Ile kosztuje nieśmiertelność?

Czy wolno, czy można, czy stać? A może pytanie winno brzmieć: czy to jest słuszne i moralnie uzasadnione?
Wiele rzeczy i sytuacji dawniej absolutnie niemożliwych, dziś ze względów głównie technologicznych, jest dostępnych. Przez to, że owa trwająca przez wcześniejsze millenia, sytuacja niedostępności była oczywista, nie wytworzyły się wobec niej pytania moralne. Nie zastanawiamy się, czy jest moralnym, że człowiek chodzi ani nie pytamy, czy jest niemoralnym fakt, że nie fruwa. Są to stany oczywiste i istniejące realnie, stąd nie podlegające kategoriom pytań moralnych. Dopiero wybór pewnych zachowań, aktów i stanów stawia pytanie natury moralnej. Nie kradniemy (na ogół) bośmy zdecydowali, że jest to akt niemoralny. Nie dlatego, że nie możemy. W ludzkim bycie probierzami i strażnicami zachowań i stanów moralnych są śmierć i narodziny. To słupy graniczne poza które nie możemy w swej świadomości przejść. Stąd z tymi zjawiskami łącza się największe dyskusje i problemy moralne. I, co dyskusje potęguje, wynikające stąd konsekwencje religijno-światopoglądowe.
Do stosunkowo niedawna, dość prosto było ze śmiercią. Serce ustało – koniec, kropka. Potem okazało się, że serce można reanimować. Teraz są to fale mózgowe, encefalograficzne. Niech tam sobie serce odpocznie ale póki jakaś tam praca elektryczno-chemiczna w mózgu zachodzi – człowiek żyje. No i naturalnie pytanie: kto i kiedy i jakimi metodami i na jak długo taką pracę może utrzymywać? I czy życie to sam tylko mózg? Gdzieś w tym wszystkim uciekła kwestia świadomości, własnej decyzji (własnej , czyli tego pól/na pół denata – nie lekarza, żony, męża czy partnera) i tzw. naturalnego biegu rzeczy. Ten okrzyczany naturalny bieg rzeczy. Nikt już prawie nie wie, co to oznacza. Ingerujemy w ten bieg bezustannie. Medycznie, technicznie. Przyszywamy sztuczne i naturalne ręce, nogi, wstawiamy nowe (lub mało używane) serca, płuca, podłączamy sztuczne nerki. Oczywiści, że to zbawienne i, wydaje się, moralne ingerencje (jeśli nie uśmiercamy kogoś przedwcześnie w celu pobrania np. serca) – ale, co z tym „naturalnym biegiem rzeczy”? Wszyscy nasi kuzyni w świecie zwierzęcym z wysiadającym sercem, nerkami czy płucami, bez rąk (kończyn) i nóg – szansy na przeżycie nie mają. Bez względu na takie czy inne fale encefalograficzne. A więc technologia i jej rozwój ma bezpośredni wpływ na nasze poczucie moralności. Silniejszy i większy niż szamani, kapłani, papieże i ajatolahowie.
200 lat temu lekarza, kto by umiał i chciał przeszczepić serce ukamienowano by i ukrzyżowano jednocześnie, przy poklasku wszystkich prawie.
Ale, jaką można mieć opinię i osąd moralny np. o kobiecie 60-letniej, która skutkiem terapii hormonalnej dała życie bliźniakom? Stać ją na to było, bo po terapię pojechała aż do Indii, po odmowie lekarzy w Kanadzie, którzy uznali to za nieetyczne postępowanie. Możliwości medyczno-technologiczne są. Ale czy moralne? Prawo do posiadania dziecka jest najbardziej chyba naturalnym i zasadniczym prawem człowieka, zwłaszcza kobiety. Ale czy zawsze, w każdej sytuacji? A prawo dziecka do w miarę normalnego dzieciństwa i młodości? Takie głupie z pozoru np. prawo dziecka do dziadków, powiedzmy między 5 a 15 rokiem życia? Prawo do niezdegenerowanych (a więc stosunkowo młodych i silnych) genów i innych biologicznych paliw, jakie płód przed urodzeniem od organizmu matki (i przez spermę – od ojca) otrzymuje na całe życie? Wydają się dość oczywiste powody dla których generalnie kobieta 60-letnia w ciążę zajść nie może. Natura zabezpiecza niejako i dziecko przed ewentualnymi ułomnościami wynikającymi ze „starego siewu” i kobietę przed olbrzymim wysiłkiem i osłabieniem organizmu skutkiem ciąży, nie mówiąc o późniejszym wieloletnim „niewolnictwie” macierzyńskim. Od setek lat znane są jednak przykłady, gdy starzejący się (lub starzy) mężczyźni zostają ojcami. Lub ojco-dziadkami. Prawie jednak zawsze mają przynajmniej stosunkowo młodą matkę, która płód nosi. Z mojego punktu widzenia taki egoistyczny „podstarzały amant-ojciec” moralnie niewiele różni się od tej 60-latki z Kanady. Generalnie zgadzamy się, że matkami nie powinny być dziewczynki 12, 13 i (tu już opinia nie jest jednoznaczna) 14 letnie – i vice versa: ojcami.
Jest coś dziwnego ( choć zwierzęco wytłumaczalnego) w tym pędzie człowieka do posiadania dziecka. Za wszelką cenę i bez względu na konsekwencje. Tak, jakby istotnie tym jednym wyczynem chciał istotnie uciec śmierci i tą szczelinką w drzwiach przecisnąć się do nieśmiertelności. Chyba bezskutecznie.

About Bogumil P-G

publisher, essayist, poet lived (and born) in Poland, later England, Italy, presently in Canada
This entry was posted in blog Bogumiła (polski). Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>