Przypadkowości

Miałem kiedyś townhouse czyli domek szeregowy blisko dużego hotelu znanej sieci. Na parterze tegoż hotelu byla fajna restauracja-bar z dużym pianinem. Lubilem tam niekiedy wieczorami zachodzić na samotnego drinka. Czasem (zwyczajem z dawnej, warszawskiej młodości) zagabywałem grającego pianistę, prowadziliśmy dłuższe lub krótsze pogaduszki o muzyce, muzykach. Na ogół (tak jak czasy dawnymi w Warszawie) kończyło się to graniem ulubionych przeze mnie kawałków, czasem nawet (jeśli gości mało lub byli już na niezłej bańce) wspólnym odśpiewaniu kilku spamiętanych linijek lub półzwrotek. A dziś hotel ten ubrzydził mi pewien znany pan z Ameryki. Zepsuł i wspomnienia i niechęć do budynku zasiał w sercu. Mówię o Sheratonie w Surrey, który dziś gościł na byznesowym lunchu byłego prezydenta USA, Georga Busha. Jedna z najokrutniejszych postaci światowej polityki pierwszej dekady nowego tysiąclecia.
Innym zbiegiem okoliczności tego dnia w Tripoli, w Libii, setki mieszkańców tego kraju stało w długiej kolejce by obejrzeć zwłoki zamordowanego byłego wodza tego dziwnego kraju, pułkownika Gadaffiego. Może zreszta już nie pułkownika, bo bodaj jakiś czas temu nadał sobie tytuł generalissmusa. Wzorem innej dość znanej i mało chlubnej postaci historycznej. Pułkownik Gadaffi zasłynał w młodości tym, że przyczynił się do wypędzenia z Libii oddziałow wojsk brytyjskich i amerykańskich. Stał się z dnia na dzień bohaterem narodowym. Po czym z każdym rokiem z bohatera zmieniał sie w dyktatora i tyrana. Jednocześnie osobę o niezwykle bujnej wyobraźni i nierzewidywanych posunięciach. W połączeniu z niezwykłą megalomanią była to postać bliska i Stalinowi i Idi Aminowi (pamietacie tego bohatera-mordercę, który u schyłku życia ogłosił się cesarzem?). Ale gdy pomyśleć o rozmiarze zniszczeń, bilionów dolarów wydanych na wojnę, setkach tysięcy ofiar w żołnierzach i ludności cywilnej, zrujnowanych krajach (zwłaszcza Iraku) – to ‘kariera’ Gadaffiego blednie w porównaniu z ‘osiągnięciami’ Busha juniora.
Nie dziw, że i manifestanci-kontestatorzy spod Galerii Vancouver przybyli pod ten hotel i łącznie z grupą innych protestantów domagali się aresztowania Busha, pod zarzutem przestępstw wobec prawa międzynarodowego. Z apelem takim wystapiła kanadyjska Organizacja Praw Człowieka. Naturalnie do jakiegokolwiek aresztowania nie doszło. Ale stało się chyba dobrze, że poza oklaskami na sali, gdzie pan Bush się pokazał (bilety na lunch były po $600 od łebka, więc biedota studencka tam proszona nie była), miał też możliwość doznać innego ‘powitania’. Wątpię by na nim to wielkie wrażenie zrobiło. Ale, choćby symbolicznie, przynajmniej mała doza ludzkiej uczciwości i poczciwości się spełniła tą, symboliczna też w założeniu, demonstracją.
Ot i przypadkowości takie dziwne i skojarzenia zupełnie odległe. Czarny fortepian, muzyczne knajpki, tyranii dzisiejszego i wczorajszego świata. Wszystko się kręci, jak na karuzeli Mirona Białoszewskiego. I tak, jak jego półurwane, półzaczęte i półnieskończone wersy ma sie do siebie. Konieczność przypdakowości lub przypadkowość konieczna. A nad wszystkim unosi się majestatycze, czarne skrzydło fortepianu. Skzrydło szatana czy archanioła?

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Uncategorized, blog Bogumiła (polski), society and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>