My, te 99%

Czy społeczeństwo początków XXI wieku dostrzega wyrastające przed nim wyzwanie utraty tego, co cały XX wiek przyniósł ludziom w tzw. cywilizacji zachodniej? Czy narastające ubożenie i de facto wywłaszczenie obywateli w ich własnych państwach pobudzi wystarczająco rozległe rzeszy obywateli do gotowości ostrego protestu, do ryzyka działań, które odbiegaja od komfortu zwykłej codzienności? Do ryzyka obarczonego świadmomością możliwych konsekwencji sprzeciwu?
Wielokroć w pisaniu o sprawach socjalnych poruszałem tu kwestie powolnego ale stałego zagrożenia powrotu współczesnej wersji systemu feudalnego. Systemu opartego na pełnej zależności ekonomicznej olbrzymiej wiekszości społeczeństwa od nielicznej grupy grupy tzw. obywateli wolnych, tj. posiadających władzę i zabezpieczenie ekonomiczne. Wydawało się, że poszerzające się pole wolności polityczno-obywatelskich i wzrost wykształcenia wprowadził pewien parytet uniezależnienia siś obywatela od przymusu ekonomicznego. I większość historii ostatnich 150 lat zdawała się to potwierdzać. Ostatnie 20 lat wydaje się odwracać ten trend społeczno-polityczny. To leży, wydaje się, u podstaw narastania poważnego protestu młodego pokolenia aktywistów zrzeszonych pod szerokim parasolem ruchu, który okresla się generalnie hasłem ‘Okupacja Wall Street’ . Hasła szczegółowe i slogany partykularne są naturalnie b. różne. W Polsce młodzi określaja się mianem prekariuszy na wzór ruchu kontestacyjnego w Hiszpanii. Prekariuszy czyli ludzi bez przyszłości. Słowem przyszłych bezwolnych mas zależnych od rentierów z kart powieści Wiktora Hugo i ich późniejszych wersji w twórczości Brunona Jasińskiego.
Kompletnym brakiem zrozumienia i arogancją graniczącą z politycznym samobójstwem jes na przykład dzisiejsza odpowiedź ministra rządu konsrewatywnego w Kanadzie, który reagując na pytanie opozycji odpowiedział w Parlamencie, że społeczeństwo powinno, być wdzięczne za to, co ma. Pytanie nasuwające się jest jednak głębsze: czy ów minister jest po prostu politycznym pachołkiem zwyczajnie niezbyt mądrym i rozgarniętym czy też może odwrotnie: świadomym i rajonalnym politykiem konkretnej opcji, który wykalkulował, że zaistniałe już zmiany w układzie polityczno-ekonomicznym sa tak trwałe i nieodwracalne, że może sobie pozwolić na demaskatorską salwę w rodzaju – mam was w dupie i co mi zrobicie? Być może ma rację.
Być może wkraczamy w okres nieodwracalnego procesu utraty wolności ekonomicznej (a w konsekwencji i politycznej). Jest to najpoważniejszy dylemat filozoficzny i moralny całej cywilizacji zachodniej. Być może, wobec przerażającej i obezwładniającej rzeszy herkulańskich problemów głodu i nędzy całej reszty świata, kłopoty Europy, Ameryki Północnej, częściowo Południowej i kilku jeszcze krajów azjatyckich są dziecinne, nieistotne. Bledną w kontraście z tragedią bilionów ludzi żyjących na codzień w głodzie, terrorze i stanach permanentnej wojny.
Jeśli to prawda, jeśli los nowego pokolenia cywilizacji zachodniej jest losem przegranym i obecna kontestacja i protesty nic nie zmienią – to te pokolenie czeka bardzo okrutna niespodzianka jutrzejszego świata opartego na permanentnej rewolucji i krawych konfrontacji społecznych. Jest to tez wyzwanie dla owego symbolicznego ’1%’ ekonomicznych decydentów: wpadając w pułapke bezmyślnej chciwości i żądzy władzy nakładacie na siebie pętlę, która kiedyś może okazać się zbyt ciasna.

Rewolucje nigdy nie są efektem demonicznych spisków małej grupy wywrotowców. Rewolucje są efektem bezmyślności i krótkowzroczności władzy. Władzy duchowej , politycznej i ekonomicznej.

Znamienne jest oświadczenie noblisty, byłego szefa “Solidarności” Lecha Wałęsy, który wykazał pełne popracie dla tego rucho kontestacyjno-protestującego. Były działacz związkowy i były prezydent państwa zapewne dostrzega wyraźne podobieństwa sytuacji z 1980 i 2011. Nie zapominajmy, że dla olbrzymiej masy solidarnościowej ideały polityczno-wolnościowe były na drugim miejscu. Na pierwszym była coraz poważniejsza sytuacja ekonomiczna, brak pieniędzy i brak perspektyw na cokolwiek. Wielu z nas, po latach, chce to ubrać w romantyczne mity walki z ‘czerwoną zarazą’. I dla wielu z nas tak było. Ale nie dla wszystkich. Dla wiekszości szarych robotników i równie szarych urzędników PRL była to reakcja na upokarzające warunki ekonomiczne. Tyle, że ówczesne władze PRL ani nawet ich bosowie w Moskwie niewiele mogły na tym polu zrobić. Ten system po prostu był sam przez siebie skazany za wyniszczenie i zagładę. Natomiast system dziejszej Europy i Ameryk nie jest. Ma możliwość reakcji, zmian i naprawy. Czy tą szansę wykorzysta? Być może jest to pytanie nie tyle do rządów i bilionerów świata ale do każdego z nas. Do tych 99%, które ciągle jeszcze mają ten jeden niezaprzeczalny atut: głos w wyborach.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in Cywilizacja, blog Bogumiła (polski), society. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>