Funiculi, funiculà

Jamme, jamme ‘ncoppa, jamme jà, funiculi, funiculà! Otóż śmiejąc się i śpiewając wracamy z uroczego wieczoru „poezji przy świecach” zorganizowanego przez Gazetę Informacyjna w sali SPK przy Kingsway w Vancouverze. Ta popularna piosenka neapolitańska Peppino Turco i Lugi Denzy z 1880 oddaje najlepiej charakter tego uroczego wieczoru. A przyznaję, że nie tak go sobie wyobrażałem. Być może nawet organizatorki, czyli p.p. Elżbieta Kozar i Anna Lubicz-Luba nie tak to oryginalnie zamierzały. No bo wiecie Państwo – i Petrarka i Dante, i Jan Paweł II i Miłosz, i Mickiewicz i kilku jeszcze tuzów całkiem poważnej i szanownej literatury pięknej. A tu canzony niezbyt poważnej i na ogól podpitej klienteli neapolitańskich trattorii … . I świetnie. Poezja dużo częściej i serdeczniej powstaje przy butelce wina lub kufelku piwa w znajomej piwniczce niż w salonach akademickich lub dostojnych bibliotekach. W dodatku poezja miłosna. Poezję trzeba śpiewać, krzyczeć, płakać nad nią lub z nią. Wtedy jest żywa i prawdziwa.
Zachrypnięty i niezbyt już silny głos starszego Włocha-mandolinisty i i metaliczny sopran jego młodej partnerki z niezbyt dobrze nastrojoną współczesną elektroniczną katarynką ( wiem, ma to jakieś fachowe określenia omahy lub innych elektrycznych hammondów – mnie jednak kojarzy się z katarynką) oddawały tą atmosferę (lub raczej: narzuciły tą atmosferę) świetnie.
Pani Lubicz-Luba usiłowała po prawdzie pewną powagę chwili przywrócić – wszak o Sztuce mowa więc jakaś powaga i cześć się jej należy! – rozwijając przed słuchaczami erudycyjny mini-wykład historii polsko-włoskiego powinowactwa kulturowego. Aliści trudno być do końca poważnym, gdy zaraz obok canzonista zaklina sentymentalnie: „wróć do Sorrento, dziewczyno moja…”. A po chwili sopranistka nuci ‘smutnie’ skomponowaną piosenkę Boccelliego: czas już rozstać się (con te partiro). No, może to nie perła oryginalnej włoskiej sztuki, jak niekoniecznie są nią wszystkie szlagiery Deana Martina i Lanzy – ale kto zakochanym będzie papiery sprawdzał?! A że zakochani, świadczyły nad wyraz dobrze deklamowane zaklęcia Petrarki do Laury w profesjonalnym wykonaniu pana Ryszarda Kowalskiego i gwiazdy ostatniego spektaklu Teatru Popularnego, pani Elżbiety Kozłowskiej. Zupełnie niespodziewanym i miłym zaskoczeniem było czytanie wierszy przez znaną Polonusom vankuwerskim doktor Helenę Duchowską. Bardzo ciesze się, że pani Anna Lubicz-Luba nie ominęła w tej plejadzie poetyckiej Jarosława Iwaszkiewicza, dla którego Italia była drugim po Polsce domem. I jego genialnych esejów literackich o Italii. Nikt prawie eseistyki tak poetycko i pięknie , jak Stary Poeta ze Stawisk, uprawiać nie umiał.
Aby nastroju dobrej zabawy i pół-serio nie utracić, chochlik sceniczny obu Paniom organizatorkom sprawiał częste kłopoty z mikrofonem. W dobrym nastroju takie uszczerbki przyjmowane są zawsze życzliwie i bez pretensji. Więc, o ile się tym martwiły i kłopotały, podpowiadam szczerze: nie szkodzi, nikomu to nie przeszkadzało.
Wiem, że Gazeta planuje takie wieczory poetyckie na przyszłość. Nie wiem czy w podobnym, niekoniecznie napuszonym a bardziej swobodnym (jak ten) stylu. Szczerze polecam jednak organizatorom kontynuacje tego charakteru spotkań z poezją. Wiersz to nie martwa natura w szklanej gablocie muzealnej. Wiersz to emocja, wrażenie, smutek, śmiech i piosenka. Nawet tragiczny wiersz, dziś w SPK przytoczony, Czesława Miłosza jest mniej wierszem o zbrodni niż wierszem o życiu. Campo di fiori nigdy de facto w tym pulsie życia nie ustaje. Nawet w obliczu śmierci.

A.Lubicz-Luba, dr. H. Duchowska, E. Kozar


About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski), reflection on culture, scena. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>