falą starało się poskromić morderczy ogień, by uchronić bezcenne, nie do odtworzenia dziedzictwo, czy świat ziemskich spraw zastygł w trwodze choć na chwilę, czy przestał toczyć się w barbarzyński sposób w imię tzw. rozwoju ?
    Dziś, w naszym byłym domu dobry gospodarz dokonuje kolejnej decyzji wprowadzając tym razem Ossolineum na drogę zatraty. Dnia 2 lipca b.r. decyzją Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników doprowadzono do likwidacji spółki: Wydawnictwo Ossolineum. W ten sposób najstarsza polska oficyna przestała istnieć. Podobno dorobek wydawnictwa i znak wydawniczy mają przejść, po wykupieniu przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego /reprezentowane w osobie B. Zdrojewskiego/, pod szyld Fundacja Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.
    Ossolineum to jeden z najważniejszych ośrodków kultury polskiej, o burzliwej dziejowości, zawierający bezcenne(!) skarby polskiej wypowiedzi piśmienniczej. Czy więc w tej chwili należy napisać ,,było”, czy jest to początek kolejnego ,,cichego demontażu” fundamentalnej struktury nierozerwalnie związanej z polską tożsamością narodową? Czy uklęknęło aby jedno drzewo… zapłakała choć jedna, polska wierzba?
    Czy potrzeba zatem dziś szukać mechanizmów rozkładu w polskim emigrancie, daleko poza granicami ojczyzny, skoro…ten emigrant nie pojawił się znikąd, skoro przywiózł ze sobą narzędzia percepcji i rozumienie gloryfikowane w swym własnym domu…nauczone dziś- w ostatnim trzydziestoleciu, nauczone wczoraj- za czasów Polski socjalistycznej? Bo czy nie jest synonimem dewiacji proces podjęty przez Panów pod rozwagę?
    Problem wielojęzyczności/ w tym-dwujęzyczności/ istniał prawdopodobnie od zawsze, tj. od momentu zaistnienia migracji, na wiele tysięcy lat przed naszą erą. Prawdopodobnie, tak jak kiedyś, także współcześnie każdy musi rozwiązać go w indywidualny, najlepszy dla siebie sposób.
    Czy to jest ten sposób, który ukazuje poniższy przykład, zaczerpnięty z czeluści mego osobniczego doświadczenia? Wspominam Polaka poznanego wiele lat temu na Florydzie, który zamieszkując od 10 lat w USA był wstanie wypowiedzieć: That’s it, k… /używał w tym miejscu najbardziej popularnego, polskiego wulgaryzmu, którego pochodzenie wywodzi się z j.łacińskiego, i w krajach niemieckojęzycznych oznacza zakręt lub krzywą/, that’s it!
    Znani są mi także Polacy w Ameryce, którzy już po kilku latach pobytu w Nowym Świecie zapomnieli sztuki posługiwania się j. polskim. Znam też Polaków w Wiedniu, którzy pomimo iż urodzili się w Polsce, tam wychowali, wykształcili, żyli- dziś nie znają swego rodzimego języka. Znam też taką polską rodzinę, w której dzieci pomimo iż urodzone w Austrii, posługują się doskonale polskim- rodzimym językiem ich rodziców, i są prymusami w jednej z wiedeńskich szkół średnich.
    Nie zauważyłem podczas cyklicznych konwersacji z Amerykaninem, we Wiedniu, aby ten nie przyznawał się do swego rodzimego języka. Dostrzegłem natomiast jego wysiłek w ogarnianiu, z powodzeniem, j. niemieckiego…
    Mogę wspomnieć Polaków mieszkających od 20 lat na terenie Austrii, nie mających żadnych dokumentów legalizujących ich pobyt tu, i używających obcego im wciąż języka /języka kraju ich zamieszkania/ w sposób: Kali chcieć, Kali mieć.
    Nie widziałem, aby Niemiec, Austriak, zamieszkujący np. w Namibii, USA, Argentynie, Chinach czy w Polsce miał problem z poruszaniem się w konotacji j. niemieckiego. Nie zauważyłem też, aby przedstawiciele w/w nacji mieli jakiekolwiek kłopoty w operowaniu językiem występującym w kraju ich docelowego zamieszkania.
    Mogę przytoczyć fakt spotkania ostatnio na terenie południowo- zach. Polski pewnej damy /byłej emigrantki/, która zamieszkiwała w Anglii lub Irlandii, i która ponoć dokonuje tłumaczeń (!) z j. angielskiego. Ma ona, zdaje się, najbliższą rodzinę wciąż zamieszkującą w kraju anglojęzycznym. W czasie zabawy językowej osoba zwróciła się do mnie wypowiadając słowo [hum]. Po burzliwej dyskusji okazało się, że była mowa o home, [houm]. Poparta przeze mnie słownikiem poprawna artykulacja nie uzyskała akceptacji… stałem się niemile widzianym gościem.
    Wracając do najbliższego mi obszaru, kwestia dwu- i wielojęzyczności u Polaków na terenie Austrii sięga średniowiecza. Obrazując niniejszą wypowiedź w największym skrócie, ograniczę się do wyboru zaledwie nazwisk kilku pisarzy, nie popartego systematyką.
    Jedną z najbardziej świetlanych postaci polsko-austriackich stosunków kulturalno-literackich z bogato udokumentowanej epoki renesansu jest Jan Dantyszek /1485-1548/ – poeta laureatus*. Inną postacią z panteonu kanoników, których drogi życiowe spełniały się w Wiedniu, jest choćby autor pierwszego polskiego przekładu Biblii, Jakub Wujek /1541-1597/.
    W późniejszych epokach zasadność poruszania się w odrębnych kodach językowych jednocześnie, widzieli m.in. Samuel Bogumił Linde /1771-1847/- autor pierwszego historycznego słownika j. polskiego, Edward Kazimierz Lubomirski /1796-1823/- jeden z krzewicieli pol. romantyzmu, Adam Kazimierz Chłędowski /1843-1920/- minister Galicji, pisarz, Ludomił German /1851-1920/- dramaturg, librecista, krytyk, działacz polit., Albert Zipser /1855-1936/- naukowiec, wybitny tłumacz, Siegfried Lipiner /1856-1911/- dramaturg, poeta, tłumacz polskich klasyków, Stanisław Przybyszewski /1868-1927/- Meteor Młodej Polski, Tadeusz Rittner/1873-1921/- dramaturg, krytyk teatralny, reprezentant pokolenia twórców Młodej Polski, i wielu in.
    Również przedstawiciele landów niemieckojęzycznych /wymieniam tylko tych ur. na terenie Polski/ osiągnęli nadzwyczajną biegłość środków wyrazu m.in. w j. polskim. Wypada wspomnieć choćby takie wybitne postaci jak: Oskar Jan Tauschinski /1914-1993/, Gerda Leber-Hagenau /1918-2004/,Karl Dedecius /1921- /, i in. – to propagatorzy nie tylko polskiej mowy, literatury, ale i ambasadorowie szeroko rozumianej polskości.
    Także we współczesnym Wiedniu tradycję multilingwalności w twórczości i pracach badawczych kontynuują polscy reprezentanci środowisk: literackiego, naukowego, duchowieństwa.
    Nie da się łączyć w jedno problemów polskiej emigracji, globalizować ich. Nawet w jedynie powierzchownym szkicu, przy marginalnym zarysowaniu bogactwa różnorodności tematu, na przestrzeni ostatnich trzech stuleci, nie da się generalizować go. Inna rola spoczywa przecież na przedstawicielach współczesnej emigracji zarobkowej, inna na polskich elitach naukowych i artystycznych funkcjonujących poza granicami Polski. Inne podłoże miała emigracja po II wojnie światowej, a inne tzw. emigracja stanu wojennego ’81r. Z innych środowisk wywodziła się polska emigracja XVIII w. we Francji, w USA, a po części z innych późniejsza Emigracja Hotel Lambert… grupy te musiały / muszą borykać się ze zróżnicowanymi problemami, wywodzą się ze zróżnicowanych środowisk, są nośnikami różnych wartości, podlegają zdecydowanie różnym archetypom, i różne wobec nich cele stwarza historia.
    W związku z tym nie widzę także i obecnie możliwości jednoznacznej odpowiedzi czy dwujęzyczność /może: wielojęzyczność?/ polskiej emigracji stanowi współczesny problem, czy go nie stanowi nie będąc wcale nowym, jako że istnieje od zawsze . Czy zdolność posługiwania się przez jej przedstawicieli tylko jednym językiem /jeśli tak, to w dodatku którym?/, stanowiąca istotne zubożenie oraz niosąca ze sobą ogromne niebezpieczeństwa, jawi się problemem li tylko dnia dzisiejszego, czy istnieje on od kiedy powstała polska emigracja, i zależy od poziomu ogólnej świadomości danego skupiska emigracyjnego, jak i od świadomości samej jednostki?
    Dlatego też, wg mej opinii każdy, sam dla siebie, jest zobowiązany znaleźć odpowiedź na pytanie: kim jestem, co powinienem, do czego, wraz z danym mi życiem, zostałem powołany?
    Zastanawiam się więc, któż na emigracji, jeśli nie literat i wydawca, miałby dbać o kultywację języka ojczystego?! Kto posługuje się narzędziami językowymi w sposób najpełniejszy, bo zawodowy, jeśli nie pisarz? Od kogo, jeśli nie od artysty słowa, należałoby oczekiwać ochrony jednego z najważniejszych elementów tożsamości narodowej /jeśli nie najważniejszego!/ jakim jest język kraju, narodu, z których emigrant wywodzi się?
    Kwestia zasadności przeniesienia wypowiedzi w sferę innego języka, bądź bezpośredniego wyrażania się w nim, również nie podlega dywagacjom. Poza szansą na zaistnienie podmiotu w nowym obszarze kulturowym, filtrując nową rzeczywistość poprzez swój fokus przybysza wzbogaca on ten obszar /a także siebie/ o inne, często jeszcze nie poznane wartości /transfer kulturowy/. A co najważniejsze, zdobywa się dzięki temu szanse w nowych okolicznościach życia na popularyzację kultury, sztuki, i innych struktur charakterystycznych dla kraju swych korzeni.
    W związku z tym, logicznym wydaje się wniosek /istniejący wciąż w fazie pobożnego życzenia/, iż to macierz powinna ze szczególną troską sprawować mecenat nad tymi profesjonalnymi jednostkami i związkami, które właśnie w oderwaniu od niej, w oddaleniu, spełniają niezwykle trudną rolę jej popularyzatorów. A jest to rola nie do przecenienia!

    W niczyim bowiem interesie nie jest pokładane dziedzictwo polskiej kultury, tylko powinno ono istnieć w sercach i umysłach samych Polaków. W niczyim interesie nie leży rozsądna integracja emigranta z nowymi dla niego kanonami /wraz z zachowaniem wszystkich elementów składających się na tradycję kraju jego pochodzenia/ tylko w jego. I tak, zdaje się, powinno być. A że świadomość, wola, poczucie własnej wartości, zdolność rozeznania swego miejsca u Polaka, wiecznego tułacza nie mają współcześnie solidnych pieczęci? Cóż, w podziękowaniu mamy choćby polish jokes. I one są wyrazem m.in. naszej ogólnej erudycji, znajomości języków, gdyż powstają na ich kanwie.
    Czym jest więc system zysków i strat, także w sferze lingwistycznej? Jak go rozeznać? Co stanowi wartość wymierną, a co jest wartością bezcenną? Gdzie znajdujemy się, istniejąc pomiędzy innymi narodami? Kim jesteśmy wobec samych siebie? Jak pojmujemy tożsamość narodową? Jakimi zgłoskami zapisujemy karty w księdze człowieczych dokonań?

    z pozdrowieniami

    Dariusz Pacak, Litt.D.

    * B. Miązek, O współczesnych poetach polskich tworzących we Wiedniu, [In:] Pamiętnik literacki, Londyn 2008, T. XXXV, ss.33-55

  4. Remarkable issues here. I am very satisfied to look your post. Thanks so much and I am looking forward to contact you. Will you kindly drop me a mail?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>